Zdobyłem minionej niedzieli partaninę, czyli fuchę. (Dzisiaj się mówi o pracy, że się ją „zdobywa”, nie „załatwia”, czy „dostaje”).

Na jeden dzień – statystowanie, a dzięki długiemu doświadczeniu w tej dziedzinie; wiedziałem, że całą niedzielę miał będę dla siebie, ponieważ na planie filmowym głównie się czeka na, rozlegającą się co kilka godzin, komendę: „Akcja!”. Przez kilka minut się pracuje, po czym ponownie pogrąża w lekturę, oddaje konwersacji lub najwspanialszemu z ludzkich zajęć, czyli;  bujaniu w obłokach.

Minionej niedzieli szybko przestałem czytać Coetzze`go, i jego książkę o ewolucji totalitaryzmu intelektualnego (a ja, wraz z biskupem Henrykiem Hozerem uważam, iż jesteśmy, mimowolnymi świadkami, rozwijania się wokół nas takiego totalitaryzmu właśnie). Zdjęcia do  filmu kręcono w Pałacu Kultury i Nauki. Odłożyłem książkę i oddałem się pracy intelektualnej nt; jak by to cholerstwo, w którym się na dzień jeden znalazłem, wreszcie  szybko i widowiskowo zburzyć. Czas sobie płynął wokół leniwie...

Komenda; „Akcja!” padała niezbyt często, a do tego przyciszonym głosem drugiego reżysera. A ja dumałem, spacerowałem, ponownie dumałem i nagle - jest! Eureka! Wiem jak zburzyć ten wykwit bezguścia, czyrakowaty upominek okupanta. To zabójstwo na poczuciu piękna i estetyki – dokonane na wrażliwych i idealistycznych gustach Polaków, a warszawian w szczególności.

Proszę Państwa. Wiem jak rozwiązać problem Wojciecha Młynarskiego - ten w tytule niniejszego felietonu zacytowany.

Zbierzmy się – warszawianie - w odpowiedniej (bezpiecznej) od pekina odległości.  Na ten przykład, na placu Powstańców Warszawy, co by i ich duchy mogły się zabawić. Zróbmy wreszcie porządek w naszym mieście. Mamy już porządek w naszych domach, odpowiednie książki na naszych półkach, że o naszych głowach nie wspomnę - przecież, w miarę regularnie, wybieramy samodzielnie załogę „domu bez kantów”, czyli Parlamentu. A w sercu naszego miasta nadal tkwi niepojęcie i niezrozumiale wielki śmieć.

Rozpalmy ogniska, przytulmy dzieci. Kapłani, Rabini, Mułłowie, Pastorzy, Szamani wszelkiej maści, swe egzekwie niech odprawią. A ja po  tym wszystkiem  spełnię marzenie mego życia i wcisnę delikatny, infantylny wręcz, czerwony guziczek i rozlegnie się wielkie: BUM!!!

Oczywiście daję parol wszelkim policjom; widnym, tajnym i dwupłciowym, iż odpowiednio wcześnie o tej imprezie, o tym karnawale przepysznym, je powiadomię, aby, z właściwym sobie fasonem, czyniąc hałas niemiłosierny, mogły ewakuować z pekinu wszystkie żywe istoty. Zwierzęta zapewne zwieją pierwsze, włącznie z najszybszym ziemskim stworzeniem – falco peregrinatus, tamże bytującym. Atoli, ofiary niestety będą – pośród kloszardów, bo oni przecież nie mają gdzie się ewakuować…

Usuńmy więc Braciaszkowie -  ten posąg obcych Bogów z progu naszego miasta.

Konrad Zbrożek

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl