Piszący pysznią się często nadmiernie przypisując sobie większe zasługi niż one faktycznie są.

   Sukces zależy przede wszystkim od właściwego wyboru interlokutora. Można oczywiście dobrze wybrać, a potem spieprzyć sprawę. Np. nie przygotowując się do rozmowy, albo po prostu źle ją prowadząc.

   Są dziennikarskie bufony, które mają za sobą długi trening wywiadowczy, ale małą wiedzę i jeszcze mniejszą wrażliwość.

   Słowo wywiad kojarzy się również ze szpiegomanią, albo zainteresowaniem tą „manią” - tajemniczą i ekscytującą. Szczególnie dla przeciętniaków żyjących w wirtualnym świecie, którzy wolą siedzieć w ciepełku niż żyć i czuć.

   Na szczęście asy wywiadu - te poza „007” - pokazują się rzadko. Bo jeśli już to okazuje się, że nawet bossowie tej profesji to prostaki, pizdryki i ludzie działający bez oporu, dla prywaty. Mamy takie „bondy” na jakie zasługujemy. Pewien dobry, choć cyniczny, żurnalista opowiadał, że „agent” na spotkaniu towarzyskim w jego rezydencji wypił kielonka i walnął w glebę na twarz. A podobno był to nasz najlepszy.

Przebiega teraz przez małe ekrany jeden z takich „wodzów” agencyjnych. Nabijają się z niego redaktorzy, a on umyka cichcem i nie chce dać obszerniejszych wyjaśnień.

   A co tu kryć. Mleko się już dawno wylało i nawet gdyby VIP latał z gołą dupą po Marszałkowskiej, nie wywołałoby to powszechnej sensacji.

   „Sieci” się ucieszyły, że Pani Szydło dała im glos. Ale redaktorka zmarnowała okazję i tylko w zapowiedzi było „sensacyjnie”. Reszta rozmowy - już na kolanach. Wywiady pisane mają z założenia te ułomność, że się w nich grzebie, rzeźbi, cenzuruje. Tylko „na żywo” - w radiu lub telewizji - cała ta robota ma sens. Zresztą wówczas to jest bardzo przyjemne - dreszczyk, emocje.

   Może się zdarzyć, że redakcyjny nadzorca zdejmie jeden, czy drugi tekst. Ale gdy taki „cenzor” powtarza wścibstwo należy go olać.

Władza uderza do głowy przede wszystkim pętakom. Ale ich żywot na eksponowanych stołkach jest krótki. Szefowie szybko dostrzegą, że tłumiąc i zbytnio łagodząc nie działają w interesie firmy, a tylko nadymają się władzą. Tacy nadgorliwcy wylatują.

   Mądry szef hołubi zdolnego jeśli nawet ten go krytykuje. Bo zdolny może podskakiwać. Jeśli i tak suma jego działań przynosi firmie - no i oczywiście szefowi - pożytek.

   Dobrzy dziennikarze często zmieniają pracę. Bo to tak już jest, że jeśliś na pierwszej linii - to pierwszy dostajesz w... Możesz tylko mieć nadzieję, że tzw. ludzie, społeczeństwo - to widzą i słyszą. Może będą pamiętać o tobie. 

   Tchórzliwi decydenci nie zezwalają na obszerne wywiady z przeciwnikami. A to błąd. Oczywiście istnieje niebezpieczeństwo, że dziennikarz nie da rady albo i napadnie na rozmówcę zbyt gwałtownie - i tym samym przysporzy mu sympatyków - albo po prostu okaże się, że jest „słaby”, niedouczony. Ludzie patrzą, słuchają. Jednocześnie robi to setki tysięcy (np. w 1-ce) i tylko siłą argumentu a nie argumentem siły można ich przekonać. 

   Gdy odradzający się świat w Polsce był chwilowo piękny i budził nadzieję - ludzie słuchali z otwartymi gębami wywiadów i rozmów „bonzów”. Społeczeństwo było wówczas z tymi, którzy szturmem wdzierali się na barykady. 

   Nie regulować odbiorników! To jest apel skierowany nie do odbiorców. To - do decydentów.

 

Stefan Truszczyński

 4 VI 2018                     

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl