-Gdybyśmy przez ponad ćwierć wieku nie uprawiali polityki wstydu z polskości, tylko politykę dumy z polskich dokonań i polskich bohaterów, to dziś bylibyśmy w zupełnie innym miejscu - powiedział niedawno premier Mateusz Morawiecki, na fali dyskusji w Polsce i za granicą w sprawie zmiany ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.

-Ale zmieniamy i zmienimy to na dobre-dodał.


Stwierdził, że dość tego fałszywego rozumienia rzeczywistości. A to robią też środki społecznego komunikowania się.

I język?!  Niby pisze się artykuły na ten sam temat, ale ich wymowa, czyli jak było naprawdę  jest  zupełnie inna. Tak, duże  znaczenie ma język i  to jak go używamy i jakiego używamy. I sami padliśmy ofiarą własnych działań. I własnego postrzegania faktów.  A  zagranica to w sposób bezlitosny wykorzystała.

Dlaczego przez lata pisaliśmy o „hitlerowcach” do określenia, kto mordował w obozach  koncentracyjnych? To pomijanie  prawdziwego określenia „Niemcy” z  czasem  zostało chętnie podchwycone przez naszych zachodnich sąsiadów. I w tak przyjętym  sposobie  odnoszenia się do lat niemieckiej okupacji (na szczęście, i  jakby przypadkiem, zawsze  stosowano to jednoznaczne określenie „niemiecka” okupacja, a nie np. hitlerowska) owi hitlerowcy jawiła się jako inna, wyodrębniona grupa.  To  oni  byli ci źli, a Niemcy?  No właśnie? Po prostu wybieleni. Na nich nie wolno zrzucać win! W  Niemczech  jest wiele stacji radiowych i telewizyjnych, publicznych i prywatnych! W  wielu  są  działy  zajmujące się historią. Jaką  historią i jak ją  przedstawiając? Po filmach produkowanych przez  stacje telewizyjne i języku jaki jest w ich filmach można postawić  śmiałą  tezę, że  chodziło o 1.zrzucanie winy z Niemców (nie, nie z hitlerowców), 2.przerzucanie tej winy na inne narody, w  tym najczęściej na Polaków.

„Nasze matki, nasi ojcowie” (oryg. niem. Unsere Mütter, unsere Väter, ang. Generation War) -niemiecki trzyczęściowy miniserial wojenny wyprodukowany w 2013 przez telewizję publiczną ZDF (Zweites Deutches Fernsehen). Po raz pierwszy został wyświetlony w Austrii i Niemczech w marcu 2013 roku, zgromadził 7 milionową widownię. Nie poproszono Polaków, czy choćby polskich naukowców o konsultację! Po co?  Jak się  chce  przekonać widzów, jakimi antysemitami byli Polacy i  jak wrogo nastawiona do nich Armia Krajowa, to tak się właśnie robi.  Jeśli milczeliśmy, nawet  latami (film z  2013 r.) to przyklejanie nam niekorzystnych łatek może nawet my sami ułatwialiśmy.

21 marca  2016 r. w  TVP  Historia pokazano film, iż  „Sobibór i Treblinka były w Polsce”, a „Auschwitz w południowej Polsce”. Produkcja po części (w 2015 r.) znowu ZDF, drugi program niemieckiej telewizji publicznej i jakaś  spółka „Światowe Media” (World Media).  Już sama nazwa wskazuje jaki zasięg ma ta antypolska propaganda. A  swój udział w tej „światowej” firmie ma także ZDF.

I co jeszcze  ciekawsze?  Filmy te pokazuje polska telewizja, płaci  za  to przecież „ciężkie” pieniądze i...kompletnie nic!  Żadnego komentarza do  tego,  co się pokazuje Polakom? Czy to nie świadczy o fatalnym profesjonaliźmie dziennikarzy i kierownictwa programu, którego obowiązkiem jest dokładnie znać historię?

A co do tych  hitlerowców? By  nie urazić naszych niemieckich braci zza  Odry, z Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD), sami zgodziliśmy się na podanie takiej półprawdy, fałszerstwa?

Niestety,  zbyt wiele  tego  postsowieckiego myślenia, czy wręcz  języka z  okresu komuny przetrwało do dziś i truje nas w wolnej Polsce.

Pamiętam  to jak dziś, jak w sekretariacie Podyplomowego Studium Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego zjawił się red. Tadeusz Samitowski, znany wówczas „czytacz”  Dziennika Telewizyjnego.  Czołowego  wytworu Ludowej Polski. No właśnie „Ludowej”, która „Ludową” nigdy nie była. Tak samo jak „demokracja ludowa”? Czy nie mogła być po prostu „demokracja”. No, jednak nie! Czy chodziło o rozróżnienie i oddzielenie się od tamtej złej, zachodniej, zgniłej?  Zresztą tak naprawdę, to gdy jest „demokracja ludowa”, to  jednocześnie znaczy, że...nie ma demokracji?!  „Wykręcanie” języka, „pakowanie”  przymiotników na niewiele się zda.  I ukrywa prawdę.

A  cóż ów  red.  Samitowski?  Rozochocony pytaniami pań z  sekretariatu, wyrażających uznanie dla  jego „redaktorskiej mości” i cóż to za persona w uniwersyteckich progach, ze  swadą i dokładnie opowiadał, jak to mu szefowie każą komentować  wszystkie fakty z ówczesnej komunistycznej rzeczywistości za pomocą „konkretny”, „konkretna”, „konkretnymi”. I tak gadał chyba z godzinę. Po pierwsze, co to za dziennikarz, który nie ma swobody w  redagowaniu tego, co prezentuje  szanownej publiczności. No, ale nie czepiajmy się!  Była to ludowa  propaganda i już. Po drugie, czytał coś, co było  i dla niego i dla innych niezrozumiałe.  Bo  owe  „konkrety”  można powtarzać i milion razy, gdy się właśnie...owych konkretów nie podaje. Bo po co? Czy nie lepiej ogłupiać „ludowych odbiorców”? Monopartii nie był potrzebny świadomy naród.  I tak wszyscy wiedzieli, że  redaktorzy w Dzienniku  Telewizyjnym „picują”, a  prawdy trzeba szukać w „Wolnej Europie”. Bo tam i język zupełnie inny i podawanie faktów, czyli tych konkretów „leciało” cały czas. A  „ludowi”  przywódcy? (nad ogłupiałym przez nich narodem mogli być  tylko „ludowi”, nakazujący poddanym jakie podawać im „konkrety”, a broń Boże  faktów, czyli prawdy!).  Tajemnicą Polski Ludowej było to, że  dla motłochu był Samitowski, a  dla nich  „Biuletyny Specjalne PAP”, wydawane codziennie z mocnym czerwonym nadrukiem (czy dlatego, że skierowane tylko i wyłącznie do wąskiej, czerwonej elity?).

A  wracając  do współczesności,  rację ma premier  Morawiecki potwierdzając:

-Niestety, nasi poprzednicy kapitulowali, jeśli chodzi o walkę o dobre imię Polski za granicą. Jak widzimy, państwo Izrael prowadzi swoją twardą politykę historyczną, my nie tylko ją zaniedbaliśmy, ale jeszcze przez lata uprawialiśmy pedagogikę wstydu, czyli coś odwrotnego, sami kalaliśmy własne gniazdo, mając najpiękniejszą historię na świecie. Tymczasem niektóre państwa, jak Niemcy, prowadzą, mówiąc delikatnie, kontrowersyjną politykę historyczną. My, po latach zaniedbań musimy prowadzić szeroko zakrojoną akcję informacyjną na całym świecie.

Wspomniałem wyżej o działach historii w niemieckich stacjach, które  mają  przygotować  filmy, programy, dyskusje, felietony  pokazujące „ich  historię”.

Dlaczego my nie  robimy porządnych programów, ale przede wszystkim filmów z porządnym językiem, doskonałą,  dopracowaną fabułą?  I  sprzedawajmy je innym.  Dobrą  robotę każdy kupi.

Bo co z tego-jak chce premier-że mamy „najpiękniejszą historię na świecie”, skoro sami nie potrafimy jej w  sposób  rzetelny i profesjonalny przedstawić? Samym gadaniem, bez konkretnej pracy, niczego nie osiągniemy!


                        Andrzej  Dramiński






 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl