Wypadki na linii Polska - Izrael czy też relacje polsko-żydowskie, toczą się lawinowo i na różnych polach aktywności. Wczoraj  najszacowniejsze grono polskich Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata wystosowało  apel do rządów, parlamentów i narodów Polski i Izraela „o powrót na drogę dialogu i pojednania”. Pod listem podpisało się 50 żyjących jeszcze polskich Sprawiedliwych, w tym władze Polskiego Towarzystwa SWNS, organizacji pozarządowej, założonej w 1985 roku właśnie z inicjatywy osób odznaczonych przez Yad Vashem za ratowanie Żydów podczas II wojny światowej.  Premier Mateusz Morawiecki podziękował bohaterom za ten gest.  Nasze władze bardzo się cieszyły, że „teraz,  kiedy Sprawiedliwi zabrali głos i zaprezentowali  swoją narrację, Izraelowi będzie trudno forsować swoją”. Choć wszyscy wiemy, że tak czy inaczej,  będzie. Wiele się mówi na temat autorytetu autorów apelu, a także  o nadziei na uspokojenie nastrojów, „jako że w przestrzeni publicznej krąży coraz więcej złych emocji”. Owszem, krąży. Szkoda tylko, że tak mało mówi się o tym, kto te złe emocje eskaluje, a nie są to Polacy. Przecież tę awanturę rozpoczął  izraelski polityk Yair Lapid, podjęła ambasador Anna Azari, premier Netanjahu,  szybko włączyły się organizacje żydowskie w  Izraelu, Stanach Zjednoczonych i na Markizach, plus ta nieszczęsna organizacja z Bostonu, która dolała wiadro oliwy do tlącego się już ognia.  Żydzi, jak świat długi i szeroki, powtarzają  antypolskie  kłamstwa, serwują fake news za fake newsem, a  Polacy, jak twierdzą z dumą nasi politycy, „stanęli na wysokości zadania”. Owszem, stanęli,  tyle, że nic z tego dobrego dla nas nie wynika.

    Ustawa o IPN została podpisana, a potem, nie wiedzieć czemu, przesłana do Trybunału Konstytucyjnego, choć było wiadomo, że zwłoka może „obudzić upiory”. I obudziła.  Dziś powszechne jest stanowisko,  m.in. marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, że w istocie „ustawa nie będzie praktycznie stosowana”, ministra Sasina, że „prokuratura będzie stosowała ją bardzo wstrzemięźliwie”, a minister Jarosław Sellin w dzisiejszej Rzepie był uprzejmy powiedzieć, że „Ustawa o IPN wchodzi w życie, ale nie sądzę, żeby była stosowana przed orzeczeniem TK”.  A przecież ten niezwykle ważny dla teraźniejszości i przyszłości Polski dokument  został podpisany przez  polski Sejm, Senat oraz prezydenta. I autorytet polskiego państwa wymaga, żeby tę ustawę zacząć we właściwym czasie i trybie stosować! Inaczej Polacy rozumieją to tak - bo trudno inaczej – że państwo polskie skapitulowało przez Izraelem i światowym żydowskim lobby. A tu wciąż otrzymujemy kolejne informacje, „około 800 wsi zostało w tragiczny sposób dotkniętych za pomoc Żydom”, i komentarze jak ten Jonny Danielsa: ”myślę, że 90% tego, co w Ameryce mówi się o Polsce, nie ma pokrycia w rzeczywistości”.  A my wciąż zastanawiamy się, które kolejne pole oddać, aby uprzyjemnić życie innym. Tymczasem ustawa o IPN, to pierwszy akt prawny, który próbuje nam pisać Izrael i środowiska żydowskie rozrzucone po świecie, które najczęściej z Polską niewiele mają wspólnego.

Także wczoraj dowiedzieliśmy się z mediów, że PiS zamierza złagodzić zakaz uboju rytualnego, „który mógłby wywołać kolejny konflikt z Izraelem”. To tylko część większej, kompleksowej nowelizacji, która ma na celu ochronę zwierząt. Zakłada ona m.in. powszechny obowiązek czipowania psów, zakaz trzymania ich na łańcuchu, wykorzystywania zwierząt w cyrkach, jednym słowem, ucywilizowanie stosunku człowieka do zwierząt, „naszych braci mniejszych”. Najwięcej  kontrowersji budzą dwie regulacje, zakaz hodowli zwierząt futerkowych i ograniczenie uboju rytualnego. Ten ostatni temat ma już swoją historię. W 1992 roku ubój rytualny został, na mocy ustawy o ochronie praw zwierząt zabroniony, ale w 2004 roku minister rolnictwa wyłączył z tego aktu prawnego ubój rytualny w gminach żydowskich i muzułmańskich. Jednak osiem lat później Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że poprawka rządowa o uboju rytualnym jest niekonstytucyjna. Jednak środowiska żydowskie i niektórzy eksperci utrzymują, że  mamy ustawę  z 1997 roku, która mówi, że podobny sposób zabijania zwierząt w celach konsumpcyjnych „jest dozwolony w ramach potrzeb społeczności żydowskiej”. Sytuacja wciąż jest niejasna, ale nawet aktywiści ochrony praw zwierząt nie upierają się i twierdzą – ubój rytualny na potrzeby wspólnot żydowskich i muzułmańskich – tak, ale na skalę przemysłową, na eksport do Izraela i na resztę świata – nie. I ta skala przemysłowa stanowi tutaj cały problem.

   Ochrona praw zwierząt ma w Europie długą tradycję – w niektórych krajach odnośne prawo zostało wprowadzonejuż w 1840 roku.  Jedne kraje je zniosły, inne nie. W grupie państw, które nakazują ogłuszenie przed ubojem mamy Szwecję, Norwegię, Islandię, Szwajcarię. Są też państwa, które nakazują ogłuszanie już po podcięciu gardła – przepraszam, ale tak właśnie to wygląda! – a więc Dania, Estonia, Finlandia i Austria,  w Holandii projekt przechodzi właśnie przez parlament. W Stanach Zjednoczonych zakaz był, ale środowiska żydowskie – zwłaszcza żydowscy producenci żywności koszernej - wyłączyły ubój rytualny z tej ustawy.  I u nas głównym argumentemw tym sporze są prawa mniejszości religijnych – choć wszystkim wiadomo, że w istocie rzecz rozbija się o potężne lobby przemysłu żywności koszernej. Jednak, o ile nawet aktywiści praw zwierząt nie mają nic przeciw ubojowi rytualnemu na potrzeby wspólnoty żydowskiej, powinniśmy protestować przeciw komercyjnemu ubojowi rytualnemu na potrzeby Izraela i całego świata. Już wiadomo o spotkaniach posła PiS  Krzysztofa Czabańskiego z rabinem Polski Michałem Schudrichem. A więc apel do Pana Posła: jeśli tak zdecydowanie walczy Pan o likwidację farm zwierząt futerkowych, czekamy na podobną konsekwencję w rozmowach z lobby komercyjnego uboju rytualnemu na potrzeby tych państw, które ustawę o ochronie praw zwierząt traktują poważnie i nie chcą tego robić u siebie. I na koniec tego paragrafu uwaga - to jest już  druga polska ustawa, którą próbuje nam pisać Izrael.

    I jeszcze jedna wczorajsza wieść z Izraela: chrześcijańscy duchowni, sprawujący pieczę nad Bazyliką św. Grobu w Jerozolimie zamknęli wrota do tej najważniejszej dla chrześcijan całego świata świątyni.  Aż do odwołania. Na znak protestu przeciwko bardzo wysokim podatkom, z których  „wspólnoty chrześcijańskie nie są w stanie się wywiązać”.  Chodzi także o planowana politykę wywłaszczania. Oto Izrael  posługując się hasłem praw, należnych mniejszościom etnicznym i religijnym w Polsce, trzyma swoje mniejszości mocna ręką.  Pod tym hasłem zabrał się do pisania polskich ustaw – natomiast sam wydaje się mieć swoje mniejszości etniczne i religijne w nosie. Znowu to samo, znów podwójne standardy i ten sam brak symetrii w relacjach polsko/ chrześcijańsko – izraelskich.  Droga Dobra Zmiano, na którą czekałam 40 lat – jeśli się nie obudzisz dziś, jutro może być za późno.  Kiedyś realizowaliśmy interesy Moskwy, wciąż realizujemy Brukseli, a od miesiąca mamy  nowy ośrodek dyspozycyjny,  Jerozolimę.

Elżbieta Królikowska-Avis

27 lutego 2018

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl