Bój z sędziami trwa. Oni naprawdę uwierzyli, że są solą narodu. Ze powinni mieć najwyższą pozycje w państwie, największe przywileje i stać ponad prawem. Za wyjątkiem jednego przypadku. Prawa, które sami uchwalą.

Kłopot polega na tym, że są jednym z filarów państwa. Bez sądownictwa państwo nie mogłoby istnieć. Błyskawicznie wdarłby się chaos, a państwo zamieniłoby się w setki tysięcy grup i grupek, realizujących swoje interesy, w których mechanizmem regulującym byłaby zasada „rację ma silniejszy fizycznie”. Przez fakt konieczności ich istnienia nie zyskują jednak praw i przywilejów, które wrosły w ich codzienność przez ostatnie ćwierćwiecze, a będące pochodną ustaleń „Okrągłego stołu”. Nie bez powodu przeciwnicy reformy sądownictwa, jako główny argument za odrzuceniem zmian, przywołują „Okrągły stół”,  krzycząc w niebogłosy: „Chcecie zniszczyć to, co w nowej Polsce po obaleniu komunizmu było osiągnięciem strony „Solidarnościowej”, że to sami sędziowie stanowią o sobie, a ściśle nowo powołana instytucja – Krajowa Rada Sądownictwa”.

Tak zgoda, w tamtym czasie, na początku lat 90, potrzebna była taka porcja samodzielności środowiska sędziowskiego. Zapomniano wszakże o jednym. Ówczesne autorytety sędziowskie uwikłane były w silne, często nieformalne zależności od władzy komunistycznej. Inaczej nigdy nie uzyskałyby swojej pozycji i uznania środowiskowego. Podam tylko jedno nazwisko – prof. Ewa Łętowska. Będąca jakże wymownym przykładem nie tyle pomostu między różnymi epokami, ile dowodem ciągłości czasów PRL w nowej Polsce. Prof. Łętowska do dziś uchodzi za autorytet środowiska sędziowskiego. Nigdy tej ciągłości praktycznie nie zerwano. W ten sposób nowej instytucji jaką była KRS nadawali ton sędziowie mający „dorobek” w czasach PRL. Oni nadawali kształty nowej kadrze sędziowskiej, przenosząc do sądownictwa nowej Polski mechanizmy z czasów PRL, ale też związki i zależności.  

Na fali wolności i swobód jakie pojawiły się na początku lat 90 sędziowie założyli Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, skupiające dziś nie wiele mniej niż 1/3 całego środowiska sędziowskiego, a więc ok. 3,3 tys. członków. Ta ogromna liczba sędziów – w Polsce mamy ok. 12 tys. -  od początku należy do awangardy wojowników, którzy nie chcą ustąpić ani na krok z dotychczasowych praw i przywilejów. To „Iustitia” wzywała za każdym razem do przeciwstawienia się jakimkolwiek zmianom, ale także do jawnego aktywnego udziału w ulicznych demonstracjach, sprzeciwiających się zmianom w sądownictwie.

Teraz pojawiło się nowe pole sporu. Namacalne, bo związane z interesami finansowymi sędziów.  Nowa ustawa o jawności życia publicznego, będąca w sferze projektów przewiduje, że  sędziowie nie będą mogli zasiadać w stowarzyszeniach lub fundacjach, które prowadzą działalność gospodarczą. Projekt uderza boleśnie w dodatkowe dochody sędziów „Iustitii”.

No, panowie sędziowie. Byłem przekonany, że wam chodzi jedynie o niezawisłość i niezależność. Trochę mnie rozczarowaliście.  


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl