Chociaż maj już dawno minął, to jednak 25 września br. w siedzibie Zarządu Głównego SDP zorganizowano debatę „Przewrót majowy: sukces czy porażka?” Określoną w oficjalnym zawiadomieniu „jako jeden z działań projektu «Maj na Foksal» - dziennikarze  dla Warszawy” (to nie jest napisane po dziennikarsku) młodzieży szkolnej z prof. prof. Marianem Markiem Drozdowskim i Janem Żarynem. Wedle zapowiedzi miał przybyć Adam Słomka, oficer Związku Strzeleckiego „Strzelec”, lecz nie wiem, czy był, w każdym razie nie zasiadł za stołem prezydialnym.

Całemu gremium przewodniczył kol. Stefan Truszczyński i on kierował dyskusją, zresztą nader anemiczną. Czyżby z tej słabej reakcji wynikało, że młodych Polaków nie interesują dzieje przeżyte przez dziadków i pradziadków? Byłby to sygnał dla nauczycieli przedmiotów humanistycznych, że źle uczą, że nie wzbudzają zainteresowania tym, co od  roku 1918 kształtuje losy naszej Ojczyzny?. A może to wina rodziców, że w domach nie przekazują dzieciom wiedzy o doznaniach swych bezpośrednich przodków? Owo zaś doświadczenie to tradycja, szkoła bowiem uczy, a domy rodzinne kształtują – przez tradycję - poczucie tożsamości narodowej. Tradycja jest przecież, mówiąc skrótowo, substancją patriotyzmu. Jeśli się jej nie przeżywa, nie sposób znać dziejów własnego kraju.  „Historie się (...) odtwarza, wciąż na nowo, z «subiektywnych i tendencyjnych» wyborów” - napisał w 2013 r. Andrzej Nowak („Intelektualna historia III RP. Rozmowy z lat 1990- 2012”). Wybory te zaś wynikają nie z czego innego, jak właśnie z ustawicznego przeżywania tradycji.  

Obaj historycy byli raczej zgodni, że zamach majowy nie odniósł sukcesu ani też nie stał się klęską, był jednym i drugim. Nie wiem, czy podobne oceny ambiwalentne w refleksjach historycznych są przejawem bezstronności czy oportunizmu politycznego. Młodzieży z takich opinii trudno jest wyciągnąć konkretne wnioski, które później mogłyby ją pobudzić do interaktywności w refleksjach historyczno-politycznych.

Piłsudski dążył do odsunięcia od rządzenia osobników przekupnych i nieudolnych, przekazania rządów swym zwolennikom, którym ufał (może niezbyt trafnie). W tym sensie cel osiągnął i – jak mu oraz światłej opinii publicznej wówczas się wydawało – uratował Polskę przed agresją obu zbójeckich sąsiadów. Tylko do śmierci udawało mu się zażegnywać to niebezpieczeństwo. Czy później dałoby się uniknąć napaści Niemców i Rosjan? Tak, sprzymierzywszy się z jednym przeciw drugiemu, lecz w perspektywie było to równoznaczne z utratą niepodległości na rzecz zwycięzcy, najprawdopodobniej Niemiec Hitlera

Profesorowie nie ujawnili nieudolności i niemoralności trzeciego rządu Witosa i reakcji hierarchów; niejako zwiesili te fakty historyczne w próżni, a wtedy każdy wniosek i każda ocena są tak samo prawdziwe, jak i fałszywe… Skoro więc piszę o zamachu majowym, to poczuwam się do obowiązku usunięcia tego niedomówienia, każde przecież niedopowiedzenie prawdy do końca jest fałszem.     

Otóż w maju zeszłego roku pisałem tutaj w miarę szczegółowo o zamachu Piłsudskiego. Cytowanie samego siebie byłoby nieprzyzwoitością. Jednak muszę powtórzyć przytoczenie fragmentu książki Zbigniewa Wójcika, nieżyjącego od niedawna profesora. Passus ów odnosi się do orędzia z czasu rządów premiera Witosa: „Szatan pychy i samolubstwa  opanował serca jednostek; prywata i osobiste korzyści wynoszą się ponad dobro ogólne; cele partyjne godzą często w podstawowe cele rządu i państwa. Zgasł pokój, zamarła miłość, panuje  upór, zawziętość i nienawiść...”. Zdawać by się mogło, że biskupi charakteryzują minione rządy Platformy obywatelskiej wraz z jej satelitami oraz ich współczesne zachowania...

Nikt, o ile wiem, publicznie nie zarzucał wtedy Kościołowi wtrącania się do polityki. Nasi dziadowie i pradziadowie nie byli jeszcze tak jak my dziś otumanieni szeroko rozlaną propagandą lewicową zwalczającą wpływy chrześcijaństwa na egzystencje państwowe i jednostkowe. Rozumieli, że głos biskupów nie był ingerowaniem w politykę, natomiast piętnował niemoralności w polityce, w życiu publicznym. Natomiast wielu naszych współczesnych duszpasterzy bez skrupułów opowiada się za „poprawnością polityczną”, relatywizującą tradycyjne (chrześcijańskie)  normy etyczne. Uwidoczniło się to szczególnie boleśnie zaraz po tragedii w Smoleńsku i kilku dniach następnych, kiedy nie tylko że niektórzy hierarchowie nie potępili barbarzyńskich zachowań adherentów Platformy Obywatelskiej pod Pałacem Prezydenckim ale przeciwnie - starali się pacyfikować ludzi oburzonych i wzburzonych tym, przepraszam za słowo, chamstwem, jakby stawali po jego stronie. To była niejako zdrada Kościoła. A przecież niemożliwe, żeby nauka św. Jana Pawła II poszła na marne…

Polacy czekają na zadość uczynienie niektórych sług Kościoła za znieważenie własnego narodu. I oczekują od swych biskupów wyrażenia -  tak jak w roku 1926 - odważnej oceny zła czynionego Polsce, w Polsce i poza nią przez Platformę Obywatelską i jej zwolenników, albowiem  to „szatan pychy i samolubstwa…”.

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl