Sprzedawanie dawnej siedziby gdańskiej telewizji lokalnej-publicznej jest klinicznym przykładem nieudolności lub kombinowaniem przekrętu. W Gdańsku-Wrzeszczu przy ulicy Sobótki był przepiękny obiekt - pałacyk, wielkie filmowe hale produkcyjne, biurowiec i zaplecze gospodarcze, garaże, magazyny. Wszystko to w otoczeniu starych bukowych drzew na wzgórzach moreny ale dosłownie kilkaset metrów od głównej arterii przecinającej Trójmiasto. Lepiej nie można było sobie wymarzyć. Trochę na boku w ciszy przepięknej przyrody ale z łatwym dostępem do  metropolii jaką trzy wspaniałe wybrzeżowe miasta dawno już powinny być.

Niestety dziady, które tu rządzą wspomagane przez wybitnych nieudaczników z Warszawy wszystko to zaniedbały, zmarnowały. Od kilkunasty lat cały obiekt niszczeje. Zawalone dachy, wypadnięte rynny, wszystko zalane. Pałacyk zamieniono w gnojowisko. Zioną smrodem dawne hale studyjne. Syf!

 Wszystko to jest nadal własnością Telewizji Polskiej. Tak, tej z Woronicza. Gnije jednak na ziemi gdańskiej słynnego „burłaka” samolotowego Prezydenta miasta Pawła Adamowicza. W TVP zmieniają się prezesi, prezydent Gdańska ciągle ten sam tkwi na stołku od lat dziewiętnastu. Jedni zwalają winę na drugich.

Raz w roku jeżdżę tam zimą, włażę przez dziurę w płocie i robię zdjęcia (zebrała się tego już pokaźna kolekcja). Ze dwa razy dorwał mnie pies stróża i potargał portki. Ale dokumentację fotograficzną wysyłałem przez lata do wszystkich możliwych instancji kultury, Sejmu i Senatu. Wszystko psu na budę, choć ten z Sobótki takową już ma.

Przed kilkoma dniami TVP ogłosiła przetarg planowany na najbliższe miesiące. To już kolejny. Wszystkie poprzednie kończyły się fiaskiem. Znowu wyznaczono cenę na 7 milionów (z hakiem) złotych. Niby wszystko w/g praktykowanych zasad. I znowu poza ogłoszeniami w gazetach (znalazłem jedno) wszystko prowadzone jest sztampowo. Bo urzędnicy inaczej nie potrafią. A przecież to niszczejąca własność telewizji, która ma ogromne możliwości reklamy. To ta sama instytucja, która krytykuje innych za nieudolność, niegospodarność i głupotę.

Są dwie możliwości: albo to rzeczywiście tylko skrajna nieudolność właściciela, albo próba przekrętu, by sprzedać za grosze. Sypie się i rozsypie - pójdzie prawie za darmo. Platformerskie rządy sukcesywnie niszczyły i sprzedawały na wybrzeżu co tylko się dało. Teraz np. przemysł stoczniowy wstaje jak feniks z popiołów. Niestety media karleją coraz bardziej. Ośrodki telewizyjne dla szefów z Woronicza to uprzykrzony bękart, z którym nie wiedzą co zrobić. „Sobótki” to pryszcz największy. Bractwo jeździ po Polsce służbowymi samochodami, marnuje środki i psuje powietrze. Czy ktoś tym wszystkim w końcu potrząśnie? W `89 roku wierzyliśmy, że idzie nowe. I sporo teraz tego nowego się dzieje. Niestety, gdańskie Sobótki to przykład wołający o pomstę do nieba. Dziadostwo trwa tu już nie rok-dwa, ale lat kilkanaście!

9 X 2017 Stefan Truszczyński

   

 

 

 

 

 

 

fot. S. T. 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl