22. edycja rozdania Nagród im. Witolda Hulewicza miała miejsce w Warszawie, w Domu Literatury, 6 grudnia 2017 roku. Co warto podkreślić, przy pełnej sali, może także i dzięki temu, że Klub Publicystyki Kulturalnej przeniósł swoje spotkanie wigilijne z pierwszej na drugą środę grudnia. Bo mieliśmy się spotkać również o 17.00. Odnotowałem obecność kilkorga naszych kolegów.

Witold Hulewicz za każdym razem gromadzi swoich laureatów z całej Polski, a nawet z ukochanego przezeń Wilna. I zawsze są to ludzie działający w różnych dziedzinach kultury i życia społecznego. Zgodnie z tym, jak działał sam patron Nagrody, człowiek wielu profesji i wielu przeznaczeń, poeta, tłumacz poezji Reinera Marii Rilkego (jedyny w Polsce autoryzowany przez poetę), radiowiec, twórca teatru radiowego, który to on właśnie nazwał teatrem wyobraźni, animator kultury i życia literackiego, inicjator pamiętnych „śród literackich” w Wilnie, z udziałem takich sław pisarskich jak Gilbert Keith Chesterton. Poza tym ziemianin, który uważał, że na tej warstwie ciążą większe obowiązki niż na innych (bo zostali bardziej obdarowani), a więc trzeba więcej pracować, przodować w rozwijaniu rolnictwa, w uprawianiu kultury, w działaniu na różnych niwach społecznych. Wreszcie patriota, zwany ojcem prasy konspiracyjnej podczas okupacji, jeszcze w 1939 roku, korzystając ze swojego wydawniczego doświadczenia z lat dwudziestych, gdy z braćmi wydawał pismo, redaguje gazetę o znamiennym tytule „Polska Żyje”, co, niestety skończyło się dla niego tragicznie, aresztowaniem przez gestapo, Pawiakiem i rozstrzelaniem w Palmirach, tam gdzie zginęli Rataj, Niedziałkowski, Kusociński i dziesiątki wybitnych Polaków. Ale pismo przetrwało, redagowane po aresztowaniu Hulewicza przez Zofię Kossak.

Uroczystości przewodniczył niezmordowany Romuald Karaś, wspierany przez Wojciecha Stańczaka. Pierwszy z nich w ogóle wymyślił przed 22 laty Nagrodę im. Witolda Hulewicza i jego samego przywrócił w jakimś stopniu czytającej publiczności, wydając jego wiersze (np. „Miasto pod chmurami”), robiąc o nim film dokumentalny, pokazany cztery czy pięć razy w TVP, literacko czuwając nad pracą córki Agnieszki, która napisała o Hulewiczu książkę pt. „Inny. Miał zbudować wieżę”.

Jako przewodniczący kapituły Nagrody, niemal od ćwierćwiecza poświęca swój czas i siły na przygotowanie całej tej operacji, która nie jest prosta, co się wyjaśnia, gdy powiemy, że w tym roku dwudziestkę nagrodzonych wybrano spośród 287 kandydatów z kraju i 16 z zagranicy! I tak jest mniej więcej każdego roku. A przecież ma on wiele innych zajęć, jak choćby redagowanie i wydanie 7-tomowej „Antologii Wileńskiej” (4,500 stronic) czy napisanie i wydawanie po kolei trzech tomów książki o majorze Henryku Sucharskim, dowódcy heroicznej obrony Westerplatte (1-7 września 1939 roku). Na razie ukazał się tom I, ale całość jest już napisana, tylko że Karaś następne tomy wciąż jeszcze dopieszcza.  

Pomagają mu, ale głównie przysparzają pracy, członkowie Kapituły  poprzez zgłaszanie swoich kandydatów, często potem wieńczonych nagrodą. Godzi się tutaj wymienić chociaż kilkoro spośród członków jury, bo są to nazwiska, co się zowie, znaczące: Jan Zdzisław Brudnicki, krytyk literacki, odkrywca nieznanych poetów i tekstów, Wiesław Budzyński, wybitny biograf Baczyńskiego i Schulza, Mikołaj Melanowicz, japonista, profesor UW, tłumacz japońskich noblistów, Stanisław Jan Rostworowski, historyk, edytor, publicysta, syn generała, dowódcy okręgu krakowskiego AK, zamęczonego przez komunistów na Montelupich, Aleksander Rowiński, pisarz, reporter, m.in. edytor dzieła „Pamięć nieustająca”, poświęconego historii Grobu Nieznanego Żołnierza w Polsce, Wojciech Stańczak, poeta, doktor filologii klasycznej, tłumacz „Pieśni zwycięstwa nad Moskwą” Jana Kochanowskiego, więzień stanu wojennego, działacz Instytutu Lecha Kaczyńskiego, Barbara Wachowicz, „pisarka polskiego losu”, biografka romantycznych  „Wielkoludów”, a poza tym Kościuszki, Sienkiewicza, Żeromskiego, zdobywczyni tytułu Mistrzyni Mowy Polskiej.

Zawsze mozolne i niewdzięczne jest poszukiwanie środków finansowych na Nagrody im. W. Hulewicza. W pewnej chwili na zebraniu Stowarzyszenia usłyszeliśmy od prezesa: – Wysłałem do różnych instytucji i firm 20 listów, po dwóch miesiącach  nie ma żadnej odpowiedzi. To jest stan niezmienny od lat. Dofinansowanie (Stowarzyszenie nie ma żadnych własnych środków) trzeba zdobywać – powiem wprost – osobistą żebraniną. I Romuald Karaś je zdobywa. A przecież tutaj nie chodzi o jakieś gigantyczne pieniądze! Potrzeba jedynie jakieś 40 tysięcy złotych, ale i ta suma jest w zasadzie nieosiągalna.

W tym roku spłynęła na Stowarzyszenie jakaś łaska szczególna, gdyż obok niezawodnego w tym względzie Adama Struzika, marszałka Sejmiku Mazowieckiego i Marka Woźniaka, marszałka Sejmiku Wielkopolskiego, obok ZAiKS-u (nader skromnie), obok Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie

oraz obok kilkorga sponsorów prywatnych, wśród których na szczególne wyróżnienie za stałość zasługują pp. Anna i Piotr Voelkelowie z Poznania – pojawili się nowi sponsorzy: Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i dyrekcja Domu Dziennikarza w Kazimierzu, należącego do SDP, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego (prezes Kapituły dziękował imiennie wicepremierowi prof. Piotrowi Glińskiemu) oraz Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, kierowane przez Karola Nawrockiego. Napisałem: pojawili się, a powinienem był napisać, że „wydreptał”  ich osobiście Romuald Karaś. Reszta jest milczeniem. Poza jednym – muszę tutaj zawstydzić Polskie Radio i jego prezesa, Jacka Sobalę – nie zareagowało na nasz list, tak jakby nikt tam nie wiedział o zasługach Hulewicza dla tej rozgłośni.

A teraz czas na laureatów. Najpierw Wilno. Nagrodę im. W. Hulewicza otrzymują trzej wileńscy muszkieterowie kultury, poezji i pracy społecznej na rzecz społeczności polskiej na Litwie: Romuald Mieczkowski, Wojciech Piotrowicz (co najmniej po raz drugi) i Józef Szostakowski. Mieczkowski – nieobecny, znajduje się bowiem w Białymstoku, gdzie właśnie pracuje nad stworzeniem unii (mówi, że na wzór Unii Lubelskiej) pomiędzy Wilnem a Białymstokiem. To jest człowiek-instytucja, który pierwszy zrozumiał na początku lat 90., jak można wykorzystać odzyskaną wolność: stworzył pismo „Z nad Wilii”, galerię malarstwa, wydał tomiki poezji (własnej, i nie tylko, na dobrym poziomie, nie bez udziału Karasia jako wydawcy), organizował przez wiele lat spotkania poetów i artystów, promuje młodych twórców z różnych dziedzin. Następnie – Wojciech Piotrowicz, matematyk z wykształcenia, poeta, wyjątkowy znawca dziejów Litwy oraz języka starolitewskiego i współczesnego litewskiego, do którego jako do autorytetu zwracają się litewscy humaniści. Wreszcie  Józef Szostakowski, poeta, autor monumentalnej książki pt. „Między wolnością a zniewoleniem”, poświęconej dziejom prasy polskiej na Litwie od 1864 roku do czasów najnowszych.

 

Kolejnym laureatem zostaje dr. Krzysztof Gilewicz z Łańcuta, jako dziecko uratowany z rzezi wołyńskiej, Nagrodę otrzymuje za zbiór relacji dokumentalnych obrazujących tragedię polskiego Wołynia 1943 roku. Autor ok. 1500 artykułów, kilku książek, organizuje pielgrzymki młodzieży do miejsc pamięci o rzezi wołyńskiej. Jego życiorysem niepodległościowca można by obdzielić kilka osób.

Nagrodę Wielką im. Witolda Hulewicza otrzymuje artysta malarz Franciszek Maśluszczak za całokształt twórczości, obejmującej także grafikę i rysunek.

Niektórzy znawcy sztuki uważają, że jest on największym wśród żyjących w Polsce artystów pędzla i ołówka.

Kolejną laureatką jest Michalina Byra, kustosz Biblioteki Narodowej w Warszawie, szperaczka, odkrywczyni wielu nieznanych tekstów literackich, wśród nich powieści, napisanej przez matkę Henryka Sienkiewicza. Potwierdziło się to, o czym mawiał wielki pisarz, że talent literacki odziedziczył po Matce. W laudacji Barbara Wachowicz podkreśliła, że odkrycia laureatki bardzo wzbogaciły jej prace biograficzne.

 

A teraz Nagroda dla zespołu. Otrzymał ją Michał Straszewski, dyrygent chóru Modo Maiorum wraz z zespołem – wszystkie śpiewaczki i śpiewacy otrzymali dyplomy poświadczające przyznanie Nagrody im. W. Hulewicza. Chór pięknie wykonanymi pieśniami patriotycznymi i religijnymi ozdobił uroczystość.

 

Wielką Nagrodę Honorową im. Witolda Hulewicza otrzymał prof. Krzysztof Szwagrzyk – jak to zwięźle sformułowano w protokole – „za odkrycia kości naszych bohaterów narodowych w Macierzy i na Kresach”. Za tymi lakonicznymi słowami kryje się, jak wiemy, gigantyczna praca, o nieopisanym znaczeniu dla Polski. Laureat jest współautorem sztuki „Golgota wrocławska”, a także zebrał i wydał „Listy do Bieruta”. Są to prośby skazanych na śmierć o ułaskawienie –  wstrząsająca lektura – zapewnił laureat.

 

Stanisław Zakrzewski otrzymał Nagrodę im. W. Hulewicza za dokumentację filmową wydarzeń kulturalnych, zgromadzeń, poświęconych historii Polski, wszelkich zebrań, promocji książek i różnego rodzaju imprez środowisk patriotycznych. Stale obsługuje m.in. „Dom Pielgrzyma” przy kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu i Chór Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego.

 

Laureatami Nagrody w kategorii Małych Ojczyzn zostali: ks. dr Ryszard Banach z diecezji tarnowskiej i Marian Kalafarski z Gręboszowa, rodzinnej miejscowości majora Henryka Sucharskiego, dowódcy obrony Westerplatte, za

aktywizowanie młodzieży szkół imienia gręboszowskiego bohatera, za obronę honoru oficerskiego majora Sucharskiego. – Zazdrość i zawiść nigdy nie mają wolnego – powiada ks. dr Banach, nawiązując do powtarzających się wciąż na nowo ataków na dowódcę obrony Westerplatte. Ironia losu polega m.in. na tym, że dyrektorem Muzeum Westerplatte jest jeden z instygatorów tych ataków. Drugi z tych dwóch laureatów, M. Kalafarski, choć po wypadku na szosie (zderzył się z TIR-em) i choć jest w połowie sparaliżowany, jest nadal aktywny, m.in. wyszperał rękopis tekstu pióra…Włodzimierza Tetmajera, malarza, gospodarza wesela Lucjana Rydla w Bronowicach i „Wesela” Wyspiańskiego.

 

Kolejną Nagrodę Wielką im. W. Hulewicza otrzymała poetka Lilla Latus ze Zduńskiej Woli. Nagroda została przyznana za całokształt twórczości poetyckiej (poetka wydała kilka tomików wierszy), a także za życiową dzielność. Inwalidka na wózku, nie załamała się, usamodzielniła się od rodziców, zrobiła prawo jazdy, kupiła samochód przystosowany dla osoby niepełnosprawnej, nauczyła się języka angielskiego, urzeczywistnia marzenie swojego życia – podróżuje po kraju i za granicą,. Łączy w sobie talent artystyczny i niezwykłą siłę moralną.

 

Następni laureaci to Adam Szatkowski z Reska na Pomorzu i Jerzy Pawluczuk z Kwidzyna w woj. gdańskim, dyrektor tamtejszej szkoły podstawowej im. Westerplatte. Nagrodę przyznano im za kultywowanie pamięci o Westerplatte; organizują spotkania z rodzinami westerplatczyków,  wymyślili i realizują program pod nazwą „Znaki pamięci”, współpracują z Andrzejem Drzycimskim, autorem trzytomowej monografii o Westerplatte, za którą dwa lata temu przyznano mu Nagrodę im. Witolda Hulewicza.

 

Nagrodę za upowszechnianie książki otrzymała Kaja Kamińska, dawniej dziennikarka radiowa, autorka znakomitych wywiadów, promowała ludzi zza Buga. Obecnie mieszka pod Warszawą i sprzedaje książki z wózka. Laudator (Karaś): – Nikt nie ma takiej miłości do książek, jak ona.

Kolejnym laureatem jest Władysław Nielipiński z Poznania, artysta-fotografik, za dokumentowanie fotograficzne wydarzeń w Wielkopolsce. Ciekawie opowiadał  o człowieku, który uratował poznański fotoplastykon , nazwiskiem Władysław Gut.

Za – jak to określiło Jury – wielką sztukę dziennikarstwa Nagrody im. W. Hulewicza przyznano Marzenie Burczyńskiej-Woźniak i Tadeuszowi Woźniakowi z Gdyni. Pani Marzena jest autorką znakomitej książki pt. „Prawda i prawo”, Romuald Karaś twierdzi, że jest to powieść nie ustępująca „Zbrodni i karze” Dostojewskiego! Autorka wielu wyśmienitych wywiadów. Tadeusz Woźniak m.in. opracował  leksykon dziennikarzy Pomorza od 1945 roku. Jest działaczem SDP,  tym, który umie łączyć. Był jednym z rzeczników budowy pomnika-krzyży przed bramą Stoczni Gdańskiej. Wybitny działacz gołębiarstwa pocztowego. Na dodatek ma szczęście: na moment przed tym, gdy zawaliła się hala w Katowicach, odszedł właśnie na chwilę od swego stoiska i dzięki temu ocalał.

 

Nagrodę Młodych otrzymała Aleksandra Maria Oto, licealistka z miejscowości Krzyż Wielkopolski, za eseistykę związaną z dziejami tej ziemi, laureatka konkursu „Pamięć Nieustająca” – zgłosiła się do konkursu po raz pierwszy, gdy miała 14 lat. Autorka biografii Józefa Nojiego, 10-krotnego mistrza Polski w biegach długodystansowych, olimpijczyka, z zawodu stolarza i warszawskiego tramwajarza, który zginął w 1943 roku w Auschwitz.

 

Na koniec Gran Prix Nagrody im. Witolda Hulewicza przyznano Barbarze Seidler, wybitnej reportażystce, w czasie wojny członkini Szarych Szeregów, uczestniczce Powstania Warszawskiego, za całokształt twórczości pisarskiej najwyższej klasy. W pisanych piękną polszczyzną reportażach starała się zawsze rozumieć ludzi nieszczęśliwych, pisała wiele o kondycji Polski i Polaków.  – Za każdym słowem – mówił laudator (znowu R. Karaś) – za każdym zdaniem, akapitem, za każdą stroną czuje się prawdę. I dziękował laureatce za to, co zrobiła dla ludzi.

                                                         *******

Niezłą broszurę można by napisać  z materiału, którego powyżej nie uwzględniłem. Bo za każdym spośród przedstawionych w telegraficznym skrócie laureatów kryje się odrębna, na ogół niezwykła historia, godna osobnej relacji. Na ogół – fascynującej. Ale cóż, jestem zdaje się jedynym, który od lat pisze o tych nagrodach, notorycznie niezauważanych przez media. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Być może dlatego, że dziennikarze nie umieją pisać o pracy u podstaw, o pozytywistycznej postawie wielu ukrytych działaczy, nieznanych twórców, animatorów kultury i życia społecznego. Nie lubią też specjalnie prowincji (są, oczywiście wyjątki), a tam niejednokrotnie dzieją się rzeczy najciekawsze. Romuald Karaś i jego koledzy z Kapituły Nagród im. Witolda Hulewicza umieją wydobywać tych ludzi i ich prace na jaw. To szczególna umiejętność. Nieoceniona. I – jak widać – niedoceniana.

 

Jerzy Biernacki

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl