5 grudnia 2017 roku minęło 150 lat od chwili narodzin Józefa Piłsudskiego; po 99-leciu odzyskania przez Polskę niepodległości okrągła rocznica urodzin głównego jej Wskrzesiciela (5 grudnia 1867) skłania do tego, by przyjrzeć się temu, jak współtworzyli jego legendę  współcześni mu pisarze i poeci wkrótce po tym, jak go zabrakło. Warto posłużyć się kilkoma istotnymi tekstami, napisanymi przez znanych i mniej znanych autorów, zawartymi w książce, której tytuł Czytelnicy znajdą w pewnym miejscu wśród poniższych cytatów.

1.

Pamięć – łez zapomina i smutki upiększa,

Wierność – gorzkie pamiątki słodyczą nasyca.

 

Nie zostawił po sobie żadnego dziedzica.

Jego to wina jest, czy nasza? Czyja większa?

                              (….)

                         *      *      *   

Nam nie trzeba historii, ale mitologii.

Nam Wódz po to potrzebny, aby był legendą.

Gdy go wiersze owiną i piosnki oprzędą,

Będzie nas wiódł na wszystkie bezdroża i drogi,

Póki cud jest strategią, a pieśń jest komendą.

 

Nam, najgorszym ciężarem dni powszednie ciężą.

My zawsze swym hetmanom, na każdą wyprawę

Jedną ręką dajemy zwycięską buławę,

By drugą im odebrać ją – ledwie zwyciężą.

                              (….)

Czy dzisiaj Srebrne Dzwony w podwawelskiej baszcie

Przypomną go podzwonnym srebrnej melancholii?

 

Lecz wy coście go znali, w podaniach przekażcie,

Że po wiekach marzenia, po nocy niewoli,

Po ciemności, co złotym świtem się przesila,

Gdzież jest w historii Polski taka jedna chwila –

 

Chwała, od której idą ognie, blaski, dreszcze

I krzyki i wiwaty – wciąż je słychać jeszcze –

Grają na złotych trąbkach natchnienia trębacze,

Oszalała ze szczęścia warszawska ulica

Kwiaty rzuca i krzyczy – śmieje się i płacze –

 

A on jedzie pośrodku krzyczących szpalerów,

A on jedzie na czele swoich szwoleżerów –

A wszystkie dzwony biją ze wszystkich kościołów –

Amarantem i bielą trzepoczą sztandary –

 

A on mówić nie może. Mundur na nim szary

                           *      *       *   

Nie zostawił po sobie żadnego dziedzica

 

Lecz wy coście go znali, w podaniach przekażcie,

Ponad żal, ponad ciemność mogił i popiołów,

Ową chwilę – chorągiew wolności na maszcie.

 

Jeszcze wiernych poetów idzie za nim lament,

Oni jedni go zbawią od polskiej amnezji,

 

By mógł, wprawiony w wiersze jak ognisty diament

Pozostać tam, gdzie jego miejsce jest – w Poezji.

                                                      

                                         Marian Hemar – Strofy trudne (między 1962 a 1967)

2.

(….) Ludzie tacy jak Józef Piłsudski nie przychodzą na świat po to, aby zaświecić jak meteor w nocy i zostawić po sobie mrok. Dani są narodom jako wieczne światło, jako drogowskaz, jako księga mądrości i właśnie za grobem są ich największe zwycięstwa.

Nauka, przykład Józefa Piłsudskiego stawać się nam będzie coraz bardziej religią, taką samą, jaką była walka o wolność dla naszych ojców i dziadów, będą one przenikać coraz głębiej w naród jako ideał szlachetnej siły, rozumnej dumy, dobrowolnego ładu, nieustannego tworzenia i walki, i będą z tego narodu czynić coraz potężniejszą, rozumniejszą, bardziej świadomą jedność. (….)

 

                                        Jan Lechoń – *    *   *  („Gaz. Polska”, 17 maja 1935)

 

3.

Gdy Kazimierz Wierzyński dowiedział się w maju 1935 roku o śmierci Józefa Piłsudskiego, wraz z wieloma innymi udał się pod Belweder. Tam spotkał również zapatrzonego w okna pałacu swego znajomego, znanego ówczesnego malarza, Wojciecha Jastrzębowskiego (autora wystroju plastycznego trumny Marszałka). Ów, wskazując głową na tłum stojący u sztachet, powiedział poecie: „To wszystko sieroty, już nie będzie brwi, pod które moglibyśmy się schronić.” Potem Wierzyński w Pamiętniku poety zanotował m.in.:

„(….) Do młodych ludzi sprzed 1914 roku, dla których Polska była religią, a poświęcenie dla niej treścią życia, Piłsudski przyszedł jak po swoje. Stał się od razu ich przywódcą i symbolem wiary. Nie liczyli się na miliony, ale byli gotowi na wszystko, nawet na śmierć. Zginąć za Polskę, znaczyło tyle, co śnić o jak najwyższym obowiązku. Sny te krążyły po wszystkich domach w Polsce, mieszczańskich i robotniczych, pańskich i chłopskich. Młode głowy nie cierpią na bezsenność, a sny nie znają przywilejów klasowych.

Dwadzieścia jeden lat, które potoczyły się od wymarszu Legionów do tej śmierci za żelaznym ogrodzeniem, zmieniły wiele we wszystkich Polakach. Nawet dla tych sprzed 1914 roku Polska przestała być religią, a poświęcenie dla niej w niczym nie przypominało snów romantycznych. Nie zmieniło się tylko jedno: wygodna zgoda, aby ktoś robił wszystko za innych, leniwy i serdeczny błogostan, że można się schronić pod wielkie brwi i tam zażywać spokoju.”

 

                                    (Za: Marek Arpad Kowalski – Na stos, Warszawa 2005)

4.

Co teraz? Zamknąć wszystko w tych ścianach i nosić

Po pokojach los trudny i ziemię rozległą.

Zdawało się, że wolność to już będzie dosyć,

A to jest tylko tyle, ilu ich poległo.

 

Gdzie patrzeć przez te ściany?

 

                                                  Oto rzeka rwąca (….)

 

Nikt nurtu nie wywróży, losom nie poradzi (….)

 

                                                                 Kazimierz Wierzyński – Belweder

                                                                 (Wolność tragiczna 1936)

5.

„Napoleon wchodził cały w swój czyn, przeistaczał się weń, znikał w swym czynie. (…)

Ale ten Wielki był większy od swych czynów.

Nie mieścił się w żadnym z nich. Pozostawał poza nimi ogromny i nieodgadniony. Nie zużywał do cna swych rezerw. Jak gdyby oszczędzał się dla czegoś większego. Jego siła, jądro jego istoty pozostało nieużyte. Położył się nim na Polsce jak chmura i trwa.

Jego rola dziejowa dopiero się zaczyna

Napoleon był cały obecnością i chwilą, jak świetny fajerwerk, mający tylko jedno przeznaczenie: wyeksplodować się do końca. Dla Tamtego czyn nie był ostateczną rzeczą. Z niechęcią, ciężką i nieskorą ręką wypuszczał je spod płaszcza, gdy już inaczej nie można było: czyny egzemplaryczne. Siła moralna, która trwała za czynem, była dlań ważniejsza. Ciułał ją w narodzie. Gruntował kapitał żelaznej mocy. Naprzód w sobie. Od tego rósł na oczach wszystkich, brał w siebie wielkość. Lokował ją w sobie jako w najpewniejszym miejscu. Budował posąg. W końcu, gdy dopełnił swej wielkości, odszedł pewnego dnia niepostrzeżenie, bez słowa, jak gdyby to nie było ważne, zostawiając ją zamiast siebie: wielkość noszącą już na zawsze jego rysy.

Napoleon reprezentował tylko siebie. Ubrał się w historię jak w płaszcz królewski, zrobił z niej tren wspaniały dla swojej kariery. Jednym z momentów jego siły było to, że był bez tradycji, nie obciążony przeszłością.

Tamten wyszedł z podziemi historii, z grobów, z przeszłości. Był ciężki marzeniami wieszczów, mglisty rojeniami poetów, obciążony męczeństwem pokoleń. Był cały dalszym ciągiem. Ciągnął za sobą przeszłość jak płaszcz ogromny na całą Polskę.

Jego twarz była może za życia twarzą indywidualnego człowieka. Zapewne ci, którzy byli w pobliżu niego, znali Jego uśmiech i zachmurzenie, błysk chwili na jego twarzy. Nam z daleka coraz bardziej gubią się indywidualne rysy (….)

Umierając, wchodząc w wieczność, marzy ta twarz wspomnieniami, wędruje przez szereg twarzy, coraz bledsza, przestronniejsza i promienniejsza. Aż w końcu z nawarstwień tych twarzy układa się na niej i zastyga w maskę ostateczną oblicze Polski – już na zawsze. (Podkr. – J.B.)

 

                                                               Bruno Schulz – Powstają legendy

                                                               („Tyg. Ilustrowany” 1935, nr 22)

6.

„Uroda tej twarzy.

Uroda tego nazwiska.

Uroda tej legendy.

Legendy czy rzeczywistości? Rzeczywistości tak niezwykłej, iż, aby zostać przyjętą, a raczej udźwigniętą przez rzesze, musi jawić się w kształcie legendy? W swoim znakomitym, proroczym eseju Bruno Schulz odpowiedział na to pytanie. Dla nas żyjących w końcu XX stulecia z perspektywy ponad pół wieku, postać Józefa Piłsudskiego nie przestaje promieniować zupełnie wyjątkowymi cechami charakteru, myśli i czynu. To przecież polski epos rycerski, najpiękniejszy, bo prawdziwy.”

 

                                         Krzysztof A. Jeżewski – Polski Ulisses

                                        (Posłowie do książki pt. W blasku  legendy, przezeń       

                                         przygotowanej i wydanej przez Editions Spotkania,

                                                             Paryż 1988)

7.

W innym miejscu swego tekstu K.A. Jeżewski rysuje antynomiczny „(…)portret Piłsudskiego, Polaka-Litwina, Sarmaty-Europejczyka, romantyka-pozytywisty, idealisty-realisty, szlachcica-robotnika, rewolucjonisty-tradycjonalisty, patrioty-antynacjonalisty, prekursora zjednoczonej Europy, poety-polityka, człowieka wielkiej kultury, wyrafinowanych manier i srogiego, rubasznego weredyka, ascety o niezwykłym uroku osobistym, serdeczności, dobroci i poczuciu humoru, konspiratora, bojowca, żołnierza i kandydata do Pokojowej Nagrody Nobla.”

A w przypisie, wskazując tę dwoistość charakteru Marszałka, dodaje niezwykłą informację, dotyczącą fizycznego kształtu jego rąk. Jak pisała w swych Wspomnieniach Aleksandra Piłsudska: „Najciekawszy był jednak kontrast między jego prawą i lewą ręką. Lewa dłoń – wąska i nerwowa, kształtna i delikatna, zakończona kobiecymi niemal palcami, to ręka artysty i marzyciela. Prawa była o wiele większa, jakby innego człowieka. Silna, nawet brutalna, z równymi kwadratowo zakończonymi palcami, tak silna, że – zdawało się – mógłby w niej łamać podkowy; była to ręka żołnierza i człowieka czynu.”

 

8.

Ową dwoistość charakteru Piłsudskiego odmalowuje w jeszcze inny sposób poniższy wiersz:

 

Lotny gołąb wyleciał z Zułowa,

opadł kędyś w sybirskich tajg głębie,

dusza rosła hartowna, stalowa,

serce jeno zostało gołębie.

 

Rozkaz Wodza grzmiał w boju z kul świstem,

czoło pełne zadumy i troski,

serce – kryształ, pogodne i czyste

dla kochanych żołnierzy ojcowskie.

 

I od ognia dziejowych wydarzeń

rozgorzało płomieniem gorącym,

zapatrzone w czyn śmielszy od marzeń

promieniało to serce jak słońce.

 

Zawsze pełne górnego zapału

ogrzewało legunów szeregi

serce – czara z jasnego kryształu,

zawsze pełne Ojczyzny po brzegi.

 

Lecz umilkło, gdy nocą majową

Stwórca na nim dłoń swoją położył,

już w Czyn wielki wcieliło się słowo,

już spełniona ofiara; kraj ożył.

 

I ucichło jak gołąb strudzony

i przy łkania żałosnym odgłosie

do stóp Matki zaniosły je dzwony,

Serce – Słońce spoczęło na Rossie.

 

                                                                       Wanda Malicka – Serce Wodza (1936)

 

Wybrał :

Jerzy Biernacki

 

PS. Poza cytatem z książki Marka Arpada Kowalskiego, pozostałe wiersze i wypowiedzi prozą zaczerpnąłem z w/w pracy pt. W blasku legendy.

                                                                        









 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl