Kształcenie to proces złożony. Wobec przyszłych dziennikarzy wymaga to tylko przekazu określonej wiedzy ale i zdobycia szeregu umiejętności tak, by przygotować się do wykonywania zawodu. Niezwykle ważne jest zrozumienie, iż praca dziennikarska musi być prowadzona koniecznie z przestrzeganiem zasad etyki. Tego szkółka-szkoła-wydziały uczelniane niestety nie nauczą. To może dać dopiero praktyka zawodowa.

Dlatego bezcenne jest pobieranie nauk pod okiem mistrza. Taką szansę dają niszowe media, ponieważ media wielkie, centralne, bardzo ograniczyły rolę redakcji i pozycję mistrza-kierownika zespołu. Popsuto je poprzez wyprowadzenie produkcji programów na zewnątrz. To oczywiście trzeba zmienić. Ale póki co właśnie małe, prywatne lub społeczne redakcje są dobrym poletkiem do nauki.

W ciągu ostatnich ośmiu lat redaktor naczelny i w ogóle szef Radia Wnet wykształcił sporą grupę reporterów i wydawców. Najpierw dokumentowali tematy, potem przeprowadzali wywiady, wreszcie zostali douczeni do wydawania programów, a nawet ich prowadzenia.

Takie wykształcenie praktyczne na uczelni państwowej kosztuje bardzo wiele. Jeszcze drożej jeśli mamy do czynienia z uczelnią prywatną. To naprawdę dziesiątki tysięcy złotych. Rozwinęło się u nas kształcenie adeptów dziennikarstwa byle jakiego. W samej Warszawie aż kilkanaście tysięcy  młodych ludzi ma ochotę, a jeszcze bardziej ich rodzice, zostać gwiazdami telewizyjnymi. Przyjechało do nas bardzo dużo młodych Ukrainek i Ukraińców, których bogaci rodzice wysyłają po nauki do Polski. Jednak w sumie ludzie ci są oszukiwani. Nikt bowiem nie kontroluje pseudouczelni. Mieszczą się one w wynajmowanych prymitywnych budynkach. Podobnie przedstawia się poziom edukacji. Młodzi ludzie widzą to, początkowo się buntują, ale na ogół wolą obijać się i balować w Warszawie, bo to bliżej Europy. Czysty zysk hochsztaplerów żurnalistycznej pseudoedukacji, owszem jest trochę pieniędzy dla wykładowców dorabiających do nędznych dziś dziennikarskich zarobków - i jakoś to się kręci.

Profesorowi Skowrońskiemu za edukacyjny trud nikt oczywiście nie zapłaci. Radio Wnet pozyskało również bardzo ciekawych, doświadczonych dziennikarzy na świecie. W programach na fali 106,2 między 7 a 9 prowadzone były rozmowy z Tajwanem, Francją, Niemcami i USA. Występujący tam bardzo szybko stali się rozpoznawalni a nawet popularni. Polskę objeżdżali dookoła, wzdłuż i wszerz młodzi polscy adepci dziennikarstwa. Po 8 latach na antenie wszystko to nagle zamilkło. Program został tylko w internecie. Szkoda, to wielka strata dla słuchaczy.

Ktoś powie - to prywatna sprawa Krzysztofa Skowrońskiego. Niezupełnie. Dobra jakość produkcji w każdej sprawie to pożytek wspólny. Powinien być dostrzeżony przez decydentów, którzy zresztą na 5 piętro do gmachu „Pasty” ochoczo przybiegali i zasiadali przed mikrofonami.

Wiadomo, że gorszy pieniądz wypiera lepszy. Chyba, że mądry bankier stanie na straży i to wszystko reguluje. U nas natomiast mamy do czynienia z totalnym rozregulowaniem. Władza ostatnio zdziałała rzeczywiście sporo reperując, niestety dość chaotycznie, wszystko to co zostało popsute w ciągu  kilku poprzednich lat. Praktycznie na wszystkich frontach. Niestety najmniej zrobiono w mediach.

Profesor Skowroński wykonał pożyteczną pracę społeczną i być może, że w końcu ktoś się obudzi i mu podziękuje. Na razie cały ten interes wnetowy wygląda smutnie. Tak jakby to nie było dobre, żywe, poruszające radio. Przedstawiające na co dzień  najważniejsze tematy. Bo tak właśnie było- patriotycznie i mądrze. Radio Wnet wielu ludzi odbierało jako ich własne. I dlatego bardzo nie chciałbym zakończyć słowami: cześć jego pamięci.

 

11 X 2017                                            Stefan Truszczyński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl