Gorączka ideowych komentarzy sięgnęła zenitu. Lawinę wywołał reportaż w TVN o grupie młodych ludzi świętujących w lesie urodziny Adolfa Hitlera. To świetny przyczynek do jasnego zadeklarowania  swojej wizji wolności słowa. Sięgania po chwyty poniżej pasa, by umotywować swój punkt widzenia. Obiektywizmu, postrzegania spraw publicznych, wreszcie pojęcia misji zawodu.

Wiosną ubiegłego roku trójka reporterów  „Superwizjera” postanowiła zrealizować reportaż uczestniczący. Forma dziennikarska wielokrotnie stosowana. Przeniknęli do środowiska polskich neonazistów, głównie związanych ze stowarzyszeniem Duma i Nowoczesność i fundacją Orle Gniazdo. Na ich czele stał Jacek Lanuszny, asystent posła Roberta Winnickiego, prezesa Ruchu Narodowego. Ukrytą kamerą dziennikarze sfilmowali sceny, jak polscy neonaziści świętowali urodziny Adolfa Hitlera. Czcili swastyki, krzyczeli  „sieg heil” i wznosili ręce w hitlerowskim geście pozdrowienia.

Brawo dla autorów reportażu. Każda metoda jest dobra, by pokazać zło, karalne praktyki w wykonaniu choćby i grupki ludzi. To zjawisko niebezpieczne, zwłaszcza dla młodych ludzi, poszukujących swojego rówieśniczego środowiska, z którym mogą się utożsamiać.

Taki materiał w każdym rozwiniętym kraju wywołuje błyskawiczne reakcje władz. I tak się stało u nas. Najważniejsi politycy w kraju jednoznacznie potępili nacjonalistyczne zachowania bohaterów reportażu. Zero tolerancji dla faszyzmu i innych totalitaryzmów. Po mocnych słowach, uruchomili odpowiednie służby porządkowe i machina formalno-prawna potoczyła się swoim trybem. Ministrowie i premier podziękowali nawet stacji TVN za ujawnienie karygodnego procederu. I zapowiedzieli przygotowanie nowoczesnego programu ratowania umysłów i sumień młodego pokolenia przed złem ekstremizmu. Tyle chłodne fakty, bez otoczki ideologicznej, wiarygodność i intencje nadawcy materiału, kalendarza i następnych działań mediów sprzyjających ugrupowaniom opozycyjnym w toczącym się sporze z ekipą rządzącą od dwóch lat.

Najpierw kalendarz. Dlaczego TVN zwlekała z takim newsem kilka miesięcy? Każdy czyn karalny należy zgłosić odpowiednim władzom w możliwie najszybszym terminie. By zło zniweczyć w zarodku. Trzymanie w tajemnicy informacji o rozszerzaniu się wpływów i przenikaniu ideologii rasistowskiej czy nacjonalistycznej do młodzieży, jest niezrozumiała. Art. 13 Konstytucji wprost zakazuje publicznego szerzenia ideologii totalistycznych. Niektórzy sądzą, że autorzy reportażu w „Superwizjerze” mieli nadzieję na ciąg dalszy. Pokazanie kolejnych, mocniejszych i liczniejszych parad młodych ludzi w mundurach Gestapo i Wehrmachtu z czasów II wojny światowej. Skoro to się nie udało, trzeba było wyemitować materiał. Miał on przykryć rozsypkę i tak ostatnio liczne wpadki Platformy i Nowoczesnej, przyłączanie się parlamentarzystów ugrupowań opozycyjnych do obozu Zjednoczonej Prawicy.

Swoją wiarygodność stacja TVN bodaj najbardziej dobitnie określiła na przełomie wieków XX i XIX. Trwały wówczas nasilające się protesty przeciwko Federacji Rosyjskiej. Media obiegła wieść o kryminalistycznym postępku jednego z dziennikarzy TVN. Też w ramach reportażu uczestniczącego usiłował wręczyć pieniądze mieszkańcowi Poznania. Namawiał go do przeskoczenia ogrodzenia rosyjskiego konsulatu, Tak wyreżyserowany scenariusz zajść zamierzano następnie sfilmować na dowód istnienia w Polsce zmasowanej akcji  antyrosyjskich protestów. I zaprezentowaniu światu Polski jako kraju krajnych rusofobów. Tak misternie zaplanowany plan wziął w łeb. Reporter wpadł na gorącym uczynku, w chwili wręczania łapówki mieszkańcowi Poznania. Wody w usta nabrało wówczas kierownictwo stacji TVN. Twierdziło, że nie miało nic wspólnego z samowolnymi działaniami dziennikarza. Nikomu podobnego materiału nigdy nie zlecało. Od tego momentu podchodzę do obiektywizmu i wiarygodności TVN z dużą rezerwą.

Potwierdza tę opinię obraźliwa i pełna manipulacji grafika w czwartkowych „Faktach” podczas relacji z wystąpienia w Sejmie ministra spraw wewnętrznych  Joachima Brudzińskiego. Minister mówił na temat organizacji neonazistowskich. Materiał zilustrowano fotomontażem z jego wizerunkiem i swastykami, ujęciami z reportażu „Superwizjera”. Ostro zganione, częściowo słusznie, niedwuznaczne „paski” ukazujące się w TVP Info przez dziennikarzy „Gazety Wyborczej” są jeśli chodzi o kaliber przewinień niczym w porównaniu z taką jaskrawą i brutalną manipulacją w wykonaniu TVN.  Jednak tym razem oburzenia ze strony tych samych dziennikarzy „Gazety” już nie ma. Czyż to nie klasyczny model  dziennikarstwa hołdującego zasadzie, że „źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz?” 

Co najmniej sceptycyzm musi towarzyszyć kolejnym rewelacjom jednego z autorów reportażu Bartolda Kittela. Na łamach różnych pism przypisywał politykom prawicowym korupcję, sprzeniewierzanie się wartościom  demokratycznym, nadużycie władzy, niedopełnienie obowiązków w związku z pełnieniem funkcji publicznych. Najwięcej miejsca poświęcił Markowi Kępskiemu - prominentnemu swego czasu politykowi AWS i szefowi NSZZ „Solidarność” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego.  I byłemu ministrowi obrony Romualdowi Szeremietiewowi. Obaj w niesławie starcili posady, odcięło się od nich środowisko. Stracili szacunek i dobre imię na długie lata. Złamano im kariery zawodowe. Marną satysfakcją raczej od obu był ostateczny werdykt wymiaru sprawiedliwości oczyszczający ich ze wszystkich dętych zarzutów. Stało się to jednak dopiero po wielu latach.

Komentarz puentujący „nazistowskie wzmożenie w Polsce” - jak raczył ocenić obecną sytuacje jeden z rozmówców programu „Fakty po faktach” -   wypowiedziała Justyna Pochanke. Dziennikarka po lekturze wywiadu z prof. Adamem Przeworskim,  politologiem z New York University, doszła do wniosku, że „mamy w Polsce dyktaturę”.  A ten stan sprowadza  się – w dużym uproszczeniu – do odcinania finansowania spółek Skarbu Państwa, przez co medium traci swój zasięg, znaczenie i możliwość publicznego prezentowania swoich racji. Gratuluję logiki i znajomości historii. Ale to już Monteskiusz wiedział, że „kto chce rządzić ludźmi, nie powinien ich gnać przed sobą, lecz sprawić, by podążali za nim”. I żadne zaklinanie rzeczywistości tu nie pomoże.

Marzanna Stychlerz-Kłucińska

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl