Ten i ów może się obruszy, że jedną z najbardziej popularnych, ba, może i kultowych piosenek zmarłego niedawno Marka Grechuty tak postponuję. Ale nic nie poradzę – ilekroć słucham utworu „Dni, których nie znamy”, ogarnia mnie to śmiech to dezorientacja moralna, intelektualna i artystyczna, żeby nie powiedzieć: etyczna.

Bo właściwie dlaczego? Dlaczego ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy?

Ładnie to, owszem, brzmi – nadzieja, że te dni może będą piękne, piękniejsze od tych, co już minęły. Ale przecież żadnej gwarancji nie ma! A może idzie o to, że na przyszłość możemy mieć jakiś wpływ? Teoretycznie oczywiście… No… Niby na swoje życie powinniśmy móc mieć… Ale czy na pewno? I czy zawsze? Czy powiedzenie, że każdy jest kowalem swego losu, jest bezwzględnie prawdziwe?

Otóż to!

Nie jest! Każdy zdrowo myślący człowiek, który co nieco przeżył, powie, że to nie jest prawda. Że to prawdą czasem może być, ale na pewno nie musi!!!

Tak więc sprawę przyszłości mamy jakby załatwioną – dni, których jeszcze nie znamy, mogą być ważne – ale ta ważność może mieć dwie twarze: i sukces i klęska są ważne, prawda? Ale znaku równości między nimi nie postawisz!

A dni, które już znamy, które już były?

O, te są ważne! Ważne, bo może z nich płynąć jakaś nauka na przyszłość. Jeśli zapomnimy o tym, co było, możemy wymazać „niechcący” z pamięci własne dawne błędy, z których może powinniśmy się czegoś nauczyć? Czegoś, co może ukształtuje tak czy inaczej naszą przyszłość?! Zaryzykowałbym może taką diagnozę: przyszłość może być (bywa) summą wydarzeń przeszłych. Błędy, głupstwa, niefrasobliwość, podłość, małość, strach, bezmyślność, impulsywność w podejmowaniu decyzji – wszystko to może decydować (i jakże często decyduje!) o naszej przyszłości, o dniach, których jeszcze nie znamy. Czasem o takich sytuacjach mówi się, że ktoś „płaci za błędy młodości”, że „przeszłe wydarzenia rzucają na jego teraźniejszość długi cień”. To wszystko bierze się z faktu, że nie przywiązujemy wagi do życiowych doświadczeń, że żyjemy z dnia na dzień uważając idiotycznie, że „ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy.”

Jak to jest dalej w owej przedmiotowej piosence?

„Pewien znany ktoś, kto miał dom i sad, zgubił nagle sens i w złe kręgi wpadł”… Proszę bardzo!!! Błędy w przeszłości popełnił, więc stracił „dom i sad”. Ale nie ustępuje: „On nie stoczył się, wytłumaczyć umiał sobie wtedy właśnie, że”… Co sobie wytłumaczyć umiał – wiemy z refrenu. Ale czy ta wiara w ważność dni, których jeszcze nie znamy, gwarantuje temu znanemu komuś, że dalej będzie idylla? Czy on  przemyślał, co doprowadziło go do tego, że „zgubił nagle sens”? Czy więc wyciągnął on wnioski z przeszłości? Czy ślepo uwierzył, że ważne jest tylko to, co będzie? W tym drugim wypadku może się zdarzyć, że - postępując tak, jak wcześniej - znowu „zgubi nagle sens”.

Uczenie się na błędach, wyciąganie wniosków, autoanaliza i autorefleksja, „stanięcie w prawdzie”, jak mawia się dziś w środowiskach katolickich – to rzeczy niezbędne, by życie upływało względnie harmonijnie, by nie zdarzało się nam, że „zgubimy nagle sens”.

Uff… Do jakich to wnioskówpod czas analizy banalnej piosenki można dojść? Cóż, kultura masowa – nawet jeśli Grechuta taki „masowy” nie był, potrafi dać asumpt do przemyśleń ogólniejszych bardzo nieraz wysublimowanych i dotyczących naprawdę ważnych spraw.

W tym momencie przypomniało mi się hasło wyborcze tow. Aleksandra Kwaśniewskiego z wyborów prezydenckich. Brzmiało ono: „Wybierzmy przyszłość”. Po czym okazało się, że bez spojrzenia w    p r z e s z ł o ś ć   przyszłość możemy mieć robaczywą i bez żadnych realnych perspektyw.

I teraz już, myślę, jestem usprawiedliwiony, że zająłem się głupią piosenką.

Wojciech Piotr Kwiatek

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl