Każdy mądry i ambitny polityk zważa, żeby się nie kompromitować głupotą lub złymi intencjami. Widocznie więc pierwszy wiceprzewodniczący Unii Europejskiej Frans Timmermans albo nie jest mądry, albo nieambitny – nie dba o swój wizerunek, bez żenady bowiem publicznie wypowiedział absurd. Właściwie to coś więcej niż absurd, jakaś niedorzeczność przekraczająca możliwości znaczeniowe słów polskich. 

            Oto 31sierpnia, w dniu dla nas ważnym, TVP1 pokazała owego polityka, który wypowiedział się o Polsce, zresztą tak mętnie, że dosłownie nie zdołałbym powtórzyć. Jakoby jej w ogóle dawniej nie było, jakoby był to jednie twór bez stałych granic, zależnych to od Niemców, to od Rosji. Ot, jakaś polityczna meduza unoszona przez prądy polityki europejskiej. I teraz taka hybrydyczna organizacja społeczna, pozbawiająca się mądrego  prawa wynikającego z mądrości Zachodu, ma czelność sprzeciwiać się genialności Unii Europejskiej, stwarzać jej kłopoty swym irracjonalnym uporem.  

            W języku dyplomatycznym nie można by było jeszcze bardziej spostponować naszego kraju. Jakie wysoki komisarz UE ma wykształcenie, czy tylko podstawowe? Jaka jest jego inteligencja, jakie lektury, czy jedynie „Kapitał” Marksa? Ulotki propagujące „poprawność polityczną”?

Ale ma rację w jednym – nasze dwie granice przez prawie 400 lat były – dosłownie - płynne: na północy meduza polska wpadała do Bałtyku, na południu z Dnieprem i Dniestrem,  później już tylko z Dniestrem, do Morza Czarnego. Może są to w rozumowaniu Timmermansa przesłanki potwierdzające, że nasze granice od wieków były wytyczane przez mocarstwa; w takim razie musiałby jeszcze dodać trzecie – Turcję. Czy wiedziałby jednak, że Polska przed ponad trzema wiekami uratowała Europę, a więc i jego kraj przed tureckim islamem? Tak jak uchroniła ją 98 lat temu przed komunizmem rosyjskim. I dzięki temu Timmermans nie musi mówić „tak toczno”? To prawda, w końcu XVIII w. grabieżcy ze Wschodu i Zachodu ukradli nam te dwie płynne granice i tę północną musieliśmy w 1918 r. wywalczyć, wytargować, wykłócić się o nią.

            Czy mędrzec z UE zna dzieje własnego narodu i państwa? Tego karzełka nad Atlantykiem w nowożytności pod panowaniem Habsburgów cesarskich i z linii hiszpańskiej?   Dopiero w 1609 r. rozejm z Hiszpanią umożliwił rozwój gospodarczy i skusił Holendrów do zdobywania własnych kolonii, m. in. w Brazylii. Uwikłali się tam w wojnę z Portugalią, trochę większym od nich karłem, ale wspieranym militarnie przez potężnych Hiszpanów.

            Czy wysoki komisarz Unii Europejskiej zna imię i nazwisko Krzysztofa Arciszewskiego, bohatera narodowego swej ojczyzny, jeśli  w ogóle wyznaje jeszcze wartość ojczyzn? Był to arianin polski z pierwszej połowie XVII w. W młodości sprzeniewierzywszy się zasadom swej religii, tak samo zresztą jak później w „potopie” ogromna większość jego współwyznawców noszących szable drewniane dla manifestowanie sprzeciwu wobec wszelkiej przemocy zbrojnej - zastrzelił rodaka. Skazany na banicję, musiał uchodzić z kraju. Wybrał Niderlandy, które akurat były już niepodległe i prowadziły wojnę o kolonie w Brazylii.

            Arciszewski przyjął protestantyzm, gdyż w żadnym innym ówczesnym państwie, oprócz Rzeczypospolitej, arianizm nie był tolerowany. Walczył na antypodach pod sztandarami holenderskimi. Dzięki zdolnościom dowódczym osiągnął stopień admirała i zdobył taką sławę, że w Niderlandach bito medale z jego wizerunkiem. Ten rozgłos doskwierał wielu politykom holenderskim, widocznie moralnie i mentalnie Timmermams jest ich dziedzicem. A ponieważ Arciszewski był już znany w całej Europie, to Polska darowanemu winę i cofnęła wyrok. Arciszewski wrócił do Rzeczypospolitej, nad Niderlandy przedłożył więc swą ojczyznę, której, wedle Timmermansa, granicę ustalali raz Niemcy, raz Rosjanie… Król Władysław IV mianował powracającego do ojczyzny generałem, „starszym nad armadą”.  Arciszewski wiernie służył krajowi, brał udział wielu bitwach tego krwawego stulecia.

            Na pewno w muzeach holenderskich można odnaleźć medal z wizerunkiem admirała Krzysztofa Arciszewskiego. Niech Timmermans zamiast wymyślać kompromitujące go nonsensy  oderwie się na kilka dni od swych ważnych dla ludzkości, biurokratycznych zajęć w UE i znajdzie w swej(?) ojczyźnie ten medal, może on pobudzi wreszcie  wysokiego komisarza do nauki dziejów własnego kraju, na naukę nigdy nie za późno.

            Dowiedziałby się też, że jego sławny rodak Piotr Paweł Rubens sportretował Zygmunta III, króla polskiego, wielkiego księcia litewskiego, pruskiego, ruskiego, żmudzkiego etc. etc. W latach trzydziestych XVII w. genialny malarz zilustrował zaś kartę tytułową tomu liryków łacińskich Kazimierza Sarbiewskiego, również mieszkańca Polski, hybrydy, której granice ustalali raz Rosjanie, raz Niemcy. Ale komisarz nie byłby zapewne ukontentowany, bo choć ten zbiór poezji wydawano w ówczesnej Europie 60 razy, to jego autor był wyróżniony przez papieża najwyższym ówczesnym laurem literackim (jego alegorię narysował na okładce właśnie Rubens), równym - co najmniej - dzisiejszej Nagrodzie Nobla. Papież, wyróżnienie, liryka religijna, polska kultura -  czy może być dla Timmermansa coś bardziej wstrętnego?

            A gdyby wiceprzewodniczący Komisji UE nadrobił braki w wykształceniu i zdobył podstawową wiedzę o dziejach kontynentu, którego powagę i interesy współreprezentuje, zdziwiłby się zapewne, że pierwszą nowoczesną konstytucję, przed ustawami zasadniczymi  w jego kraju i innych państwach europejskich, uchwalono w tym  państwie o nigdy ustalonej przestrzeni geopolitycznej. Wszelako czy umiałby się zdziwić, wszak do takiego zdumienia intelektualnego zdolne są wyłącznie osoby o innej umysłowości niż Timmermans.

            Frans Timmermans 31 sierpnia 2017 r. obraził Polaków żyjących i pamięć nieżyjących. Minister Witold Waszczykowski powinien wystosować do wiceprzewodniczącego Komisji Unii Europejskiej stosowną notę. Uważam, że jest to obowiązek szefa polskiej dyplomacji wobec Majestatu Rzeczypospolitej znieważonej przez dygnitarza Unii Europejskiej.

Jacek Wegner   

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl