W stosunkach  polsko – żydowskich  od początku nie było symetrii. Żydzi żądali i egzekwowali, a Polacy dostarczali. I ten  grzech pierworodny  wisi nad naszymi relacjami do dziś.

 Od tygodnia trwa konflikt dyplomatyczny izraelsko - polski, i zatacza coraz szersze kręgi. Z terenu Polski – nietaktowne w stosunku do zmarłych i żyjących ofiar  Auschwitz - przemówienie ambasador  Anna Azari, przeniósł się do Izraela, a następnie do Stanów Zjednoczonych. Najpierw hucpiarski tweet byłego ministra finansów Yaira Lapida, który złapany na kłamstwie, upiera się że „były polskie obozy śmierci” i „żadna ustawa tego nie zmieni”. Potem wypowiedź premiera Netanjahu, że  „ustawa zniekształca fakty i próbuje pisać historię na nowo”, a następnie histeryczna reakcja polityków Knesetu, którzy najpierw wezwali polski rząd do odstąpienia od procedowania ustawy. A potem zaoferowali pomoc prawną wszystkim, w tym zapewne także  Janowi  Grossowi, który robi na Zachodzie karierę rewelacjami jak to dla Die Welt,  że „więcej Żydów zginęło z rąk Polaków, niż Niemców”.  Izraelskie media, a zwłaszcza - jak nazwał dziennik Haaretz Eli Barbur, „lewacka szmata”, związana z kapitałem niemieckim - szaleją. A pewna dziennikarka Jerusalem Post   wprost zakomunikowała, że „nikt nie zabroni jej pisać o polskich obozach śmierci jak chce”.  Moje pytanie brzmi, jak to się ma do międzynarodowego w końcu Journalists’ Code of  Conduct? Następnie  grupa amerykańskich kongresmenów z grupy zadaniowej  ds. zwalczania antysemityzmu, napisała list do prezydenta Andrzeja Dudy z żądaniem zawetowania ustawy. A Departament Stanu USA zaapelował do Polski o ponowne jej przeanalizowanie, i opatrzył to  uwagą „nie komentujemy procesu legislacyjnego, ale  pilnie śledzimy  losy ustawy o IPN”.  Konflikt zatacza coraz szersze kręgi, lecz o ile polscy politycy i media z całych sił łagodzą sytuację, w Izraelu nikt nie zadaje sobie trudu, żeby działać  w podobnie koncyliacyjny sposób. Właśnie.

   Wciąż zastanawiamy się, co się stało, skąd ta nagła, gwałtowna reakcja Anny Azari, premiera Netanjahu, Knesetu i dużej części  izraelskich mediów? Padają różne odpowiedzi: ważny trop wiedzie do  Stanów Zjednoczonych. W grudniu ub. roku amerykański Senat przegłosował  ustawę  447,  która mówi o restytucji   majątku pożydowskiego  w taki sposób, aby  w braku naturalnych spadkobierców, oddawać  go  organizacjom żydowskim,  przypadek bez precedensu w  historii  światowego prawodawstwa.  Argument  drugi: nacisk  na  polskie władze, aby spowodować wyjęcie z  parlamentarnej zamrażarki  dużej ustawy reprywatyzacyjnej i systemowe załatwienie sprawy.  Nieruchomości, działki, etc. warte miliardy złotych. Po trzecie, za rok w Izraelu wybory parlamentarne. Lider opozycji Yair Lapid, który zaatakował  Polaków, musiał zostać  przez Netanjahu przebity.  Trzy przyczyny, wszystkie prawdopodobne,  strona żydowska dementuje pogłoski, które tym samym nabierają jeszcze większej wiarygodności.

   Bo przecież Izrael sam uprawia swoją politykę historyczną twardo i konsekwentnie,  wetując nasze prawo do polskiej.  I żąda  wycofania paragrafu o penalizacji, z którego, wcale nierzadko korzysta.  Więcej, w ustawodawstwie Austrii, Francji, Belgii także istnieją paragrafy,  penalizujące  „kłamstwa oświęcimskie”, „Holocaust Denial”.  I sądy tych krajów korzystają z  tych paragrafów, patrz: 3 lata więzienia dla Davida Irvinga. Więc  odbieranie tego prawa Polsce, jest przejawem niesprawiedliwości i hipokryzji. Zwłaszcza, że jedynie w ub. roku zanotowano 258 przypadków użycia  formuły „polskie obozy śmierci” –  sama wielokrotnie je dementowałam.  Najwięcej  pomówień  - surprise, surprise! - znajdujemy  w Stanach Zjednoczonych, gdzie mieszka  duża,  świetnie zorganizowana  wspólnota żydowska - w Niemczech i w Izraelu.  Z Izraela często docierają wieści o oskarżaniu Polaków o „systemowy antysemityzm”, o współsprawstwo w Holokauście oraz „polskie obozy koncentracyjne”.  Ciekawe, prawda? Aktualnie w Niemczech  obserwuje się rosnącą falę antysemityzmu – z powodu ekscesów antysemickich kanclerz Angela Merkel  zdecydowała się na powołanie specjalnego pełnomocnika, Francję opuszcza rocznie ok. 5 tys. Żydów, dziś także z powodu militanckich islamistów.  I jakoś nikt  nie  trąbi  po świecie, że są to kraje antysemickie. A do Polski przyjeżdża ich z Izraela coraz więcej, młodzieży, polityków, biznesmenów. I to są  fakty, a nie propaganda.

A więc garść faktów:  Polska  stała się  pierwsza ofiarą hitlerowskich Niemiec i zginęło 6 milionów Polaków, w tym 3 miliony etnicznych, a 3 miliony pochodzenia żydowskiego. Najbardziej zniszczony, zrabowany, poszkodowany kraj w Europie! Dalej, wiele europejskich krajów  podczas wojny  faktycznie kolaborowało  z Niemcami,  Francja i rząd Vichy, Norwegia Quislinga,  Węgry, Słowacja, Chorwacja  – ale nie było pośród nich Polski!  Tajemnice kolaboracji  były tak długo i pilnie strzeżone, że we francuskim kinie dopiero  w latach 70. powstał pierwszy  film o kompromitującej historii okupacji,  i zaczęło się mówić o  tym, jak to 13 tys. Żydów, spędzono na  paryskim stadionie i wysłano do obozów śmierci.  A o ilu tragicznych zdarzeniach, które miały miejsce w Europie w tamtych złych latach, jeszcze nie wiemy? A Polska nie tylko nie kolaborowała,  ale zorganizowała ruch oporu. Jedyny kraj z  podziemnym państwem, rządem, sądami, edukacją,  Home Army,  podziemną armią. Społeczeństwo polskie, w ogromnej wierze katolickie, ratowało Żydów – więc  Niemcy, aby  zastraszyć  Polaków,  wprowadzili karę śmierci.  Więcej, podziemne państwo polskie chroniło nieszczęśników, i za wydawanie ich  szmalcownikowi groziła kara śmierci. Podobno sądu dokonano na kilku tysiącach  zdrajców. Mało tego,  w Polsce istniała systemowa pomoc dla Żydów - przecież Żegota, to inicjatywa państwa.  To w Polsce Irena Sendlerowa uratowała ok. 3 tys. Żydów,  małżeństwo  Żabińskich  ok. 150 osób, mieszkały rodziny Ulmów i Kowalskich,  których za  gest miłosierdzia spotkała  hekatomba,  a jak mówi dokument  „Historia Kowalskich”,  „w wiosce, gdzie mieszkali Kowalscy, domów,  gdzie  przechowywano Żydów, było jeszcze osiem”.  A inne wsie?  A odbicie 40 Żydów z posterunku w Wiśniczu, z  więzienia  na  „Gęsiówce” 348 więźniów, w tym wielu Żydów.  A Jan Karski, a Witold Pilecki ? A  liczba Sprawiedliwych wśród Narodów Świata?  Są fakty i są opinie, i nie mylmy tych dwóch porządków.

    Po tym ostatnim dyplomatycznym trzęsieniu ziemi, widać jak na dłoni jak bardzo w stosunkach Polsko-izraelskich brak partnerstwa i symetrii.  Tu przypomnę pewien incydent z przeszłości. Kiedy pracowałam jako korespondentka w Londynie, pewien wesołek z BBC  Steven Fry,  w jakimś programie rzucił  coś   o „polskich obozach koncentracyjnych”. Więc wysłałam  do  rzecznika rządu Davida Camerona protest, który zaczynał się tak: „Wiek XIII – Anglia ekspulsowała Żydów i większość z nich znalazła się w Polsce. Wiek XIV – Francja wyrzuca swoich Żydów, a większość z nich znalazła się w Polsce. Wiek XV – Żydów pozbywa się Hiszpania,  i oni także w wielkiej liczbie znaleźli się w Polsce. A w wieku XIX – litwacy, uciekający przed pogromami w Rosji. A wtedy już Żydzi nazywali Polskę – Polin, co po hebrajsku znaczy „miejsce, gdzie możesz odpocząć”. Potem była II wojna i  śmierć wielu Polaków,  ratujących  „starszych braci” od  Holocaustu,  a od 30 lat kolejne polskie rządy prowadzą politykę proizraelską, z premier Beatą Szydło i  Mateuszem Morawieckim na czele. Krytyka antyizraelskich rezolucji ONZ,  rutynowe opowiadanie się za Izraelem  na forach Unii Europejskiej, jako lewicowo-liberalnej nawykowo wspierają Palestyńczyków, wspieranie polskich władz w projektach biznesowych, edukacyjnych, kulturalnych. A ostatnio 100 milionów złotych na ratowanie warszawskiego cmentarza żydowskiego, podczas gdy  Powązki  restauruje się ze  składek Polaków. 

Widać jasno, że stosunki polsko – żydowskie od  30 lat obciążone są grzechem pierworodnym – brakiem symetrii. Żydzi żądają, a  Polacy dostarczają.   I ten grzech do dziś nie pozwala nam na zdrowe, partnerskie porozumienie. Symbolem niech będzie sytuacja, kiedy Jan Paweł II jako pierwszy papież w historii  znalazł się w synagodze,  sygnalizując braterstwo religii. Upłynęło 30 lat, czy naczelny rabin Jerozolimy  wykonał podobny symboliczny gest i  odwiedził  którąś ze świątyń katolickich?  Izrael  - mimo, że jest to próba ingerowania w wewnętrzne sprawy  niezawisłego kraju - żąda zmiany  już zaakceptowanej przez polski parlament ustawy o IPN. A czy kiedy przeciągał przez Kneset swoją ustawę o „kłamstwach oświęcimskich”, konsultował  to z Polską? Dalej, zgoda na  sięgnięcie do samych źródeł historii II wojny światowej. Ale jeśli będziemy mówić o stosunkowo małej jak na 38 mln mieszkańców grupie szmalcowników, musimy także wspomnieć o roli policji żydowskiej i Judenratów w Holokauście, o Żydach, denuncjujących własnych ziomków oraz Polaków.  A także o niechlubnej nadreprezentacji Żydów w powojennym komunistycznym aparacie ucisku, w wyniku którego zginęło wielu polskich patriotów, w tym cała formacja Żołnierzy Wyklętych. Należy mówić o 3 tys. Żydów, uratowanych przez  Irenę Sendlerową,  o tysiącach rodzin jak Kowalscy czy Ulmowie,  o małżeństwie Żabińskich,  o  Henryku Sławiku, 5 tys. Żydów, znacznie więcej niż Schindler. O  pięknej karcie wojennej duchowieństwa katolickiego,  kiedy w parafiach i klasztorach uratowano setki żydowskich dzieci.   O tym, że jedynie tu, nad Wisłą polityka państwa  chroniła Żydów, wykonując kary śmierci na  zdrajcach i szmalcownikach.   Że to  z inicjatywy państwa podziemnego  powstał rządowy program systemowej pomocy Żydom, Żegota, który  uratował ok. 120 tys. istnień ludzkich.  I że  kurier Jan Karski, był emisariuszem polskiego rządu,  jego wyprawa  do Waszyngtonu miała na celu poinformowanie  prezydenta Roosevelta oraz tamtejszą wspólnotę żydowską o  anihilacji europejskich współbraci. Nie zrobili nic.  A  nadludzkie poświęcenie rotmistrza Witolda Pileckiego? Bez tej całej prawdy – z obu stron – żaden strategiczny, ani nawet taktyczny sojusz  i współdziałanie nie będą możliwe.

    Co robić? Trwać przy prawdzie oraz ustawie o IPN, którą należy jak najszybciej podpisać.  Rezygnacja z penalizacji – mającej  w istocie rolę głównie prewencyjną – będzie rezygnacją ze statusu Polski jako państwa niezawisłego i suwerennego, ale też furtką do dalszego szkalowania Polski. Nasza sytuacja stanie się wtedy gorsza niż  przed konfliktem. Jeśli mamy stanąć w prawdzie, zróbmy to, lecz obie strony.  Boicie się antysemityzmu, ale my – antypolonizmu, polski rząd już zaapelował do społeczeństwa o rozwagę, ale wy zaapelujcie do swojego  o podobne pomiarkowanie. Jeśli jesteśmy po stronie prawdy,  musimy walczyć z fałszywymi kodami pamięci,  z niemieckimi serialami ZDF, pokazującymi jak to AK-owcy systemowo zabijali Żydów, z  zakłamanymi  książkami jak „Malowany ptak” Kosińskiego  czy  wypowiedziami Jana Grossa, że „Polacy zabili więcej Żydów niż Niemcy”.

   Mamy wspólny cel, prawda o II wojnie światowej, o Holokauście. I  przyszła współpraca narodów, które spędziły razem tysiąc lat. Czy nie jest tak, że to „Polska była europejską ojczyzną  Żydów”? Różne są nasze pamięci, narracje na ten temat, narody mają do tego prawo, i trzeba nauczyć się  z tym żyć.  Jest partnerstwo strategiczne,  jednak nie może być ono bezwarunkowe. I Polska i  Izrael  winny  rozumieć,  że muszą nad tym  partnerstwem  i płynącymi z tego dla obu krajów  korzyściami, pracować.

 Elżbieta Królikowska-Avis

5 lutego 2018

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl