ZBIGNIEW RYTEL – redaktor, dokumentalista – proponuje Telewizji Polskiej (tej publicznej jakby nie było) film o stuleciu polskiego sportu. Można zdążyć jeszcze go zrobić, bo jest na to rok czasu. Ale trzeba zacząć już!

         Red. Rytel daje gwarancję dobrej jakości ma bowiem w dorobku filmowe dokumenty o sporcie – dobre i nagradzane. Przed emisją, w listopadzie za rok, prezes Jacek Kurski (jak się uchowa) mógłby mieć efektowny speech. Lepsza to okazja niż chwalenie się transmisją kolejnego meczu.

         Gdybym był władny dałbym nawet milion złotych na serial o historii polskiego sportu począwszy od Walasiewiczówny po Szewińską, od Chychły po Gołotę, od Górskiego po... itd. itd. No i o trenerach być musi, o dziennikarzach sportowych. Cudo! W zasadzie łatwizna. Tyle z tego przepychu podaży trzeba mądrze kleić.

         Rytel potrafi. A poza tym gdy się do czegoś zabierze to ma siłę woli i farta. Robił dokument o skokach narciarskich to mu na zawołanie Małysz się wywrócił i zakończył karierę, a urodził się na tychże zawodach Stoch. To tak już jest, że biednemu zawsze wiatr w oczy wieje, a dobremu (np. sportowcowi lub dziennikarzowi) w plecy.

         Boję się trochę pisać to co piszę, bo mnie w tej niegdyś mojej ukochanej telewizji teraz nie lubią. Jeszcze zaszkodzę Rytlowi. No, ale jak władcom z Woronicza nie będziemy sugerować to na pewno sami z siebie sprawy nie podejmą. A w końcu zdrowie mamy jakie-takie właśnie dzięki uprawianiu sportu.

         Oczywiście czeka spory tłum zasłużonych biegaczy, skoczków, kulomiotów i młotomiotów, a także nie brak bardzo dobrych w przeszłości gryzipiórków od sportu. Czeka, a zegar tyka i za chwile będzie już po herbacie. Patrzy na nas z góry Bohdan Tomaszewski, jego przyjaciel Tuszyński i nestor Trojanowski, rusza groźnie żuchwą naczelny Dyja, przebiera nogami nerwowo w blokach startowych Hopfer, Żemantowski sam by zrobił kawałek o Jerzym Pawłowskim – no, ale póki co najlepiej by było gdyby ich wszystkich wyręczył Zbigniew Rytel. Na pewno byłoby i o Zbigniewie Bońku, o Lacie jak nawet w mroźne zimy pilnie trenował w Mielcu, Cieślik znowu by ruskim dołożył, a Brychczy ku radości kibiców Legii biegałby jak pershing i inspirował Dejnę. Z wybrzeżowych warto by przypomnieć Korynta. Powstawały onegdaj wydawało się nam piękne stadiony, tory wyścigowe i bieżnie. Profesor Hryniewiecki z rozmachem narysował stadion choć było to zaledwie 10 lat po strasznej wojnie, a teraz mamy na tych samych gruzach Warszawy wedding cake, który ponoć dość szybko rdzewieje.

         Jak będzie dalej – nie wiadomo, bo farmaceuci kombinują za ciężkie pieniądze i podsuwają sportowcom truciznę. Ci niestety łykają to świństwo by biegać szybciej, skakać dalej i szybciej. Pan Bóg patrzy na nich groźnie z Nieba. Ale oni już chyba się nie boją. Liczą na rozgrzeszenie w przyszłości a na codzień szmal. No, czasem dostaną w pysk od kibiców. Ale lekko, z „liścia”. Kibic idzie potem na dołek, chociaż chciał przecież dobrze. Tyle, że jak to u nas... znowu nie wyszło.

         Dostojnicy woroniczowi sypnijcie trochę na film o 100-leciu polskiego sportu. Wszyscy będą wam radzi. A już najbardziej Zbigniew Rytel-Kuc. Na pewno pięknie zadanie wykona. A my kibice-telewidzowie pięknie prosimy.

        

         14 XI 2017                                       Stefan Truszczyński

 

PS.: Chciałem się wesprzeć Parandowskim i Wierzyńskim, ale mi się półka z książkami obaliła. A jeszcze koniecznie musi być w tym felietonie o Włodzimierzu Lubańskim. W końcu nie na darmo na Śląsk na mecze jeździłem.

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl