… panie chief od okrętu woroniczowego. Trochę z trudem jest mi się przełamać i pana pochwalić. No ale muszę. A jak mus to mus.

   Pana poprzednik puścił nam onegdaj film o germańskich matkach i synach. To kłamstwo, niczym oświęcimskie, dotarło wówczas do oczu i uszu polskiego telewidza, bo ów prezes (przez bardzo małe p) twierdził, że skoro o filmie jest głośno to polska opinia publiczna znać go powinna. Przeleciało, rozwścieczyło ludzi myślących po polsku, a ów prezes ...nagle wylądował na ważnym medialnym urzędzie. I siedzi tam nadal. Była zbrodnia, a nie ma kary. Tak to się często plecie na tym dziwnym świecie. Tym dziwniejsze, że i wykorzystywane jest prawo (prawo demokratycznego wyboru) przeciw sprawiedliwości, choć nóż się sam w kieszeni otwiera. Może więc trzeba, by inny Braun (zresztą krewniak ponoć) przesadził w drugą stronę.

   Zresztą niektóre nazwiska tak dziwnie ze sobą korespondują. Bo „Kurski” (okręt podwodny) na zawsze będzie łączyć się z tragedią ludzi i będzie wywoływać współczucie. (A może i inne refleksje). A Kurski? Kurscy to ważni dziennikarze. Wprawdzie z jednej matki i ojca, ale odmienni bardzo. „Mój” zasługuje na pochwałę za emitowanie filmu Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”. Sam Prezes (przez duże P) informuje o milionach telewidzów. Ludzie musieli to zobaczyć. I zobaczyli. Tak trzymać Panie Jacku Szanowny. Nie przeląkł się Pan, że komuś z kimś pogorszą się stosunki. Prawdą bolesną i krwawą frymarczyć nie wolno. Co roku 11 lipca ten film powinien w czasie największej oglądalności być emitowany. Przynajmniej tak długo jak nie dotrze do decydentów zza Buga, że to nie gra polityczna a niezbita prawda historyczna i zabić, zamiędlić się jej nie da. Jest wspaniały ksiądz, który o upowszechnienie tej prawdy o ludobójstwie z uporem walczy. Jest rzeźbiarz odznaczony niedawno Orłem Białym, który wykonał pomnik „Rzeź Wołyńska”. Monument ciągle leży w gliwickich zakładach metalowych opłacony przez weteranów polonusów z USA. Profesor Andrzej Pityński ciągle czka. To bardzo ważny dla nas artysta. Komitety budowy pomnika wołyńskiego walczą. Małe krętacze wiją się w swoim wrodznym kłamstwie. Pomnik miał stanąć w Jeleniej Górze, ale jakiś tymczasowy kacyk ze swoją złą doradczynią – blokuje sprawę. Wyciągnął szlachetną dłoń ojciec-dyrektor z Torunia. Ale ją cofnął, bo ktoś mu z hierarchów zabronił. Dziwne to, że redemptorysta nagle się wystraszył. I to w tak ważnej sprawie. Ale wszak niezbadane są wyroki boskie, może i tym razem ktoś tam u góry zna  sobie tylko zrozumiały powód takowej decyzji.

   Niech się więc dzieje wola boska, a Pan Panie Prezesie Jacku Kurski niech wyjaśni w swoim dla nas najważniejszym medium sprawę i pomoże doprowadzić do finału jedynego i właściwego: pomnik „Rzeź Wołyńska” ma stanąć w godnym miejscu. Już czas. Najwyższy. I to jest jedna z tych spraw, w której żurnaliści polscy powinni przemówić jednym głosem. Ksiądz Issakowicz-Zalewski może spróbować przekonać o. Rydzyka, a prezes Jacek swojego brata Jarka. Lewicowy „Przegląd” Jerzego Domańskiego często i dużo pisze o wołyńskiej rzezi. W swoim czasie, jako jeden z pierwszych, tygodnik zamieścił mapę ukraińskich zbrodni. Różnimy się w wielu sprawach, ale tę zbrodnię i ludobójstwo traktujmy jednako.

   11 lipca 1943 roku to data równie ważna jak np. 14 lipca 1410, jak 11 listopada. Polska ma tylko jedną historię. Można dyskutować. Byle nie łgać i przeinaczać. Koledzy wszystkich stowarzyszeń dziennikarskich bądźmy przynajmniej w tej sprawie jednoznacznie zgodni.

Stefan Truszczyński    

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl