To oczywiście Julian Tuwim, a my za nim z refleksjami po międzynarodowym spotkaniu dziennikarzy. Przysłuchiwałem się bowiem obradom konferencji zorganizowanej przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich „Media w czasach post-prawdy”. Konferencja rzeczywiście udana, choć został pewien niedosyt jako, że zabrakło chyba czasu na zajęcie się nie tylko tym, czym się zajęto. Otóż problemem dyskusji stał się temat ważny dla tych, co mają głowy w elektronicznym ekranie, a palce na klawiaturze. To oni wkrótce zdominują dziennikarstwo, a tradycyjni dziennikarze biegający i zdobywający informacje z autopsji i bezpośredniego bycia na miejscu – tu i tam, zawsze po to by na własne oczy zobaczyć i na własne uszy usłyszeć – przejdą do lamusa.

A jednak nowe „błyskawiczne dziennikarstwo” ma poważny kłopot. Otóż zalew informacyjny, którego nie sposób już ogarnąć zalewa szajs, pomyje i wszystko to co najgorszego można wymyśleć, a właściwie bezmyślnie napisać. Anonimowe grasowanie w sieci pozwala pisać, reklamować co się tylko da, pluć, wrzeszczeć tak okropnie, że zbiera się czasem na mdłości. O czasy, o obyczaje. Reprezentanci dziennikarzy z kilku krajów mówili dużo i ciekawie. Niektórzy manifestując świetną znajomość języków obcych. Sytuacja, która się wytworzyła wymaga interwencji. Jednak biurokratyczne próby zaradzenia jej, nie znalazły poparcia. Cenzurze w sieci zdecydowanie powiedziano nie. Jest jak jest, to zdumiewające, że niektórzy mają przyjemność – a właściwie nieprzyjemność - robienia tego co robią. Europa, która tak bardzo nas kocha, wszystkie swoje dzieci i chce nad nimi panować, domaga się regulacji, czyli ograniczeń. Może jednak walkę o przywrócenie wartości słowa a co za tym idzie sensu dziennikarskiego działania należałoby prowadzić inaczej. Nie poprzez mechaniczne działania, ale drogą perswazji. Może i łagodniej. Powiedzą jednak – to syzyfowa praca. Ale próbować warto.

Oto internet, czyli skok w kosmos. Można go zrobić, nie opuszczając Ziemi matki. Gwiazdy są piękne, ale daleko. Jak tam jest naprawdę? Nasze pokolenie chyba do końca się jeszcze tego nie dowie.

Tymczasem tu i teraz jest ciekawe i to nawet coraz bardziej, o ile dotykamy rzeczywistości bezpośrednio. A nie przez oko martwej kamery. Trzeba jednak pójść, pojechać, bezpośrednio rozmawiać – tak jak to dawniej bywało. Była to wielka przyjemność wędrowania, poznawania żywych ludzi, słuchania ich problemów. Ale technika, w końcu jednak bardzo pomocna, cały czas dreptała po piętach. I stało się. Tradycja ginie, „nowe” już nie idzie, a leci. Wszystko jednak zależy od człowieka, w tym wypadku od reporterów, żurnalistów, ale również i od redaktorów- decydentów. Chodzi o to, by doceniali to, co człowiek sam wypracował, wymyślił, wyciągnął komuś z gardła, a nie tylko zerżnął, ściągnął, przepisał. To szefowie decydują, kogo faworyzować, komu więcej płacić i nagradzać.

Mówili – Czech, Słowak, Rosjanin, Węgier. W zasadzie zgodnym chórem, gdy chodzi o ocenę była nagana hejtu, ataków trolli i baniek zwanych informacyjnymi. Jednak najciekawsze co padło w czasie konferencji to dość szczere opisywanie sytuacji mediów w różnych krajach, ocena stanu wolności słowa i przekazanie bezpośrednich spostrzeżeń co się gdzie dzieje i jak z kłopotami sobie radzić.

Rady na ograniczenia ze strony decydentów- bądź tych przy władzy, bądź tych przy kasie - są różne. Między innymi po prostu – jeśli nie można pisać i eksponować tego, co się by chciało, trzeba założyć własne media. No ale to nie jest proste. To długa i kosztowana droga. Wielu zaczyna, ale często długo nie udaje im się sprawy ciągnąć. Oczywiście łatwiej jest zrobić „klik” i mamy wszystko jak na dłoni. Czy jednak to wszystko pozyskiwane przez wszystkich i potem również wypisywane przez wszystkich – będzie nadal czytane? Każdy sobie w końcu zrobi własną gazetę, własne radio i telewizję.

Leniuszki! Coraz większe wasze brzuszki, coraz grubsze okulary. To prawda, w internecie jest już prawie wszystko, tyle że nie ma tam dziennikarskiej siły, polegającej na indywidualnej obserwacji, na wrażliwości człowieka, który chce drugiemu coś powiedzieć.

Tak więc być może SDP powinno zorganizować kolejną konferencję międzynarodową, po to, by przypomnieć sobie o ludziach, którzy z wielkim trudem, osobiście jeździli, telefonowali by dochodzić prawdy. Tym żołnierzom żurnalistyki winne pomagać redakcje, takie gdzie doświadczony guru dbał o   doskonalenie zawodu, poprawianie tekstów, audycji i filmów.

U nas niestety zlikwidowano i nadal lekceważy się te podstawowe zasady, które nie są żadnym odkryciem: mistrz zawodu jest sto razy lepszy niż najlepszy podręcznik. Można zdobywać tytuły naukowe, ale dopiero praktyka i po prostu samo życie uczy naprawdę.  Media w czasach post-prawdy to problem nieustający. Niestety w złym kierunku rozwijające się tendencje. Zawsze jednak decyduje przecież człowiek. Zwalanie winy na narzędzie to uproszczenie. Człowiek wymyślił i człowiek powinien problem załatwić. Dziennikarstwo to taki zawód, który warto polubić. Wtedy robi się coraz bardziej ciekawie. Czytelnik, słuchacz, widz to docenią.

 

10.11.2017 Stefan Truszczyński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl