Koniec roku to czas podsumowań i refleksji. Nieoczekiwanie zebrało mi się na wspomnienia. Otóż przypomniałem sobie, jak w latach 80-tych udało mi się wyjechać na tzw. ‘Zachód’ czyli do RFN, nazywanych ówcześnie Niemcami Zachodnimi - w odróżnieniu do komunistycznych Niemiec Wschodnich, nazywanych w skrócie DDR, który to skrót oznaczający Deutsche Demokratische Republik czyli Niemiecką Republikę Demokratyczną, rozwijany był twórczo jako Deutsche Dramatische Republik. Dlaczego ‘dramatyczna’? Kiedy jechałem przez tzw. NRD-ówek, przyjmowałem oglądane widoki bez jakiś nadzwyczajnych emocji – w NRD było trochę tak jak u nas, trochę inaczej, zapachy w sklepach trochę inne, bardziej ‘chemiczne’, ale wszystko bez jakiegoś specjalnego szoku kulturowego, ot trochę inny kraj i trochę inni ludzie.  Dopiero, kiedy odwiedziłem ‘Zachód’,  zrozumiałem.

Zrozumiałem to już w Berlinie… Najpierw na peronach kontrolujący nas, drący się jak opętani NRD-owscy żołnierze z wilczurami, którzy z wyglądu i zachowania przypominali SS-manów z filmów wojennych. Potem ‘Mauer’ czyli Mur – w środku Europy zasieki, karabiny, żołnierze z psami, czołgi i wozy bojowe z wycelowanymi lufami - oczywiście tylko po wschodniej stronie. Następnie pas ziemi niczyjej - zniszczonych, opuszczonych od czasu wojny budynków. Wreszcie Berlin Zachodni – po oczach uderzyły kolory, światła, barwy, ładnie ubrani ludzie, witryny sklepowe kuszące przepychem towarów, nowoczesne samochody na ulicach, ogólne wrażenie dostatku oraz troski o każdy szczegół i staranie żeby ludziom po prostu miło, dobrze i ładnie się mieszkało.

Potem wizyta u naszej bliskiej rodziny mieszkającej w Niemczech Zachodnich, i tu kolejny szok -  mimo że wtedy były to osoby bezrobotne, ich standard życia: wielkość i komfort mieszkania, kolorowy telewizor, automatyczna pralka, etc. był nieporównanie wyższy od poziomu życia moich rodziców, osób z wyższym wykształceniem i pracujących w swoim zawodzie, które z trudem i tylko dzięki wielkim wyrzeczeniom stać było na nieporównanie skromniejszy standard życia. Nie wspominając już o możliwości podróżowania po świecie, dla przeciętnego obywatela PRL-u niezmiernie trudnego, zarówno z powodu ograniczeń i restrykcji w wydawaniu paszportów, jak i morderczego przelicznika złotego na zachodnie waluty.

Po powrocie do Polski poziom życia oraz klimat beznadziei i komunistycznego PRL uświadomiły mi, że żyję w biednym i smutnym więzieniu. Zrozumiałem także, że nie tylko pozbawiony jestem fundamentalnej i normalnej w wolnym świecie wolności do podróżowania czy możliwości wpływania na losy mojego kraju, zwanej demokracją, ale także uświadomiłem sobie, że mój kraj, moi rodzice i przyjaciele, że my wszyscy zostaliśmy najzwyczajniej w świecie okradzeni – okradzeni z owoców naszej pracy, z przysługującego nam dochodu i standardu życia, jaki zobaczyłem w Niemczech, kraju który przecież przegrał II Wojnę Światową. Tak samo jak Polacy, okradzeni zostali przez Rosję Sowiecką i ich namiestników - komunistów, wszyscy mieszkający po wschodniej stronie Europy, od Krajów Bałtyckich, przez Europę Środkową aż po Bałkany, niezależnie od języka, przynależności etnicznej, religii, alfabetu czy kultury. Każdy kraj i naród, który został siłą wcielony do Układu  Warszawskiego i RWPG, został po 1945 roku systematycznie ograbiony i wyeksploatowany przez Moskwę i jej pomocników, a cała praca i dorobek przeznaczony został na budowę imperium Rosji Sowieckiej oraz gigantycznych ilości broni: czołgów, samolotów, rakiet, okrętów wojennych, etc.

Dlatego niezmiennie popieram i popierać będę  wszelkie działania mające przywrócić w Polsce elementarną uczciwość i sprawiedliwość – od  degradacji Kiszczaka i Jaruzelskiego ze stopni generalskich przez MON, rozliczeń i lustracji przeprowadzanej przez IPN, po demontaż post-PRL-owskich grup, sitw i układów oplatających Polskę i rządzących naszym krajem po 1989 roku. Bo pamiętam, co nam zrobiono, i kto to zrobił.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl