Mimo, że  wybory samorządowe coraz bliżej (tylko 9 miesięcy) było już dość ospale w polityce. I nagle jak meteor „wyskoczył” Paweł Adamowicz.  Obecny Prezydent Gdańska. Można powiedzieć „utrwalony”. Bo  to już  20 lat, czyli 5 kadencji. A  władza, nawet  ta samorządowa, z założenia przede wszystkim dla nas obywateli, dla tych, co na dole dobrze się „utrwala”.  

No bo skoro  byłem i jestem tu już tyle lat, to dobrze i wam kochani wyborcy, a także mnie, to chcę  jeszcze. Ludzie, rozumiecie? Dla waszego dobra mam ochotę na kolejną kadencję?
Może i nic w tym złego by nie było, gdyby nie „ogony”. To ciąganie samolotu i to razem z firmą, która wszystko robiła, tylko nie transparentny biznes, to jeszcze nic.  Ale  ten majątek, mająteczek?  Niby nic, te kilka mieszkań.  Ale żeby mechanicznie  wpisywać, pardon!  Przepisywać  dane z poprzednich deklaracji. Świadomy błąd, czy przeoczenie? A  ile innych spraw  było tak załatwianych „mechanicznie

”? Swoją drogą to znakomite wytłumaczenie. Wiedziałem i chciałem dobrze, a  „wyszło mechanicznie?”  Każdemu może się zdarzyć? Ejże, ejże!  
Czy nasza kochana władzunia samorządowa nie przesadza?  Zapominamy się w  ważnych, a może najważniejszych momentach.  Czy to przystoi?  A  może  kiwamy  obywateli, wyborców? Zawsze  jakoś się wyłga.  Coś się powie, „mechanicznie”, to każdy zrozumie, że źle nie chciałem, tylko jakoś tak wyszło.  Czy faktycznie mam

y puszczać płazem takie wykręty?
I to jeszcze nie koniec.  A  „układ gdański”?  Porozumienie kogoś z kimś, by umiejętnie rozgrywać swoje interesy? I tylko swoje interesy? Społeczeństwo się nie liczy w „takim układzie”! Czy tu znowu nie robią nas w konia? No bo tym „rozgrywaczom” może  oczywiście zależeć by dalej prezydentem był nie kto inny, jak ten, który tak „mechanicznie” działa na ich korzyść.
Mimo wszystko z  tymi samorządami  jest coś nie tak? Czy ci utrwalacze-samorządowcy w oficjalnej otoczce robią „swoje” z  tymi, którzy „kręcą swoje lody”?
Ograniczenie kadencji  maksymalnie do dwóch jawi się tu jako bardzo dobry pomysł. I nie chodzi o to z której partii to wyszło.  Bardziej istotne jest to, że to pozwoli na „oczyszczenie” środowiska?  I władza obywatelska  zajmie się wreszcie  obywatelami, a  nie swoimi  „mechanicznie” prowadzonymi sprawami, sprawkami.
Nie problem w tym, że Paweł Adamowicz ogłosił swoją decyzję o kandydowaniu na urząd prezydenta Gdańska 18 lutego.  Kandydować każdy może?  A zgoda partii? Przecież wywodzi się z (p)oważnej opozycji.  Jak przyznał w  radiu  szef  klubu  tej partii, wszystko zależy od jednego-(g)eneralnego (s)tratega.  To  on dowodzi.  Sami mówili nie tak dawno o  dyktaturze partii rządzącej. A  tu patrzcie! U nich  to samo? Każdy, kto ma się pokazać w  telewizji, czy  mówić  w radio musi (podkreślam: m-u-s-i)  mieć  zgodę  szefa, szefunia.

A  tu  prezydent, który już przecież „nachapał się” władzy stwierdza, że-jeszcze mu mało-i jeszcze będzie startował.  Czy to szef  może  spokojnie  wytrzymać! Władza w partii to jest coś. Z niej i jej atrybutów się nie rezygnuje.  Chyba, że „napełniony władza prezydencką” ma to w...nosie.

I  tak swoje będzie robił. Bo powiedział, że liczy na poparcie pomorskich polityków tego ugrupowania. A  teraz tu ten najważniejszy „numer”. Bo powiedział też, że gdyby takiego poparcia nie otrzymał, to nie wyklucza, że (! o partyjna zgrozo!), że stworzy swój komitet i wystartuje jako kandydat niezależny. Niezależny?  To partia go wyniosła, dzięki niej i jej  wsparciu zrobił karierę. A  teraz „niezależny”?  Czy „utrwalaczom” nie poprzewracało się w głowach?

Szef gdańskiej (p)oważnej (o)pozycji pytany, czy jego partia postawi na Adamowicza:

-Formacja zachowa się w sposób odpowiedzialny w przeciwieństwie do osób, które prowokują konflikt.

A  kto go  wywołuje?  No oczywiście! Ten, który-niegdyś wspierany przez tę partię-teraz pokazuje jej figę i mówi wprost nawet jej dygnitarzom:

-Panowie ja teraz sam, czy wam się to podoba, czy nie.
I włodarz Gdańska jeszcze podkreślił:

-Apelowałem o stworzenie silnej drużyny, która może ocalić Gdańsk przed "dobrą zmianą". Takiej drużyny nie ma i nic nie wskazuje, by ona powstała. Musiałem podjąć ważną decyzję
I znów gdańska struktura (p)oważnej (o)pozycji krytykuje decyzję prezydenta Adamowicza:

-Ogłosił swój start, nie oglądając się na żadnego z partnerów.

No  właśnie, a tego nie wolno robić!  Demokratyczna, a nawet „obywatelska” struktura nie dopuszcza bowiem do „wyskoków w bok”. Wszystko ma być uporządkowane. Czyli rządzi „góra”, a „doły” się  bezapelacyjnie i bez protestów słuchają. Koniec. Kropka.
Władze tej partii, zaskoczone niesubordynacją mają dwa wyjścia: albo postawić na Adamowicza (ale po jego samowoli nie jest to możliwe), albo na kogoś z dwójki Pomaska-Wałęsa. Jarosław Wałęsa.  Tatuś też  wypowiedział się w sprawie Adamowicza, mówiąc w swoim stylu „ustąp pan”.  Ale  ile w  tym przekonania, że  tego  wymaga  dobro  ugrupowania  tak silnie wspieranego przez byłego prezydenta.  A  czy nie chodzi  raczej o przygotowanie miejsca dla  synka?  Panie Prezydencie RP, były!  Czy tak się godzi? Czy ta walka polityczna musi być tak bezwzględna, bezpardonowa. I w rodzaju:  tylko moje interesy się liczy.  Indywidualne.  Partyjna społeczność, czy  my  społeczeństwo nie mam żadnych szans.  Może i by to „nie  wyszło”, gdyby nie  właśnie niesubordynacja  Adamowicza. I  to, że inni  wszyscy  gracze, łącznie z Lechem Wałęsą (gdzie ta Pana legenda i szacunek jaki się  jednak, mimo wszystko Panu należy) i jego  synem Jarosławem.  Pan Lech wielokrotnie mówił, po  wyborczym zwycięstwie PiS jesienią  2015 r., że to nie tak, że nie o to walczył? Zaraz, a teraz jak walczy?!
Deklaracja prezydenta P. Adamowicza odbiła się szerokim echem. I to od polityków różnej maści, a każdej strony sceny politycznej. Nie brakowało także opinii, że Paweł Adamowicz, ogłaszając swoją kandydaturę, dał mocnego prztyczka w nos przewodniczącemu (p)oważnej (o)pozycji.  I  należy zauważyć, że nie tylko jemu, bo i sobie.  Wyborcy nie są  aż  tak głupi, jak to zakładają niektórzy politycy.  Swoje wiedzą i  szybko  skorzystają z możliwości wyboru, jaka mimo wszystko, jest w wyborach samorządowych. I nie pomogą zabiegi (g)eneralnego (s)tratega.

Samorząd to nie  Sejm i nie partiokracja. Ileż  razy  łamano  sumienia posłów, i to w partii obywatelskiej,  gdy partyjny klub zakładał dyscyplinę partyjną w głosowaniach?  Nawet w  tak istotnych, a jednocześnie delikatnych sprawach jak aborcja i ramy prawne jej dopuszczalności.  Jednoznacznie łamano  sumienie posłów, ten ich poselski „zlepek” komórek, jak pisałem już na łamach portalu sdp.pl („Sumienie posłów jako zlepek komórek ?” z  06-02-2018).

Trudno zrobić z  kolegów partyjnych  monolit, nie pozwalając im samodzielnie myśleć i decydować, pod  światłym przywództwem przewodniczącego o dyktatorskich zapędach. Przykład Adamowicza dobitnie to pokazuje. Czy  to wróży  porażkę tego ugrupowania w jesiennych wyborach samorządowych?

 

                            Andrzej Dramiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl