„-Życzę panu miłego dnia, do widzenia”-tak odpowiadała kilka razy na konkretne pytania dziennikarza dyrektor Wydziału Geodezji Urzędu Miasta w Pile.

I na następne pytania cały czas to samo. W ten sposób mówiła też  pani rzecznik prasowy. Prezydent miasta reguluje wszystkim. Bez jego akceptacji i zezwolenia żaden urzędnik nie udzieli informacji. Rzecznik jest od ich ukrywania, a nie udzielania. Władza nie może być kontrolowana. W żaden sposób. Do tego już „doszły” niektóre samorządy. Po prostu robią, co chcą. Władza jest od rządzenia, a my prości ludzie od słuchania. A nie dociekania jej kombinacji.

I nawet jeśli później odpowiadają na piśmie, to jest to właściwie dezinformacja. Okrągłe zdania, każde o tej samej długości, jak najmniej treści. Słowem, niczego nie można się dowiedzieć.  Ale o to chodzi naszym „wybrańcom”. Oni załatwiają swoje interesy, interesiki i  wara innym, nic wam do tego?

Czy samorządy się  rozwijają?  Czy są bliżej obywateli?  Czy im pomagają? Czy zwykły obywatel może liczyć na wsparcie samorządowej władzy?  Tej, która  przecież z samego założenia ma być najbliżej jego.

Jedni zakrzykną ochoczo, że tak jest, że wszystko w porządku. Ale czy na pewno i czy do końca? Program „Magazyn  śledczy”Anity Gargas w TVP I pokazujący zwyrodnienia do których doszło w Inowrocławiu i Pile dowodzi, że całe miasto jest w rękach i na usługach Pana Prezydenta-włodarza miasta. Co ciekawe, nieograniczona liczba kadencji powoduje, że doszło do stworzenia „lokalnej grupy władzy”.  Po jednej stronie  jest sam i tak władający prawie „solo” miastem. A z nim urzędnicy, całkowicie i w pełni uzależnieni od tego pierwszego. Oczywiście bez  wyrazu, bez krzty pomyślunku. Po prostu sługusy. „Pierwszemu” w to mi graj, bo wszyscy w tej piramidzie od góry do dołu zależą tylko i wyłącznie od niego. I są na jego skinienie. I mają służyć- i tu uwaga! Oj nie, nie obywatelom. Bo swojemu rozkazodawcy! No dobrze. A kto po drugiej stronie? Dziennikarz miejscowej prasy. Oczywiście, jeśli nie jest na usługach „tego jedynego”, to ma zdecydowanie pod górkę. I to tak dalece, że nawet prawo stosowane, mniej lub więcej naciągane, zawsze jest po stronie wszechwładnej władzy.  Dziennikarz  jest zdecydowanie na straconej pozycji.  A jeśli nawet  wygra batalię z „pierwszym”, to akcje podejmowane przez „jego urzędników” od jednego wyroku do wyroku wyższej instancji i długość procesu powoduje, że w opinii publicznej jest on przegrany.

Cała Polska mogła zobaczyć, co się  dzieje w Inowrocławiu w „Magazynie śledczym” (komediowe budowanie nowej drogi i to w obecności byłego Prezydenta RP  Bronisława Komorowskiego na pokaz, by zaraz po jego wyjeździe wszystko zwinąć).  I po co to wszystko? Czy nie przypomina to Państwu czasów Gomułki, czy Gierka. Na zielono malowano nawet trawę, czy asfalt doprowadzano do połowy ulicy, bo dalej „wódz narodu” już miał nie spojrzeć. Aż trudno w to uwierzyć, że samorząd bawi się w takie rzeczy. Przecież to kompletnie bez sensu. I kogo chcą oszukiwać? Obywateli w których imieniu występują, a którzy przecież mogą ich rozliczyć? Władza, która pokazuje, że jej rządzenie jest „psu na budę”, to prosta droga do jej upadku. Czyżby tego nie rozumieli? W Pile oczywiście handluje się: czytaj „zawłaszcza” nieruchomościami w samym centrum miasta.  Dokładnie tak samo jak w naszym mieście stołecznym Warszawa. Nic dziwnego, że na jednej z pilskich kamienic pojawił się baner : „Hanna Gronkiewicz-Walc w Warszawie, u nas Piotr Głowski”. To sam Prezydent Miasta Piła. Nagle nie wiadomo skąd, jak i przez kogo zawiadomiony zjawia się developer i w samym centrum miasta nabywa kamienicę z lokatorami. A jak się o tym dowiadują lokatorzy? Z zawiadomienia, iż czynsz jest niebotycznie wyższy. A najlepiej jakby się wynieśli i już. To wszystko dotyczy kamienicy. Druga sprawa, to sprzedaż atrakcyjnego  mieszkania, znowu w centrum. Cena dużo poniżej faktycznej wartości. A  nabywcą okazuje się...urzędnik Pana Prezydenta. Te  ulgi i szczególne traktowanie, to właśnie taka współczesna, samorządowa metoda działania.

I tak dalej i tak dalej.  Prawo jest traktowane instrumentalnie.  Jest dobre do tego momentu, gdy służy zachciankom urzędników.  I tylko po to jest prawo. Urzędnik może  stosowac przepisy tak, jak mu się najżywniej podoba. Bo w takich zniewolonych społecznościach prawa po prostu nie ma.  Bo komu miałoby służyć? Obywatelom? Nie żartujmy! Dziennikarz w Pile Krzysztof Kuźmicz za  swoją dociekliwość i działanie w imieniu opinii publicznej doczekał się...procesów sądowych.

-Sędzia traktował mnie jak obywatela drugiej kategorii-mówił reporterowi.

Wynik? Przegrany proces w I instancji.  Dopiero apelacja i  sąd  wyższej instancji doprowadziły do tego, co możemy nazwać sprawiedliwością. Ale po pierwszym wyroku  Pan Prezydent wychwalał się, jak to „zgniótł”  dziennikarza. A po następnym wyroku, korzystnym dla tego ostatniego kompletnie milczał.  Czyli nie przyznał się publicznie, że przegrał.

Komuś by się wydawało, że  to  tylko tak na poziomie miast i powiatów.  A gdzie tam? W gminach jest jeszcze gorzej.  Przykład?

W ramach usług na podstawie ustawy o bezpłatnej pomocy prawnej przyszło do mnie starsze małżeństwo, emerytowani nauczyciele. Rzecz miała miejsce w gminie położonej dość daleko od Olsztyna, stolicy województwa warmińsko-mazurskiego. Skarżyli się, iż prawdopodobnie wójt  chce  sprzedać budynek byłej szkoły, gdzie mieszkają. I prawo to im przysługuje dożywotnio na podstawie ustawy „Karta nauczyciela”. Byli wystraszeni, że zostaną wyrzuceni na bruk, a przynajmniej zasadniczo zmienią się im na gorsze warunki mieszkaniowe.  I  to za przyzwoleniem gminnej władzy.

Czyżby była ona naprawdę tak obojętna? I chciała działać wbrew prawu? Z  oczywistym łamaniem przepisów? Czy chciała zrealizować  swoje własne cele?  A to, że kosztem obywateli-emerytów? A czy to się w ogóle liczy?

Przy nauczycielach-emerytach dzwonię do urzędu gminy. Pytam urzędnika odpowiedzialnego za sprawy gruntów, czy ten budynek jest wystawiony na sprzedaż?

Odpowiedź powala z nóg emerytów?

-Tak oczywiście-słyszę w słuchawce.

-A czy była komisja, której zadaniem były oględziny budynku, jego ocena? –pytam urzędnika.

-Oczywiście, że tak-pada w odpowiedzi.

Wtedy starszy pan, były nauczyciel  przypomina sobie, że owszem był wójt z kilkoma urzędnikami.  Nie powiedzieli po co właściwie przyjechali. Chodzili, oglądali, oceniali. O nic nie pytali. I się zwinęli.

-To musiała „być ta komisja”-stwierdza były nauczyciel. –Ale jakaś tajniacka. By obywatel nie wiedział i nie zdawał sobie z tego sprawy po co to wszystko.

Napisałem pismo do wójta powołując się przede wszystkim na nienaruszalne prawa emerytów do zamieszkiwania dożywotnio w budynku.

Po dwóch tygodniach przyszła odpowiedź. Nie podpisał jej sam pan wójt, a jego zastępczyni. Długo i mętnie powoływała się na rozmaite argumenty! A jakie było ostatnie zdanie?

„Jakie warunki mają być spełnione, byście Państwo wyrazili zgodę na opuszczenie obecnego mieszkania?”.

I jakiej wtedy udzieliliśmy odpowiedzi? A mianowicie, że „dokładnie takie same jakie mamy obecnie i w obecnym budynku”.

Czy obywatel  ma się zgadzać na naruszanie prawa lub obejście, bo przedstawiciel samorządowej władzy tak sobie życzy?

A  dlaczego ten samorząd tak w „białych rękawiczkach” chce  załatwiać swoje interesy, kosztem obywateli?  Nawet tam, na najniższym szczeblu! A może zwyrodnienie gminnej władzy powodowały dotychczasowe przepisy o wielokadencyjności? W końcu kto się chce zgodzić na odpuszczenie ciepłej posadki? I wielu korzyści z nią związanych! Dopiero zmiana prawa może coś tu zaradzić!

 

                                                                       Andrzej Dramiński

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl