Już sam tytuł wypowiedzi (całostronicowej, z postscriptum, że pełna wersja – o zgrozo! - wywiadu w Internecie) ministra zdrowia, profesora Łukasza Szumowskiego „Chcę postawić na dialog” („Rzeczpospolita” 22 stycznia  20127 r.) – zniechęca i do ministra, i do ministerstwa.

A ponieważ tę rozmowę przeprowadza i zapisuje Michał Szułdrzyński, nieprzejednany wróg  i chciałoby się powiedzieć niewybredny w sposobach artykułowania swej niechęci do PiS, zarazem  zastępca reaktora naczelnego, to uprawnione byłoby przypuszczenie, że dziennikarz ten z rozmysłem kompromituje i ministra, i jego urząd.

Szumowski nie ma w sprawach najistotniejszych dla naszego zdrowia nic pocieszającego do powiedzenia. Dialog do słowo. by tak rzec, puste. W życiu publicznym i prywatnym wciąż  przecież z kimś prowadzimy dialogi. I co z nich wynika? Skutki wymiany zdań mogą, ale nie muszą mieć konkretne znaczenie w konkretnym miejscu i czasie. Tymczasem po przeczytaniu wywiadu z ministrem chciałoby się powtórzyć za Wieszczem z jego arcydramatu „słowa, słowa, słowa”. Na dodatek tu przypominające dawne tzw. wytyczne niesławnej pamięci konwentykli z najwyższego aparatu PZPR; pisano w nich to samo, co po wielekroć mówi dzisiejszy profesor-minister, że: „trzeba, powinno się, reagować, zamierzamy, planujemy, pogłębiać, racjonalizować, zmienić, uprościć, rozmawiać” etc. etc. Kiedy przed laty z konieczności przeglądałem owe „wytyczne” krzyczało we mnie pytanie: no dobrze, ale jak? Jak, kiedy „trzeba, powinno, uprościć, planować…”? Odpowiedzią był praktyka życia w PRL.

Ale eksplikacje profesora-ministra  mają  dodatkowy akcent,  „wytyczne” go  nie miały - wiarę i przekonanie. To naturalne, wszak autorzy-towarzysze tamtych „dezyderatów” w ogóle w nic nie wierzyli ani nie żywili żadnego przekonania, bo wszystkiego byli pewni i zapewne dumni ze swych sformułowań i zapewnień, których „konkretność” musiał  przyjąć cały naród.  Tymczasem dzisiejszy dygnitarz rządowy, odpowiedzialny za zdrowie prawie 40 mln Polaków zapewnia na łamach najpoważniejszego w kraju dziennika, że wierzy i jest przekonany. Wierzy, że: „jeśli proces uzyskania  specjalizacji będzie prostszy, mniej  obciążony  niepotrzebną biurokracją, przez to młodzi lekarze będą mogli skupić się na pacjencie i nauce”. Jednocześnie jest „przekonany, że przez te dwa lata można dużo zrobić. Ciężko wskazać jedno konkretne rewolucyjne działanie, które doprowadziłoby do uszczelnienia podatków. Myślę, że podobnie jest w systemie opieki zdrowotnej. Na konkretny  sukces  złoży się właśnie wiele elementów. Np. poprawa sprawności administracyjnej czy nowe narzędzie  analityczne.” I minister z rządu Rzeczypospolitej Polskiej, o wykształceniu przecież  przyrodniczo-matematycznym, z  najwyższym tytułem naukowym nie wstydzi się upubliczniać  tak takich sądów, tak sformułowanych ? Dodaje z ministerialną powagą, ,że „poprawa warunków pracy jest możliwa i trzeba ją wdrożyć” Tu zrozumienie czytelnicze trochę się wikła, bo co trzeba wdrożyć: pracę, czy możliwość?

Szumowski konstatuje też że na endoprotezy biodrowe i operację zaćmy czeka się teraz krócej. Nie powiadamia jednak jak długo. Przed tym „teraz” czekało się kilka lat, zatem „krócej” znaczyłoby  o kilka lat mniej? O  wielo tygodniowych i miesięcznych oczekiwaniach na przyjęcie przez specjalistę lub badania specjalistyczne - ąni słowa. Za to chwali się minister, że  ma pomysł na rozwiązanie sporu z rezydentami, jednakże  nie wyjawia tego konceptu. Dlaczego?

 Zajmowanie opinii publicznej konfliktem tzw. rezydentów z rządem ma- zdaje się – odwrócić uwagę ogółu społeczeństwa od trudności, nieraz śmiertelnych, z dostępem do odpowiednich lekarzy i terapii. Inaczej nie da się logicznie wytłumaczyć powszechności, nachalności i natarczywości publicznego informowania o konflikcie młodych medyków z rządem; ostatecznie, co on obchodzi  chorego Polaka oczekującego od wielu miesięcy, a może lat, na rozpoczęcie leczenia.

Tymczasem minister przyznaje się do niechęci rewolucyjnego zmieniania systemu ochrony zdrowia, ale jest pewien, że ewolucyjne działania  wkrótce (sic!) uzdrowią chore lecznictwo polskie.

I tu tkwi sedno tragedii. Źródło biurokracji, którą minister oczywiście potępia, a więc w efekcie gigantycznych kolejek do lekarzy, olbrzymich kosztów leczenia i niskich przez to pensji lekarskich jest niemal wyłącznie Narodowy Fundusz Zdrowia. Instytucję tę powołał rząd postkomunistyczny zaraz po odebraniu władzy Akcji Wyborczej „Solidarność”. AWS próbowała w pewnej mierze i niestety nieudolnie, reaktywować przedwojenne kasy chorych, których podstawą było zdecentralizowanie funduszy. Komuniści ze swymi  spadkobiercami wiedzą doskonale, że przeszkodą dla  nich w rządzeniu społecznościami jest kapitał poza ich zasięgiem, uniemożliwia im bowiem kontrolę grup społecznych i manipulację nimi, toteż w myśl starej zasady, sprawdzonej przez nich wielokrotnie: „dziel i rządź”, stworzyli monstrum biurokratyczne pod nazwą Narodowy Fundusz Zdrowia.  I bielmo spadło na oczy partii opozycyjnej, dzisiaj i rządowej, jej politycy nie dostrzegają szkód wyrządzanych przez tę instytucję, dlatego nowy minister nie przewiduje zmian rewolucyjnych, a dąży jedynie do ewolucyjnej modernizacji systemu zdrowotnego. To znaczy, że konieczność likwidacji NFZ, o jakiej nieśmiało napomykał Jarosław Kaczyński, gdy był w opozycji, a którą  otwarcie wyartykułował Konstanty Radziwiłł w TVP1 w styczniu 2017 r. i obiecał całej Polsce, że po roku 2018 r. nie będzie już NFZ - została wyrzucona na śmietnik.  Nie umiem tych zaniechań zrozumieć. 

 Od powstania NFZ ministrowie (nie)zdrowia tańczą w rytm wygrywany przez Chochoła wokół Narodowego Funduszu Zdrowa - raz dokoła, raz dokoła, tu jest miejsce dla Chochoła. Ale Polacy zmęczeni nieudolną ochroną swego zdrowia nie chcą być figurami tanecznymi tańca - najpierw nieuczciwości i cynizmu ,a teraz głupoty.

Czego jednak mają dokonać, ażeby NFZ, wywołujący chroniczną chorobę lecznictwa,  został wreszcie definitywnie unicestwiony? Podobno wirusy są nie do zwalczenia środkami farmakologicznymi, tak samo jak głupota i brak determinacji do zmian rewolucyjnych. To mamy tak podrygiwać w chocholim tańcu z naszymi ministrami do końca naszych dni? Może prezes Jarosław Kaczyński coś wymyśli, przecież z jego woli Chochoł wciąż gra i gra w tym resorcie, po obronności najważniejszym.

Jacek Wegner

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl