Częstsze spotkania dziennikarzy polskich i ukraińskich, to gwarancja rzetelnych materiałów medialnych, które kształtują wzajemne relacje Polski i Ukrainy. Taka konkluzja pojawiła się podczas lwowskiego posiedzenie Klubu Galicyjskiego.

Klub ten we Lwowie spotyka się od kilku lat i jest inicjatywą Mirosława Rowickiego, redaktora naczelnego Kuriera Galicyjskiego, gazety czytanej nie tylko przez Polaków zamieszkujących zachodnią Ukrainę.

Sobotnie spotkanie, poprzedzające uroczystości Wszystkich Świętych, poświęcono relacjom polsko-ukraińskim, za które w lwiej części odpowiadają dziennikarze obu krajów.

Prowadzący Klub Galicyjski we Lwowie, Wasyl Rasewycz (po lewej) oraz Andrzej Klimczak

Miałem przyjemność przypomnieć, jak zaraz po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości, w roku 1991, zaczynały się wzajemne kontakty dziennikarzy polskich i ukraińskich. Były to relacje dwóch różnych, odległych mentalnie światów, ostrożne, pełne nieufności.

Z upływem lat różnice zacierały się a dziennikarze z Ukrainy w wykonywaniu swojego zawodu nabrali europejskiego rozmachu.

Wydawać się mogło, że w latach dziewięćdziesiątych i początku dwutysięcznych odpowiedzialność za słowo była zdecydowanie większa niż obecnie. Na pytanie dlaczego tak się dzieje odpowiadał Wasyl Rasewycz, historyk, dziennikarz portalu Zaxid.net, śledzący z uwagą zachodzące zmiany w relacjach sąsiadujących państw i pochodzących z nich dziennikarzy.

Zdaniem Rasewycza, nie tylko wojna i rosyjska propaganda odgrywają rolę z kreowaniu relacji międzypaństwowych, chociaż ta ostatnia jest dominującą. Winą za pojawiające się na Ukrainie materiały, dalekie od rzetelności obarcza brak znajomości języków obcych przez dziennikarzy.

-  Zamiast skorzystać z informacji zawartych na polskich portalach, nasi dziennikarze sięgają do zrozumiałych dla nich agencji kijowskich, które z kolei korzystają z informacji rosyjskich – mówił Wasyl Rasewycz – Trudno w tej sytuacji uniknąć propagandowych przekłamań.

Za tendencyjne materiały Rasewycz obciąża oligarchów, którzy są właścicielami większości mediów Ukrainy. To oni kreują informacje, które mają wywołać odpowiednie zachowania rynku lub polityków.

Ukraiński dziennikarz mówił też o materiałach, które są publikowane czasem w znaczącej prasie polskiej, a które są zbieżne z rosyjską propagandą. - To również szkodzi naszym wzajemnym, państwowym i społecznym relacjom – podkreślał Rasewycz.

Co zatem może mieć wpływ na to, że w mediach obu krajów zacznie się pojawiać więcej materiałów o naszych krajach. Materiałów rzetelnych. Dyskutanci wspólnie doszli do wniosku, że sytuację poprawią częstsze spotkania dziennikarzy polskich i ukraińskich, zarówno na płaszczyźnie oficjalnej jak i nieoficjalnej. W ten sposób tworzy się nieformalne zaplecze eksperckie. Dziennikarz z Polski może zapytać o wiarygodność pojawiającej się na Ukrainie informacji swojego kolegi po fachu. I oczywiście odwrotnie.

W ostatnich dwóch latach taka aktywność dziennikarska wygasła. Tak samo jak ta instytucjonalna. Czas zatem powrócić do dobrych praktyk i wspólnych spotkań po obu stronach granicy. Mam wielką nadzieję, że ten temat pojawi się również jako jedno z priorytetowych zadań Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich podczas listopadowego zebrania w Kazimierzu Dolnym.

Andrzej Klimczak

Fot. Maria Basza

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl