Konrad Schuller, korespondent  „Frankfurter Allgemeine Zeitung” w Polsce napisał artykuł o dzieciństwie braci Kaczyńskich, ze szczególnym uwzględnieniem Jarosława. Nie po to wszelako, by opowiedzieć o talentach aktorskich bohaterów filmu „O dwóch takich, co ukradli księżyc” lub o tym, jak byli wychowywani przez rodziców, a zwłaszcza przez matkę Jadwigę i jak wyrośli na żoliborskich inteligentów o pięknej tradycji i szczególnym etosie, lecz zupełnie o czymś innym, co do prawdy ma się tak mniej więcej, jak oskarżenia  Fransa Timmermansa do rzeczywistego stanu demokracji w Polsce.

Schuller (nomen omen) dowodzi, że doświadczenia z dzieciństwa braci Kaczyńskich wywarły na nich taki wpływ, jak na Nicolo Machiavellego, słynnego twórcę doktryny politycznej, wedle której cel uświęca środki. Ażeby więc prowadzić skuteczną politykę  – według autora „Księcia” – czasem trzeba  sięgać także po środki, które są niemoralne, w tym okrucieństwo.

Jarosław Kaczyński, jak twierdzi niemiecka gazeta, otoczony był bowiem przeżytym w domu rodzinnym okrucieństwem, które było także doświadczeniem dzieciństwa Machiavellego.

To okrucieństwo to kraj zniszczony i spustoszony przez Niemców oraz Warszawa lat czterdziestych i pięćdziesiątych poddana stalinowskiemu terrorowi. Obaj bracia dorastali w tej atmosferze, obaj byli wychowani w katolickim, patriotycznym domu, gdzie wciąż słuchali opowieści o zagładzie i sposobach przeżycia w okupacyjnych warunkach. Na tle obrazów rozstrzeliwania kobiet i dzieci i zabijania zdrajców ojczyzny, bracia Kaczyńscy – wnioskuje autor – stali się zwolennikami kary śmierci.

Następnie Schuller nawiązuje do biografii Machiavellego (1469-1527), który w 1513 roku był torturowany i nie pozbył się nigdy lęku przed śmiercią, także wówczas, gdy pisał „Księcia”, dzieło będące poradnikiem utrzymania władzy za wszelką cenę. Schullerowi nie przeszkadza, że Machiavelli w 1513 roku miał 44 lata, więc nie był dzieckiem, na czym cierpi symetria podjętego porównania, ale logika w tego rodzaju „pisarstwie” jest widać niepotrzebna. Zwłaszcza że dalej    czytamy, co następuje: „Po Niemcach nadeszli Rosjanie, Kaczyński należał do kościelno-patriotycznego skrzydła dysydentów. Niebezpieczeństwo, donosicielstwo, strach były częścią jego świata. Pogarda dla prawa, wszechobecność kłamstwa, dywersja, morderstwa wywarły wpływ na jego życie.” Zdaniem dziennikarza (?!), pokolenie powojenne Kaczyńskiego  doświadczyło słynnej tezy Machiavellego, że „nie istnieje bardziej pewny instrument panowania niż zniszczenie.”

Wedle autora rodzinne opowieści ukształtowały w Kaczyńskim pogląd, że „człowiek, który chce czynić tylko dobro, przebywając wśród wielu, którzy czynią zło, musi przegrać.” Kto chce żyć, ten musi więc „być w stanie czynić zło, gdy jest to konieczne” – powołuje się na Machiavellego Schuller. Stąd, jego zdaniem, „ślady zranienia” u Kaczyńskiego, które nie pozwalają mu na przykład pojednać się z Niemcami czy współdziałać  w ramach europejskiej wspólnoty. „Fundamentalna nieufność” u Kaczyńskiego przejawia się choćby w polityce wewnętrznej, w której ma od zawsze skłonności do konfliktów i trudno mu się  z kimkolwiek porozumieć. „Kto uznał państwo za spisek przeciwko narodowi, ten musi działać. Musi nie tylko podporządkować sobie sądy, radio i telewizję, wojsko, musi w dodatku uczynić to szybko, tak szybko, jak Kaczyński, który zaraz po przejęciu władzy w 2015 roku serią błyskawicznych ustaw rozpoczął wyznaczanie jednolitego kierunku sądów” – konkluduje Herr Schuller.

 

Uff, takiej porcji schullerki intelektualnej dawno nie spotkałem. Na początek pała z freudyzmu, do którego Konrad Schuller poniekąd się odwołuje, nie wymieniając nazwiska sławnego Wiedeńczyka, gdyż znajomość historii najnowszej własnego kraju, choćby bardzo okrutnej ze strony jego najeźdźców, nie przenika do podświadomości, która mogłaby wyciskać swoje piętno na charakterze kogokolwiek i wpływać na sposób jego postępowania. Zwolennikiem kary śmierci można być z całkiem racjonalnych powodów. Nota bene, Jarosław Kaczyński jasno stawiał sprawę, że skoro Jan Paweł II był przeciwny karze śmierci (chociaż w aprobowanym przezeń „Katechiźmie Kościoła katolickiego” jest ona dopuszczalna), to on pozostając przy swoim zdaniu, nie będzie podejmował działań w kierunku jej przywrócenia.

Ktoś może mnie skarcić – po co zajmować się takim stekiem bzdur. No tak, tylko że „FAZ” jest czytany przez miliony Niemców (bo taki artykuł jest powielany, multiplikowany w Internecie itd.). Podkreślam: Niemców, często niechętnych Polsce, odczuwających wobec nas wpajane im od dziecka  poczucie wyższości, a przy tym zazwyczaj naiwnych w odbiorze bieżących publikacji (chociaż podobno to się ostatnio zmienia na korzyść), pozbawionych możliwości weryfikowania dostarczanych im informacji. Zwłaszcza wobec jednolitego strumienia medialnych manipulacji i kłamstw o dzisiejszej sytuacji politycznej w naszym kraju.

Sugestie Schullera mają, naturalnie, swoje źródło w tzw. czarnym pi-arze, czyli  w wykoślawionym, odczłowieczonym i całkowicie nieprawdziwym wizerunku braci Kaczyńskich, a szczególnie Jarosława, który zawdzięczają swoim przeciwnikom politycznym i mediom głównego (neolewicowo-neoliberalnego) nurtu, mającego wciąż znaczną przewagę nad mediami konserwatywno-prawicowymi.

Przy tym należy wziąć pod uwagę, że mowa jest o braciach od blisko 30 lat odgrywających konstruktywną rolę w polskiej polityce, z których jeden pełnił najwyższe funkcje w państwie, m. in. ministra sprawiedliwości, prezesa Najwyższej Izby Kontroli, prezydenta Stolicy Polski, a wreszcie prezydenta państwa, a drugi – był premierem, który po krótkim stosunkowo okresie (bardzo dobrych) rządów podał się do dymisji i poddał się władzy suwerena, czyli demokratycznych wyborów, które przegrał, co skazało jego partię na 8-letni status formacji opozycyjnej. A więc dowiódł bezpośrednio, że jest demokratą i że z Machiavellim a zwłaszcza z jego skrajnie niemoralnymi poglądami nie ma nic wspólnego.

Owszem, Jarosław Kaczyński wypowiadał się kilkakrotnie o Machiavellim, podkreślając pozytywnie jego realistyczny sposób widzenia polityki, lecz odrzucając działanie na zasadzie: cel uświęca środki. Konrad Schuller, podobnie jak wielu jego kolegów korespondentów, padł ofiarą narracji „Gazety Wyborczej” i Telewizji TVN, najbardziej odpowiedzialnych za tzw. przemysł pogardy, latami stosowany wobec braci Kaczyńskich, a od czasu tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego w kwietniu 2010 roku w katastrofie smoleńskiej, wobec Jarosława, któremu ośrodki te nie mogą zwłaszcza wybaczyć zwycięstwa wyborczego Prawa i Sprawiedliwości i Zjednoczonej Prawicy w 2015 roku.

W Polsce szanujemy wolność słowa. Każdemu wolno pisać, co mu się żywnie podoba. Co prawda trzeba jednak pamiętać, że wolność to także odpowiedzialność. Czyli że nie ma bezgranicznej wolności słowa. A Jarosław Kaczyński mógłby z całą pewnością podać pana Schullera do sądu za naruszenie jego dóbr osobistych i za obrazę. Ale pewnie jest ponad to, zważywszy dystans tego odlotu.  

Wielka szkoda, że w Polsce nie można robić dwóch rzeczy, które kiedyś były stosowane: krajowych zdrajców ojczyzny wysyłać na banicję, a cudzoziemskich paszkwilantów uznawać za personae non gratae.

Jerzy Biernacki

PS. Sprostowanie. Do pośpiesznie pisanego, poprzedniego artykułu o Nagrodach im. Witolda Hulewicza wkradło się kilka błędów. Generał Stanisław Rostworowski, szef okręgu krakowskiego AK, został zamęczony na Montelupich nie przez komunistów, jak napisałem, lecz wcześniej, przez gestapo. Jerzy Pawluczuk  jest dyrektorem szkoły im. Majora Sucharskiego, a nie imienia Westerplatte, jak napisałem, zaś Kwidzyn leży w woj. pomorskim (woj. gdańskiego w ogóle nie ma). W słowie Grand (Prix) zabrakło literki „d”.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl