Przegrane wybory w październiku 2015 r. Po 8 latach „królowania” na politycznej scenie (p)oważna (o)pozycja i jej były sojusznik o chłopskim rodowodzie (długo „przyklejał” się do zwycięzców i zbierał dużo śmietany ze stołu, nawet wbrew prawu i różnym niedozwolonym machinacjom) muszą (tak: m u s z ą) uznać przegraną i jak najszybciej opuścić podium zwycięzców.  I  dyktowania innym jak ma być. I w stosunkach wewnętrznych i polityce zagranicznej. Im dłużej od wyborczych urn, tym coraz  bardziej widać, że-tak naprawdę-leciała  cały czas  letnia woda z kranu. Po prostu  nic nie robili lub minimum, by nie wyjść na  kompletnych leni. A uległość wobec Niemiec była coraz bardziej widoczna. Scena zagraniczna też  zawalona!

I zamiast przedstawić, jaki będzie ich program w koniecznej opozycji, jak i czym pociągnąć  swoich przyszłych wyborców...partia zaczyna od negowania, co wydaje się  oczywiste. I w pełni demokratyczne.  Kto  wygrał, ten po prostu rządzi.  Można się dąsać, pokazywać  fochy, ale z demokratycznymi zasadami nie ma co dyskutować.  Ani ich lekceważyć.

I  co wtedy robią  politycy, którzy nie  potrafili pokazać jak się skutecznie rządzi? I odnosi sukcesy!  Takie,  by  jednak  wygrywać  wybory. Negują nie tylko wynik wyborczy. Pokazują, że „demokracja to nie dla nich wobec przegranej”. Taką demokrację, w której są oni stroną przegraną najlepiej „znieść”. Choćby poprzez kontakty  zagraniczne, najlepiej w Brukseli, czy Strasburgu, czyli tam gdzie Unia i przychylni im politycy.

I tak się stało.  Czyli najpierw  część  taktyki „zagranica”.  Potem wobec  fiaska  przyjdzie kolej na drugi etap „ulica”, równie nieudany i fatalnie zakończony, bo  przychodzi już  garstka nie wiedzących po co właściwie „wyleźli”.

Drodzy Panowie Politycy.  Doskonale Pamiętamy  Wasz  wyjazd  do Strasburga i  ściskanie  dłoni unijnych polityków.  I  te  pochylone głowy (chyba po to, by je tamci posypali popiołem wobec  Waszej porażki), zgięte  karki, ukłony do pasa.  To nie jest, że  suwerenny polityk przychodzi do suwerennego polityka.  Takie zachowanie, to pełne i bezapelacyjne „lizusostwo”. „Ratujcie, bo  przegraliśmy, ale nie chcemy uznać  wyniku wyborów. I  naszej bardzo sromotnej klęski”. Nikt nie postawi w takiej sytuacji na niewłaściwego konia. I nikt nie będzie w świetle kamer i jupiterów  wspierał  wyborczych niedołęgów.  Słowem, nic nie wywalczyli. Może  toczyły się jakieś  rozmowy w  tak zwanych kuluarach. Ale  to tym  gorzej  dla przegranych „skamlących” o łaskę.  Bo to już  pełna  zdrada, jak „obrabianie”  własnej ojczyzny gdzieś po kątach. Najważniejsze  było to, że  żadnego, broń  Boże, wspólnego komunikatu nie było.  Do  wyborczej dołożyli kolejną  porażkę.

Wtedy  skok na  Trybunał Konstytucyjny. Ten, którym już  po  przegranej Ich  Bronisława (a  nawet i wcześniej) próbowali zawłaszczyć.  Wstawiając, oczywiście niezgodnie z prawem „swoich”, czyli „peowskich” sędziów. „ulica”. Można zapytać jakim prawem teraz  „walczą”  znowu z  reformą  wymiaru sprawiedliwości, gdy  samo  go bardzo niecnie  zawłaszczali? Ale to taka „fałszywa taktyka”  odzyskiwania  władzy po przegranych wyborach! Coś trzeba robić. A  najlepiej to podnosić  rwetes.  Właśnie o tenże  Trybunał Konstytucyjny. I co? Pokrzyczeli i się skończyło. „ulica”. Czy  ktoś  teraz mówi  teraz, że z  tymże  Trybunałem jest coś nie tak?

Mądrale milczą.  Zaczęli szukać  innego obiektu antydemokratycznych działań, bo wbrew decyzji większości wyborców. I był prawie pod ręką. Komitet Obrony Demokracji. To nie śmiech.  Jeśli samemu atakuje się demokrację to najlepiej...jej broniąc?!  I ów  komitet i  jej  działacze  byli  wyjątkowo  chimeryczni od  samego początku.  Przyszli, pokrzyczeli, nawet  podnosili książeczki z napisem „Konstytucja” i co? I nic  Szanowni Państwo! Po prostu nic! Niczego nie wywalczyli, ich „szef” z  kitką i mający  sam kłopoty z  demokracją prawną (jeśli mamy wszyscy równe prawa, to dlaczego jego rodzina: dzieci nie  dostawały od niego alimentów?!). I finis  Komitecie  i twoje  pojęcie demokracji.  I  jego niesławny szef i sam Komitet  jak  weszli nie wiadomo po co, tak w jakiś przedziwny sposób  zniknęli.  Czy to ma znaczyć, że demokrację obronili? I to, co mamy obecnie to pełna akceptacja ze  strony  owego Komitetu, który uznał, że  skoro na scenie politycznej jest demokracja,  to właściwa  pora  by usunąć się  ze sceny?  

Czy Państwo coś  rozumieją z tego, jak przewrotnie  niektórzy „bojownicy o demokrację” rozumieją o co w niej chodzi?  Zdarli gardła, wychodzili na ulicę i zniknęli.  Czy mamy  ogłosić  Pełne Zwycięstwo  Demokracji, skoro  komitet w niej obronie, sam doszedł do wniosku, że  jednak demokracja jest! Proszę Państwa, skoro  Komitet Obrony Demokracji już nie walczy, to mamy  Pełną i Kwitnącą  Demokrację! Kto zaprzeczy?

Lecz  ci przegrani jesienią 2015 r. nie dawali  spokoju, by  jednak tę  demokrację, której niby nie było, obalać. A w każdym razie podważać. Grudniowo-styczniowa  

2016/2017 okupacja Sejmu, działanie antydemokratyczne w  organie władzy państwowej, który ma być właśnie  demokracją i jej ostoją.  Ale to znowu sposób myślenia:  skoro przegraliśmy wybory, to znaczy, że  to  co my  głosimy jest teraz „prawdą objawioną”.  Z  tym, że  głos  jednej z opozycyjnej  posłanek  udającej,  że  umie śpiewać  (skoro, że nie została piosenkarką) obwieścił: „znowu w życiu mi nie wyszło”.

Panowie obecni opozycjoniści od 2015 r.  Znowu „Wam nie wyszło”?

Teraz, całkiem niedawno próbują  dosiąść innego konia?  Ale, czy właściwego? Po Marszu Niepodległości  celebrowanym przez 60.000  Polaków, patriotów, maszerujących przez Warszawę, do  którego przypadkowo  dołączyli się jacyś prawicowcy z haniebnymi hasłami (co wcale nie stanowiło o tym ,że  cały pochód należy potępić „w czambuł”) przegrani z jesieni 2015 r.  uchwycili się, jak koła ratunkowego, haseł: „naziści”, „faszyści”.  I  częstotliwość z  jaką  powtarzają  je w trakcie różnych wypowiedzi prasowo-radiowo-telewizyjnych, ostatnio z  bardzo dużym natężeniem, każe  wierzyć, że oni...sami w to wierzą?! Polacy to naziści i faszyści! O co tu chodzi?

Panowie przegrani!  Już  Komitet Obrony Demokracji zrozumiał, że nie ma co  zwalczać, czy bronić tego, co i tak jest.  I  co każdy obywatel widzi gołym okiem.

I zamiast wreszcie zabrać się do roboty i szczerze powiedzieć  współrodakom dlaczego przegraliście i...wyciągnąć wnioski, zabrać się do roboty, nie szukajcie kolejnych pretekstów  by „dowalić wygranym”!  Nic z tego nie będzie. Nie potraficie dosiąść właściwego konia!

I chcecie  przejąć w Polsce władzę?!

 

                        Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl