Zachęcona apelem redaktora naczelnego naszego portalu Andrzeja Stawiarskiego do otwartej dyskusji przed zbliżającym się zjazdem, chcę podzielić się kilkoma przemyśleniami.

Po pierwsze, pokutuje od lat postawa „strusia”. Ponaddwudziestoletni staż w Stowarzyszeniu pozwolił mi przyjrzeć się najróżniejszym metamorfozom ludzi. Zajmując dość eksponowane stanowiska w Stowarzyszeniu głosili ambitne i dalekosiężne idee, opinie i postulaty. Bywałam, nie ukrywam,  pod wrażeniem wielu naszych kolegów. Wystarczył awans tychże osób na prestiżowe posady w mediach lub instytucjach publicznych, by dawne ambitne postulaty pokrył kurz i zapomnienie. Jakby wcześniej deklarowane poglądy w ogóle nie istniały. Słowa przestały mieć jakiekolwiek znacznie. Anonimowość w sieci temu sprzyja.  Jednego dnia autor wspiera z pełnym przekonaniem inicjatywę X, by dzień później jej zaprzeć, przychylając się do zdanie wygłoszonego przez większość  innych, ważniejszych od niego. Zjawisko to liczy ponad 300 stuleci. Już Honoriusz Balzac nauczał „W literaturze i dziennikarstwie wszelka idea ma swoją prawą i lewą stronę; nikt nie może przysiąc, która jest lewa. Wszystko jest dwustronne w dziedzinie myśli. Idee mają dwie twarze. (…) Jedynie Bóg jest trójkątem. Co stawia Moliera i Corneille`a w rzędzie mistrzów, jeśli nie ta zdolność mówienia „tak„ ustami Alcesta, a „nie” ustami Flinta  [w „Mizantropie” ” Moliera – przyp. autor].  Niemniej Molier malował obraz epoki ręka niedoścignionego mistrza, więc, wyśmiewał i obnażał podobne harce jako te, nie przystające dżentelmenowi, osobie dobrze urodzonej.  Współcześnie istotne stają się utrzymanie za wszelką cenę piastowanej funkcji i zapadanie w amnezję.  Z zadowoleniem przyjęłam dość radykalny projekt reformy mediów publicznych, przygotowany podczas poprzedniego zjazdu. Gdzież on dzisiaj jest? Dlaczego nikt z kierownictwa Stowarzyszenia nie bije się o wdrożenie ich zapisów? Uważam za celowe podjęć w tym zakresie zdecydowane kroki.  Nadać większą, nieprzemijającą wagę zgłaszanym postulatom przez konkretnych autorów.  Zastosować prosty mechanizm. Przy każdej zgłoszonej propozycji  dopisać czas na jej realizację. Nie wywiązanie się z zadeklarowanej inicjatywy winno skutkować publicznymi wyjaśnieniami. Tylko w ten sposób Stowarzyszenie odzyska wiarygodność i należny mu prestiż. Dopiero wówczas z otwartą przyłbicą będziemy mogli piętnować polityków niedotrzymujących słowa.

Po drugie, szczerze podzielam i wspieram kilka przykazań skreślonych przez Stefana Truszczyńskiego. Konkretnie szóstego – by „informowano szczegółowo i natychmiast po podpisaniu, o wszelkich podejmowanych decyzjach”, ósmego – by „urzędnicy, którzy podjęli etatowo państwowe funkcje, nie mogli być członkami władz SDP ani w centrali, ani w terenie”. I dziewiątego – o „koniecznej współpracy z innymi środowiskami dziennikarskimi. Przede wszystkim w sprawach troski o dziennikarzy, w sprawach bytowych. Troszczenia się o ochronę zawodową, ale i o etykę postępowania. Przyciągnięcia do stałej współpracy dziennikarzy mających wyraziste poglądy, dziennikarzy chętnych do uczestniczenia w dyskusjach”.

Po trzecie, sugeruję głęboko przemyśleć i wyciągnąć wnioski na przyszłość z rezygnacji z członkostwa w Stowarzyszeniu dwóch kolegów Romana Graczyka i Janusza Poniewierskiego. Nie podzielam wszystkich ich zastrzeżeń, ale ambicją władz Stowarzyszenia winno być przyciąganie nowych członków, a nie pozbywanie się świetnych dziennikarzy. Wiele koleżanek i kolegów off the record  podziwiało odwagę kolegów i przyznawało im rację w wielu punktach. Obiecałam dyskrecje, i słowa dotrzymam, ale źle się dzieje, kiedy o tak fundamentalnych rzeczach szeregowi dziennikarze boją się mówić przy otwartej kurtynie.  Skąd się bierze ten lęk?

Po czwarte, zawodzi bezstronność i obiektywizm w angażowaniu się Stowarzyszenia w rozliczne przedsięwzięcia nie mieszczące się w naszym statucie. Co powoduje, że dobija się to nam niepotrzebną czkawką. Stowarzyszenie zgrzeszyło upolitycznieniem. Więcej, dziennikarze nie podzielający poglądów aktualnie rządzącej ekipy Zjednoczonej Prawicy  postrzegają Stowarzyszenie jako przybudówkę tejże. Jakim cudem nakłonić ich do przyłączenia się do nas? Na jałowy poziom debaty Stowarzyszenia zwróciło już uwagę wielu autorów publikujących na portalu SDP. Bez pozyskania dobrych dziennikarzy o poglądach skrajnych, od lewa do prawa, nic się w tej kwestii nie zmieni. Zamiast obrzucać Jacka Żakowskiego czy Bogdana Rymanowskiego inwektywami i się obrażać, lepiej zaprosić ich do debaty i toczyć iskrzące się spory wewnątrz środowiska SDP. Jakaż to byłaby przyjemność przeczytać, a jeszcze lepiej uczestniczyć, w takim boksie dziennikarskim na argumenty. Robienie poważnej miny, obruszanie się na rzeczywistość, brnąć w zadufaniu  to droga donikąd. Słusznie krytykujemy okopywanie się środowiska sędziowskiego w swoim zagajniku. Determinacja w zachowaniu status quo Krajowej Rady Sądownictwa popchnęła ich do skandalicznego zablokowania karier 265 asesorów sądowych. Ci ostatni nie mają wyjścia, bo prawo stanowi taką a nie inną ścieżkę awansu zawodowego. Stowarzyszenie jest instytucją dobrowolną. Ale jaka inicjatywa w ostatniej kadencji była na tyle atrakcyjna, by przekonała dziennikarzy mniej prawicowych do przyłączenia się do nas? W jakiej istotnej dla środowiska sprawie zaistniał aktywnie SDP? Nawet podważa się raz po raz, w zależności od okoliczności, bezstronność w opisywaniu medialnej rzeczywistości, czyli alfabet zawodu dziennikarza?

Żeby było jasne, podzielam wytykanie uchybień w sztuce naszego zawodu. W postaci przyznawania corocznych nagród „Hieny roku”. To wiele chwalebna inicjatywa. Pragnę zauważyć, że większość tych osób wywodzi się ze środowiska lewicowo-liberalnego. Mam wątpliwości, czy wszystkie coroczne nominacje były trafne, i najbardziej nieobyczajne? Wiem, że nie jest w tych ocenach odosobniona. Oczekiwalibyśmy większej skrupulatności w ich dobrze. By skończyć z przymykaniem oczu na propagandę uprawianą w swoim najbliższym otoczeniu, a nie brać na warsztat wyłącznie obce ideologicznie środowiska. By jednak spróbować dojrzeć wśród swoich źdźbło w oku…

Po piąte, wymierzać sprawiedliwość… sprawiedliwie. Tymczasem gani się najczęściej postępki dziennikarzy nam nie zagrażających, a przemilcza niegodziwości osób, od których potencjalnie może zależeć nasza kariera. Uprzedzająco. Przypomina to w czystej postaci mentalność Kalego: kiedy jemu ukraść krowę – źle …”.

Tkwienie w samozadowoleniu i patrzenie na osoby inaczej myślące „z góry” jest najlepszym krokiem do zwijania się, miast rozwijania skrzydeł. A nam trzeba je rozpostrzeć, niczym orzeł i poszybować wysoko! A nie zalec w oswojonych, bezpiecznych rewirach. A już najgorsze, to tkwić w błędzie.

Marzanna Stychlerz-Kłucińska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl