Skończył  się rok 2017. Niespokojny i niezbyt dobry dla świata, niespokojny, ale owocny dla Polski. Drugi rok Dobrej Zmiany. W mediach wielką i niechlubną karierę zrobiło zjawisko zwane fake newsem. Wcale nie takie nowe,tyle że kiedyś nazywane medialną manipulacją czy  wrogą propagandą. Dziś  ta stara metoda, dzięki nowej nazwie, zyskała nowy wigor i nowy szlif. Fake newsów, złapanych na gorącym uczynku było sporo: a to informacja, że wiodącym hasłem na Marszu Niepodległości było „Modlitwa o islamski holocaust” - by zaraz potem się okazało, że owszem, był taki napis, tyle że na banerze, zawieszonym gdzieś dawno temu, a teraz  przyklejonym do MN przez  Drew Hinshaw, dziennikarza z  The Wall Street Journal.  Rodzajem fake newsa był wpis na Tweeterze Anne Applebaum: ”Neo-faszyści są tymczasem w Polsce skromną mniejszością, ale – dzięki zmianom w Polsce, w Europie i na świecie – czują się coraz bardziej pewnie”.  A niewątpliwym fake newsem był tweet dziennikarki z warszawskiego oddziału Associated Press, Vanessy Gery, „Podążajcie za królikami – mówi polski rząd obywatelom, aby rozmnażali się jak króliki”, kastrujący całą powagę zjawiska wyludniania się Polski i Europy, które już przynosi złe skutki w postaci zapaści  służb publicznych i systemu  emerytalnego. Albo inny tego samego autorstwa, „Polska żąda reparacji wojennych od Niemiec; krytycy twierdzą, że to droga do promowania emocji anty-unijnych”, przeskakujący całe historyczne, ale i współczesne, tło sprawy.

   Nie bez powodu sięgnęłam po dziennikarkę z warszawskiego oddziału AP Vanessę Gerę. Jej artykuły i wpisy na Tweeterze prezentują zdeklarowany lewicowy punkt widzenia - co jej wolno, ale  w tej służbie sięgają także po fake newsy – czego jej  już  nie wolno.  Vanessa Gera jest jedną z tych żołnierek? markietanek? światowej wojny liberalnej lewicy z konserwatyzmem, a więc antypolskiej, anty-węgierskiej i anty-Trumpowej. Toteż nie dziwi jej rola w gigantycznej ustawce pod hasłem „Marsz Niepodległości” w Warszawie. Światowy coverage Marszu Niepodległości odbiegał daleko od prawdy, i o tym pisała polska prasa konserwatywna.  Lecz  nikt nie wspomniał, jak to się stało, czyli o kulisach pewnej manipulacji. Jakoś przypadkiem wpadłam na trop tej ustawki, zapoczątkowanej – wiele na to wskazuje – przez Vanessę Gerę z  the Warsaw branch of the Associated Press. Okazuje się, że to tutaj rozpoczęła się kolejna nagonka na Polskę na światową skalę, sklejanie Marszu Niepodległości z rządem PiS oraz z „krajem – rajem faszystów”. A my otrzymaliśmy potwierdzenie, że takich operacji dokonuje się światowymi kanałami mediów lewicowo-liberalnych. 

   10 listopada, czyli na dzień przed marszem Niepodległości z filii AP w Warszawie wyszedł materiał  pt. „Marsz polskich prawicowych fundamentalistów zagarnia świat, ściągając ludzi z daleka”.  ”Faszyści i prawicowi ekstremiści – pisała Gera - zwołują  się na sobotni  marsz w Warszawie, który stał się największym spotkaniem białych suprematystów  w Europie i, prawdopodobnie, poza Europą. Marsz, który odbywa się 11 listopada w Dzień Niepodległości, w ostatnich latach ściągał dziesiątki tysięcy uczestników. Ekstremiści ze Szwecji, z Węgier, Słowacji i innych krajów  przyłączają się do polskich nacjonalistów …”, etc, etc. I ani słowa o  haśle „My chcemy Boga!”, o morzu biało-czerwonych flag, z dumą niesionych przez młodych i starszych, kobiety i dzieci, o braku tzw. incydentów i adekwatnych działaniach służb porządkowych.  Ale jak autorka mogła o tym wiedzieć, skoro „reportaż”, opisujący  groźny świat prawicowych ekstremistów,  poszedł w świat 24 godziny wcześniej?  Może więc należało wspomnieć choćby o niemieckich lewakach z Antify, którzy zjeżdżali do Warszawy na marsze, żeby rzucać petardami i bić się z policją,  albo, że od dwóch lat, kiedy rządzi „ultra-prawicowy rząd PiS”, na Marszach Niepodległości zapanował  spokój? To można było przecież napisać na dzień przed wydarzeniem, i to byłaby prawda.  A  do jakich źródeł sięgnął dziennikarz w swoim materiale? Oto Rafał Pankowski z portalu Stowarzyszenie Nigdy Więcej, którego celem jest, a jakże, „przeciwdziałanie problemom społecznym, rasizmowi, neo-faszyzmowi, ksenofobii i dyskryminacji”.  Znane z akcji „Wykopmy rasizm ze stadionów”, „Muzyka przeciw rasizmowi” i „RacismDelete”.  Ten portal  także ma zdolności profetyczne, bo już  9 listopada  zajął się tematem „o nacjonalistach i braku wiedzy nt. polskiej tradycji”, a potem 11, 13, 14, 21 listopada  aż wrzało tam od  debat nt. „ideologii Marszu Niepodległości” i„nacjonalistycznych hasłach podczas MN”, w których brali udział sam guru Rafał Pankowski oraz dziennikarze TVN, Andrzej Sołtysik czy Anna Kalczyńska.

Kolejni  informatorzy Vanessy   Gery, to Miroslaw Mares, ekspert od spraw ekstremizmu w Uniwersytecie im. Masaryka w Czechach oraz  Grigorij Meseznikow , prezes Instytutu Spraw Publicznych  na Słowacji, którzy, surprise, surprise!, podzielali jej  opinie.  Np. Miroslaw Mares  mówił: „Mieszkańcy Centralnej Europy słyszeli o atakach islamskich ekstremistów we Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii,  i boją się, że za granicami ich krajów panuje chaos i wojna”,  dając do zrozumienia jak niemądrzy są  jego bracia – Słowianie. A Meseznikow ze Słowacji dziwił się:  „Mamy realnie funkcjonującą  gospodarkę, niska inflacje, malejące bezrobocie, jesteśmy w Unii i w NATO … a jednak w naszym parlamencie widać  faszystów!” Dalej  wyjaśnienie, skąd ci faszyści znaleźli się w parlamencie, lecz ani słowa o  rebelii mieszkańców Europy i Ameryki przeciw dyktaturze lewicowych elit, ich alienacji  społecznej i  trzymaniu się jak pijany płotu anachronicznego i skompromitowanego  przez ostatnie lata neo-marksizmu.  A na koniec „reportażu” niezawodny  Rafał  Pankowski, który znowu poszczuł „niebezpiecznym polskim neo-faszyzmem”. I  taki przekaz 10 listopada,  na dzień przed  Marszem Niepodległości, poszedł w świat.

Jeszcze 10  listopada znalazł się w wydaniu online brytyjskiego Independenta,w irlandzkim  Independencie, który zmienił tytuł na „Polski prawicowy  marsz  przyciąga białych suprematystów z całego świata”, zwiększając tylko grozę  wydarzenia, które się jeszcze nie odbyło.  I, ciekawe,  tekst  z Associated Press wrzucono na stronę o godz. 11.11  czasu brytyjskiego, a więc  AP  musiała opublikować tekst – matkę o 10  rano, półtorej doby przed Marszem Niepodległości!  Political fiction Vanessy Gery przedrukował na swej stronie internetowej Boston Herald Radio, jak również Baltic Review, podobno “The Independent Newspaper From the Baltics  For the World”. Na ile ta  gazeta jest niezależna, niechaj  świadczy tytuł tego tekstu „Nienawiść znalazła dom: marsz polskich prawicowych ekstremistów rozchodzi się w świat”.  Materiał z Associated Press znalazł  się także w wydaniu internetowym konserwatywnego brytyjskiego tabloidu  The Daily Mail. Polacy wciąż się dziwią, jak to się stało, że  tekst Gery ukazał się w gazecie konserwatywnej,  no a przecież Polacy, to także konserwatyści, więc powinniśmy trzymać się razem. Ale brytyjscy konserwatyści głosowali w czerwcowym referendum za Brexitem, sam Daily Mail  nie omija okazji, żeby  skompromitować  imigrantów – czy to będzie polski kloszard, który ukradł  jabłko ze straganu czy muzułmański  kleryk – fundamentalista, nawołujący do przemocy. Jego czytelnikami są wyborcy, którzy nie chcą  w Wielkiej Brytaniiimigrantów, poza kwotę niezbędną do  sprawnego funkcjonowania gospodarki, a wbrew  zapewnieniom rządu Theresy May, że obniży tę cyfrę do 50—70- tysięcy rocznie, w 2017 roku znowu przybyło 230 tysięcy netto. I tak  szyty grubymi nićmi tekst Vanessy Gery, rozniósł się po całym świecie, od  South China Morning Post do Boston Herald Radio.

    A teraz pytanie, czym jest  Associated Press?  To amerykańska agencja informacyjna, która w  swoich 240 biurach, rozrzuconych po całym świecie od  Chin do Alaski,  zatrudnia ponad 3200 pracowników, którzy dostarczają informacji  1700 gazetom i 6000 stacjom radiowym i telewizyjnych w USA plus ok. 8500 odbiorców poza Stanami Zjednoczonymi. A więc jest to gigant  medialny, którego opiniotwórczości nie sposób przecenić, i lepiej mieć go po swojej stronie. Ale nie mamy – Associated Press najwyraźniej ma serce po lewej stronie, należy do tej „czerwonej pajęczyny”, która spowiła nasz glob, i  z uwagi na zasięg i możliwości, stoi w pierwszym szeregu  batalii o „nowy, wspaniały”, lewicowo-liberalny świat. A że we wrzawie wojennej  łatwo stracić rozum, AP wcale nierzadko miewa procesy o nierzetelność dziennikarską czy wręcz fabrykowanie newsów.  W sierpniu 2005 roku fotograf Ken Knight pozwał AP do sądu, twierdząc, że  użyła zdjęć  celebrytki  Britney Spears bez zezwolenia.  Doszło do ugody sądowej, co było przyznaniem się do winy.   W tym samym 2005 roku inny fotograf John Mc Clatchey pozwał agencję do sądu za to samo przewinienie, i znowu doszło do ugody miedzy stronami. Podobna historia wydarzyła się Patricii Ann Lopez, której  szkice sądowe zostały użyte przez AP bez   licencji, nawet bez podania nazwiska  autorki.   I tym razem agencja przegrała proces. Takich spraw sądowych o  używanie cudzej pracy bez  opłacenia licencji, AP miała  sporo.  Dalej, w czerwcu 2008 roku sama AP zagroziła procesem kilku znanym blogom. Twierdziła, że naruszają  jej prawa autorskie przez przesyłanie linków do artykułów agencji, używając jej tytułów i krótkich omówień. Jednak  eksperci stwierdzili, że po pierwsze, jest to  powszechna praktyka, a po drugie AP robi dokładnie to samo – w druga stronę. w listopadzie 2010 roku agencja została podana do sądu przez iCopyright za złamanie kontraktu i nieuczciwą konkurencję. Po prostu, konkurując z iCopyright, podawała kłamliwe dane.  A już światowym skandalem była sprawa Christophera Newtona, reportera AP, który w 2002 roku został  wyrzucony  z pracy za fabrykowanie źródeł informacji – wymyślił przynajmniej 40 osób i organizacji.  Jako pracownik działu prawnego, pisywał o akcjach, zmierzających do wzmocnienia federalnego prawa, a  w jego  artykułach pojawiały się takie fikcyjne agencje  jak Institute for Crime and Punishment in Chicago i People for Civil Rights.

Mając tak  zachlapaną opinię, Associated Press powinna uważać.  Zastanawiam się czy nie byłoby sensowne przekazać  sprawę  do sądu o fabrykowanie newsów, w imieniu państwa polskiego czy organizatorów, Stowarzyszenia Marsz Niepodległości? Powołując się na  deklarację zasad etycznych Associated Press Managing Editors: ”Dąż do prawdy i donoś o niej. Działaj niezależnie i bądź odpowiedzialny za to, co zrobiłeś”. I dołączając listę strat, jakie z powodu tego fake newsa spotkały Polskę. Bo są to krzywdy realne:  zmanipulowany obraz Marszu Niepodległości mógł wpłynąć na decyzję o mieście – gospodarzu kolejnego EXPO,  dwa dni po marszu odbyła się w Parlamencie Europejskim kolejna debata na temat naszego kraju, po której bliżej było do decyzji o uruchomieniu art. 7. No i Niemcom czy Francuzom łatwiej dokładać  nam za nieistniejące grzechy oraz ukrywać własne problemy, stan wyjątkowy we Francji, skandal z formowaniem nowego rządu w Niemczech, hasła prawdziwej ultra-prawicy jak Front Narodowy czy  Alternatywa dla Niemiec, i problemy z rzeczywistymi neo-faszystami. Może warto złożyć pozew na  brak rzetelności dziennikarskiej Associated Press?  Bo  nawet jeśli przegramy, zrobi się dookoła AP jeszcze jedno zamieszanie, i kolejny raz zostanie podważona wiarygodność tej agencji jako źródła informacji.

Elżbieta Królikowska-Avis

2 stycznia 2018

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl