Spotykają się od 7 lat. Pomysł powołania we Lwowie Klubu Galicyjskiego narodził się wcześniej, bo w roku 2011. Pomysłodawcami byli dwaj dziennikarze - Ukrainiec, Wasyl Rasewycz, historyk i dziennikarz lwowskiego portalu Zaxid.net oraz Polak, Mirosław Rowicki, twórca i redaktor naczelny Kuriera Galicyjskiego - polskiej gazety na Ukrainie

Takie motto od początku przyświecało twórcom lwowskiego klubu dyskusyjnego, nazwanego Klubem Galicyjskim.

- Chodziło nam o szczególne równouprawnienie obu stron biorących udział w tym autorskim projekcie. Stąd takie a nie inne motto – mówi Mirosław Rowicki – to zamierzenie powiodło się i od siedmiu lat rozmawiamy w ramach Klubu Galicyjskiego o sprawach ważnych dla obu narodów. Często poruszamy tematy drażliwe, czasem bolesne dla obu stron, wychodzące poza tak zwaną poprawność polityczną. Najważniejsze dla nas jest to, że rozmawiamy ze sobą, wyjaśniamy, poszukujemy prawdy i porozumienia. W dzisiejszych, pełnych zamętu czasach, nie ma chyba innej,  skuteczniejszej metody.

Decyzja o powołaniu do życia Klubu Galicyjskiego nie była łatwa dla jego twórców. Już wtedy, przed siedmiu laty, było wiadomo że proponowane tematy mogą zostać opacznie zrozumiane, przez co mogą wzbudzać niezdrowe emocje po obu stronach granicy. Istniało wiele zagrożeń. Również to, że łatwo  można było zostać „zaszufladkowanym”, wbrew faktom, jako zwolennik idei głoszonych przez któregokolwiek z uczestników dyskusji odbywających się w ramach Klubu Galicyjskiego. Tym bardziej, że wystąpienia kolejnych prelegentów z Polski i Ukrainy od początku - czyli od siedmiu lat - nie były poddawane jakiejkolwiek cenzurze. Zgodnie z przyjętą partnerską zasadą Klubu Galicyjskiego - „wolni z wolnymi”.

Wasyl Rasewycz, współtwórca Klubu Galicyjskiego i jego aktywny uczestnik, jest przekonany, że formuła jaką przyjęto dla tej międzynarodowej inicjatywy, jest właściwą.

- Na początku pojawiały się wątpliwości czy nazwa klubu nie wzbudzi czyjejś niechęci – wspomina Wasyl Rasewycz – Wszak pierwsze skojarzenia wiążące się z tym tytułem nawiązują albo do okresu zaboru austriackiego, albo do współczesnych, historycznych odwołań skrajnych nacjonalistów. Tak czy siak kojarzyły się negatywnie.

Nam zależało na czymś innym, na znalezieniu rozpoznawalnego, istniejącego w przestrzeni mentalnej, wspólnego mianownika dla społeczności żyjących po obu stronach granicy. Poszukiwaliśmy uniwersalnego symbolu dla dwóch narodów. Po długich dyskusjach zdecydowaliśmy, że w nazwie klubu zostanie słowo „galicyjski”.

Już pierwsze spotkania klubu, okazały się strzałem w dziesiątkę, dla tych którzy poszukują porozumienia między narodami o wyjątkowo trudnej, wspólnej historii.

- Sukces Klubu i jego znaczenie dla dwustronnych stosunków uznał również Senat RP, który wspiera dzisiaj nasze spotkania – mówi redaktor Mirosław Rowicki – Formuła, którą przyjęliśmy, sprawdziła się i sprawdza nadal.

Wasyl Rasewycz również uważa, że Klub Galicyjski spełnia pozytywną rolę.

- Gościliśmy na naszych spotkaniach wielu znanych ludzi. Często najlepszych ekspertów zajmujących się tematyką polsko-ukraińską, polityków, działaczy społecznych i oczywiście dziennikarzy specjalizujących się w temacie, jako tych mogących dystrybuować pozytywne treści – tłumaczy redaktor Rasewycz – Czasami przed mikrofonem klubu pojawiają się twórcy i animatorzy kultury. Każdy z poruszanych tematów znajduje swoją publiczność, każdy cieszy się niezmiennie zainteresowaniem. Są i tacy, stali uczestnicy tego wydarzenia, którzy nie bacząc na wielogodzinne kolejki na granicy przyjeżdżają aby wziąć udział w dyskusji.

Wasyl Rasewycz pytany, czy treści głoszone przez uczestników Klubu, w tym artykułowane przez niego samego, nie wywołują nieprzychylnych reakcji, odpowiada lakonicznie:

- Oczywiście, że zawsze znajdą się ludzie, którym nie spodoba się ta czy inna opinia, która nie jest zgodna z ich poglądami. Występują wtedy na forum klubu, lub starają się krytykować nas z ukrycia. Czasem nawet interweniują u miejscowych władz. My jednak staramy się pokazać na czym polega demokracja – szanujemy naszych oponentów, chociaż oczywiście nie zgadzamy się często z ich krytyką.

Mirosław Rowicki, pytany czy treści głoszone podczas Klubu Galicyjskiego nie powinny trafiać do szerszych gremiów odbiorców, mówi, że stara się aby relacje i informacje Klubu Galicyjskiego były ogólnie dostępne.

- Zamieszczamy relacje z posiedzeń klubu na stronie internetowej Kuriera Galicyjskiego. Pojawia się też informacja w wydaniu papierowym gazety, oraz od pewnego czasu pełne relacje w telewizji internetowej Kuriera Galicyjskiego. Tak więc każdy, kto tylko zapragnie zapoznać się z działalnością i tematyką Klubu Galicyjskiego ma taką możliwość. Ba, każdy chętny do dyskusji w  klubie może wziąć w niej czynny udział. Informacje o zbliżających się spotkaniach zamieszczamy na stronie internetowej Kuriera Galicyjskiego – tłumaczy redaktor Rowicki.

Watro powielać sprawdzone pomysły. Szczególnie te, które pomagają zrozumieć rzeczywistość coraz częściej zafałszowaną przez propagandę, zwykłą niechęć czy brak podstawowej wiedzy. W trudnych relacjach pomiędzy Polską a Ukrainą, nie ma innej, lepszej metody jak częste, osobiste spotkania i wyjaśnianie wzajemnych animozji siedząc twarzą w twarz. To pomaga unikać przekłamań, źle zrozumianych przekazów i intencji. Stąd też pomysł stworzenia mobilnego, dziennikarskiego klubu dyskusyjnego po polskiej stronie granicy. Ruszy zapewne w pierwszych miesiącach nowego roku. Już teraz zapraszam do wspólnych rozmów.

Andrzej Klimczak

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl