Co najmniej od afery Watergate tzw. dziennikarstwo śledcze stało się osobną kategorią naszego zawodu. Być może też od tego czasu o mediach mówi się jako o Czwartej Władzy. No, skoro dwóch dziennikarzy, wyposażonych jedynie w książkę telefoniczną, było w stanie obalić prezydenta największego światowego mocarstwa?…

No, dobrze – powie ktoś – ale żeby tak było, muszą zadziałać jakieś siły sprawcze, ktoś musi się działaniami dziennikarzy śledczych zainteresować, więcej – musi się nimi przejąć, uznać je za ważne na tyle, żeby uruchomić mechanizmy egzekucyjne władzy nr 1, 2 i 3, czyli mechanizm demokratyczny państwa. I zapewne (choć stuprocentowej pewności nie mamy) tak się na świecie dzieje.

Na świecie może tak, a jak jest nad Wisłą, Odrą i Bałtykiem?

Miałem okazję – jako juror selekcyjny – zapoznać się z blisko 400 materiałami dziennikarskimi, nadesłanymi na ostatni konkurs SDP. Wiele z tych materiałów, nawet jeśli nie należały do kategorii Nagrody Watergate (pomyślanej jako kategoria dziennikarstwa śledczego właśnie), wyciągało na jaw różne brudne sprawy. Szczególnie odnosiło się to jednak do wspomnianej kategorii „Watergate”. Bo taki np. Krzysztof Glondys (TVP 2) w materiale ekologicznym (Nagroda im. Stefana Myczkowskiego) pt. „Fetor” pokazał, jak ubezwłasnowolnieni są mieszkańcy pewnej okolicy, gdzie „na dziko” urządzono wysypisko i „wylewisko” różnego świństwa, i to na skalę „mega”. Żyć się tam nie da, ludzie są wściekli, zrozpaczeni… i tyle. Ciekawe, czy ten materiał cokolwiek zmieni.

Ostrzej ma się sprawa z materiałem Karoliny Tomaszewicz (TVP) „Tajemnice zabójstwa Iwony Cygan”. Tu dziennikarka zadała sobie więcej „detektywistycznego” trudu, niż cała policja razem wzięta. Narażała się (można to wyczuć w materiale) różnym ciemnym siłom, sporo odkryła. Ciekawe, czy władza pójdzie jej tropami…

Aneta Markowska z portalu express.olsztyn z kolei pokazała np. przypadek odebrania rodzicom dziecka z powodu… ubóstwa. W szkole nauczycielki nie potwierdzają, mówią „dziecko jest zadbane, schludne”. Ale spece od uszczęśliwiania dzieci na siłę wiedzą lepiej…

Przykłady można by mnożyć.

Witold Gadowski, nazywany już Dziennikarzem Śledczym Nr 1, w każdej swojej audycji w Radiu Wnet bądź na swej stronie internetowej kilka, kilkanaście razy w miesiącu sygnalizuje sprawy, od których włos jeży się na głowie. Spółki Skarbu Państwa, administracja najwyższych szczebli nasycona byłą agenturą różnej maści, korupcja… I co? A no chyba niewiele, bo można być pewnym, że „gdyby coś”, to Gadowski na pewno by o tym opowiedział, wszak byłby to jego zawodowy sukces.

Dopowiedzmy: dziennikarz nie ma władzy wykonawczej, jego zadaniem jest tropienie nieprawidłowości wszelkiego typu. On adresuje swe ustalenia do opinii publicznej, a więc i do rządzących, do tych, którzy mają władzę wykonawczą i sądowniczą. Nie musi jeszcze pisać donosów, meldunków, raportów etc. Sygnalizuje – taka jest jego rola. Nie wydaje się jednak, by zbożny trud wielu dziennikarzy śledczych (i nie tylko) na coś się naszemu państwu przydawał. Stąd różne gorzkie wypowiedzi typu „od kilku lat sygnalizuję” albo „od dawna wskazywałem”…

Sygnalizują, wskazują, ujawniają, wyciągają na światło dzienne… Czy ma to być działalność uprawiana sobie a Muzom?

Oj, niedobrze by to było…

 

Wojciech Piotr Kwiatek

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl