- Nikt nie siedzi w głowie drugiego człowieka. Nie wiem więc, jakie są pobudki jego działania – odpowiedział prof. Jan Żaryn, senator PiS, kiedy zapytałem go, co sądzi o zapowiedzi Andrzeja Waltza, że jest gotowy podporządkować się decyzji Komisji Weryfikacyjnej ds. dzikiej reprywatyzacji w Warszawie i zwrócić do Skarbu Państwa 5 milionów zł. jako nie należny zysk za sprzedaż kamienicy przy Noakowskiego 16.

- Czy to jest wyraz skruchy pana Waltza, który po zrobieniu rachunku sumienia stwierdził, że nie powinien wzbogacić się, korzystając z dawnej przestępczej działalności szmalcownika, czy może to raczej teatralny gest na pokaz? Jedną ręką przelewa pieniądze, a drugą pisze pozew do sądu, że kara została nałożona niesprawiedliwie i żąda zwrotu całej wpłaconej gotówki z powrotem. A być może nawet z należnymi odsetkami? – zapytałem senatora Żaryna i usłyszałem odpowiedź, którą już państwo znacie.

Nie wydaje mi się jednak, żebyśmy byli tacy bezradni, jeśli idzie o próbę odczytania intencji Andrzeja Waltza. Jego ostatniego kroku nie można widzieć w izolacji od wcześniejszego sposobu traktowania tej bulwersującej sprawy. Od jego dotychczasowej postawy. W tym także tej, jaką demonstracyjne wręcz prezentował podczas przesłuchania przed Komisją. A była to postawa lekceważąca Komisję. Przejawiało się przede wszystkim w pełnej arogancji odpowiedziach i uwagach. Pytany o męża swojej ciotki Romana Kępskiego, który odkupił kamienicę Noakowskiego 16 w 1945 roku od oszusta, Waltz stwierdził, że „nie odpowiadam za to, jakiego męża wybrała sobie moja ciotka”. Z kolei na pytanie, czy uważa, że Kępski jest prawowitym spadkobiercą Noakowskiego 16, Waltz zeznał: „Opieram się na dokumentach, które dostarczył mi Ratusz i urzędnicy prezydenta Kaczyńskiego. Nie znam żadnych innych dokumentów. Nie mam podstaw żeby w nie nie wierzyć”.

Cały czas zachowywał się tak, aby każdy miał jasność o jaki przekaz mu chodziło. A był to sygnał następujący: - Zjawiłem się tutaj, tylko dlatego, żeby zastąpić moją biedną żonę, którą Komisja chce zniszczyć. Nie spodziewajcie się, że wydobędziecie ode mnie zeznania, które by miały postawić nasze małżeństwo w złym świetle.

Przez cały czas pouczał członków Komisji, że to nie do niego należało sprawdzenie wiarygodności dokumentów własnościowych kamienicy przy Noakowskiego 16, lecz odpowiednich instytucji państwa, policji bądź prokuratury. Kpił sobie też w żywe oczy, mówiąc, że nigdy ze swoją żoną Hanną Gronkiewicz-Waltz nie rozmawiali o sprawie niejasności związanych z nieruchomością przy Noakowskiego 16, choć od kilku lat w mediach pojawiały informacje, podważające prawa własności do niej rodziny Waltzów.

Po takim obrazie Andrzeja Waltza, wytrawnego gracza, traktującego wszystkich z góry, u którego cwaniactwo wychodziło oczami i uszami tak intensywnie, że aż trąciło kabotynizmem, trudno mi uwierzyć w jego nagłą przemianę. Przeistoczenie się w człowieka, skłonnego bez szemrania respektować karę nałożoną przez Komisję.

Jego krok traktuję jako kolejną, dość tanią, ale nośną medialnie zagrywkę, która ma małżeństwo Andrzeja i Hanny Gronkiewicz-Waltz uchronić od wkraczania komornika. A jednocześnie doraźnie wyciszyć okoliczności przejęcia kamienicy oraz skandaliczną atmosferę wokół prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, wywołaną głównie jej zachowaniem wobec Komisji, która próbuje wyjaśnić aferę reprywatyzacyjną i choć w części wynagrodzić straty moralne i materialne, jakie ponieśli w jej wyniku poszkodowani mieszkańcy stolicy.

Waltzowie jak nic liczą na to, że sąd unieważni decyzję Komisji, a 5 mln zł za jakiś czas wróci na konto Hanny Gronkiewicz-Waltz i jej męża Andrzeja Waltza.  

  

         



 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl