Żona postawiła przede mną barszcz i fasolkę po bretońsku. Jednocześnie. No i co tu zrobić? - Od czego zacząć? - pytam. - Zadzwoń do Unii – rzekła – oni na pewno mają instrukcję.

   Wieczorem zanim położę się do łóżka zawsze sprawdzam, czy pod kołdrą ktoś już nie leży. Bo przecież unijni wpieprzają się nam bez pardonu. Grube to, w dodatku zionie z luki po utraconym zębie. Sympatyk PO z Unii, facet z przedziałkiem, gdy mówi o Polsce, podnieca się własnymi słowami i po chwili wręcz wrzeszczy na mównicy. Niestety „nasi-nie nasi” w ławach myślą jakby tu jeszcze ostrzej wystąpić przeciwko własnemu krajowi, albo jak rozliczyć oszukańczo delegacje.

   Udry na pudry, czy też na kudry. W końcu was zwieje. Wiedzą o tym i chapią póki co, co się tylko da. Żeby to bractwo rozpędzić trzeba by wodza prawdziwego. Niestety Kasztanka zdechła, a i marszałka dawno już brak. Jest kilku mądrych i dobrze zmieniających rzeczywistość, ale idzie to bardzo powoli. Pendolino się popsuło. Owszem ładnie wyglądało, owszem dużo kosztowało,  ale stoi w reperacji. A ludzie czekają na stacji. Ciekawe kto i ile wziął za ten „biznes”?

   Ciekawe też jak długo jeszcze psuje i złodzieje unikać będą kary. Sądy rozgrzebane, jak torowisko na ulicy Puławskiej w Warszawie. Najgłówniejsza sędzina twierdzi, że nadal powinna brać po 38 tysięcy miesięcznie za obstrukcję i usługi bywsze.  

   Dobra zmiana mówi i robi. Krok za krokiem. Opozycja nie cofa się jednak przed wołaniem o pomoc do ludzi otwarcie nam wrogich. Unijna płachetka wielogwiazdkowa ma być wciągnięta wyżej niż białoczerwona. Unia nam daje, ale jednocześnie trzy czwarte z tego odbiera. Niemcy zniszczyli nasz kraj, zabijali polskich obywateli wszystkich narodowości, a nie mają zamiaru za to płacić. Organizacje żydowskie w USA otrzymywać chcą odszkodowania z Polski na swoją obecną działalność, a zapomniały o winie Niemców.

   Czy my przed tym wszystkim potrafimy się bronić? Czy mamy ludzi wystarczająco mądrych, przygotowanych i odważnych?

   Od zakończenia strasznej wojny minęło ponad 70 lat. Między światowymi wojnami mieliśmy ich tylko dwadzieścia. Czy wtedy Polska była nadmiernie patriotyczna, ufna i optymistyczna. Czy teraz, gdy nie jest wystarczająco czujna, nie powtarza błędów sprzed laty.

   Trzeba wybrać reprezentantów kraju spośród najlepszych. Oczywiście takich, którzy nie stawiają europejskości przed polskością. Wybierać trzeba rozważnie – ludzi mądrych i przysposobionych do rządzenia. To trudna sztuka. Winni to być obywatele zabiegający „o swoje”, ale nigdy z uszczerbkiem dla wartości wspólnych. Tak im dopomóż nie tylko Bóg, ale serce, rozum i siła.

   To im powinni podpowiadać mądrzy dziennikarze – publicyści i reporterzy. Nikt jednak nie słucha, gdy młokos prawi komunały lub gdy starzec płacze nad rozlanym mlekiem. Ograniczmy „zaangażowane” dziennikarstwo do sprawdzonych i szybko podawanych informacji. Kazanie zostawmy księżom. Nie zawstydzajmy ciągle tych, którzy i tak już wiedzą, że źle czynili. Szukajmy pozytywów, tak jak to robią wnuki odkrywając trudne losy swoich dziadków.

   Nie będzie Rusek bił nas w twarz, a Niemiec dzieci nam germanił. My mamy własne Ojcze Nasz i całkiem duzi jesteśmy sami. Dziś Polska jest okrągła w swoim zarysie granicznym, łatwiej jest bronić granic. Ale przede wszystkim w obronę musimy się zaangażować sami i na siebie liczyć.

   Żurnaliści w tym całym układzie są oczywiście ważni. Muszą jednak być nie tylko dobrzy zawodowo, ale i rozróżniać co dobre, a co złe. Wszystko pod kątem społeczeństwa, któremu służą. Nie nasze jest wezwanie „proletariusze wszystkich krajów łączcie się” ani „gołodupki hop do kupki”. Patriotyzm, który wyzwala w nas choćby mecz piłkarski, powinien rozlać się na inne dziedziny życia. Uniokractwo pozostawmy Brukseli. Niech tam się kisi i plącze językami. Jedźmy dalej. By nie było, że wielu woła, a nikt nie słucha.

 Stefan Truszczyński 

 

 

 

           

                               

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl