W siedzibie SDP odbyła się debata na temat dekoncentracji mediów. Właściwie była to konferencja, która miała przekonać, że media w Polsce należy zdekoncentrować, cokolwiek miałoby to znaczyć. Już nie używa się słowa „repolonizacja”, którego znaczenie było dość mgliste. Zastąpiono je innym słowem – „dekoncentracja”. Równie nieokreślonym i niedoprecyzowanym. Termin „debata” też stracił swoje pierwotne znaczenie, bo za stołem panelistów siedziały wyłącznie osoby przekonane o tym, że media w Polsce należy zdekoncentrować. Jednak nie zorientowałem się, które dokładnie. Bo z przygotowanego przez naukowców z Torunia opracowania wcale nie wypływała konkluzja, że dekoncentracja jest potrzebna.

Z dotychczasowej dyskusji o konieczności wprowadzenia ustawy dekoncentracyjnej w Polsce płyną dla mnie – na razie – następujące wnioski:

1.Rozmawiamy o dekoncentracji, ale każdy rozumie ten termin na swój sposób. Nie uzgodniono, co on w ogóle dla dyskutujących oznacza. Mam wrażenie, że obracamy się w wieży Babel. Na razie „dekoncentracja” jest pustym semantycznie pojęciem.

2.Nie wskazano dokładnie, czy chodzi o koncentrację kapitału (własności), czy pod względem zasięgu, liczby tytułów w jednym ręku, koncentrację na rynku reklam, koncentrację pod względem udziałów w rynku, koncentrację poziomą, pionową, czy krzyżową, czy wszystkie razem.

3. Nie określono wskaźników koncentracji, metod jej badania, procentów, powyżej których należałoby mówić o koncentracji, itd.

4. Nie wytyczono pól koncentracji i zakresów terytorialnych, tematycznych, technologicznych. Czy odnosić się powinna do przekaźników treści czy również do nośników. Czy powinna np. objąć tylko tradycyjne media, czy również Internet, czy także operatorów telefonii komórkowej, itp.

5. Nie ustalono z jakiego powodu obecna koncentracja mediów (a zakładam, że faktycznie w pewnych segmentach istnieje zdecydowana przewaga nawet jednego tylko „gracza” medialnego) miałaby być zła. Jaki jest wpływ koncentracji mediów na odbiorców? Czy zagraża ona pluralizmowi, wolności słowa, niezależności politycznej czy ekonomicznej dziennikarzy? I nie zadowala mnie odpowiedź, że zagraża. Potrzebne są dowody.Naukowe, a nie publicystyczne - sformułowane przez subiektywne sumienia dziennikarzy, bo im się tak wydaje. I ważne, co zyskamy w wyniku owej dekoncentracji? A może więcej stracimy? Trzeba naprawdę dokonać solidnego rachunku zysków i strat, by nie powtarzać ideowych frazesów.

6. Cała dotychczasowa dyskusja wydaje się sprowadzać do rozpoznawania podskórnych intencji i do prezentacji własnych idei twórców koncepcji dekoncentracji, których dokładnej treści wciąż nie znamy. I dopóki nie poznamy (ujętych np. w formę spójnej propozycji czy ustawy), to dyskusja na ten temat ma niewielki sens.

7. Jeśli ktokolwiek chce dekoncentrować media w Polsce (mniejsza w tym miejscu o to, jak to zrobić, bo z tym związane jest morze problemów), to powinien najpierw pokazać, że dekoncentracja jest naprawdę potrzebna, a nie głosić wciąż nieudowodnione tezy o zagrożonej polskiej racji stanu, podsycać strachy o zagrożonym (ewentualnym - kiedy, w jakich okolicznościach?) bezpieczeństwie informacyjnym kraju (czy na wypadek wojny? Jeśli tak, to z kim?).

8. Plany dekoncentracji, o których się mówi, odnoszą się przede wszystkim do tradycyjnych mediów. Ale one, a w szczególności prasa, wciąż będą traciły na znaczeniu. Będą zdominowane przez media internetowe i takie, które wkrótce się pojawią, a nad którymi żadna władza polityczna nie będzie miała kontroli, bo są, ewentualnie będą, globalnie dystrybuowane, i nikt tego procesu nie będzie w stanie powstrzymać. Wyobrażenie, że dziś można jeszcze kontrolować rynek mediów może odnosić się wyłącznie do wąskiego segmentu starych mediów, ale już nie do nowych mediów. Rozprzestrzenianie się nowoczesnych technologii mogą zatrzymać jeszcze tylko władze w państwach autorytarnych czy totalitarnych, ale już nie w demokratycznych, kierujących się zapisaną w konstytucjach zasadą wolności słowa i swobodą rozpowszechniania idei. Przekonanie, że wszystkie media można poddać totalnej kontroli państwa należy do kategorii myślenia archaicznego, do epoki ideologicznych dinozaurów.

Szkoda, moim zdaniem, tej pary w gwizdek. Ale mam wrażenie, że w tej całej grze nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, tylko o to, żeby go gonić.

Marek Palczewski

16 lutego 2018

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl