Coś dziwnego dzieje się na naszym rynku „wolnych mediów”: znikają zeń najlepsi dziennikarze, publicyści, reporterzy. Pisząc „wolne media” mam na myśli media głównie publiczne, które – teoretycznie przynajmniej – powinny rzeczywiście być uwolnione od nacisków, nakazów, zakazów etc. Ale żeby sprawa nie była taka prosta – również w mediach demoliberalnych, które – jako prywatne – do końca wolne nie są, bo mają do zrealizowania dyrektywy, potrzeby i koncepcje swych właścicieli, oczywiście dyrektywy i koncepcje polityczne, bo przecież nie kupuje się najcenniejszego dziś dobra – eteru, Sieci – dla zabawy!

Czy to znaczy, że media zwane publicznymi są naprawdę wolne? Że i one nie spełniają zleceń? Nie są elementem politycznego puzzle’a? To byłoby zbyt piękne, tak piękne, że aż nierealne. To, od czego zacząłem, czyli owi „znikający dziennikarze”, to właśnie dowód, że wolność i niezależność mediów publicznych też jest raczej postulatem niż realnością.

Najlepszy zdecydowanie dziennikarz śledczy nad Wisłą, prawdziwa skarbnica wiedzy wszelakiej o ciemnych sprawach, Witold Gadowski, nie ma do TVP wstępu, choć podziela wartości Dobrej Zmiany. Ale podzielać to nie znaczy być ślepym na grzechy owej Zmiany. Do tego bezkompromisowość, absolutna niezależność redaktora Witolda, odporność na „wicie, rozumicie”… W efekcie – „szlaban” na telewizję publiczną, występy na niszowych portalach i w równie niszowym (tymczasem) internetowym Radiu Wnet.

Od lat nie jest zapraszany do publicznych mediów jeden z najlepszych publicystów politycznych i analityków Stanisław Michalkiewicz. Znów jedyną szansą, by go posłuchać, są owe niszowe portale i – na szczęście – Radio Maryja. Oczywiście zawsze można go posłuchać we wspomnianym Radiu Wnet.

Od października ub. r. nie ma wstępu do programu „W tyle wizji” red. Łukasz Warzecha, któremu zarzucono nielojalność wobec TVP. Nie do końca jasna jest sprawa innego bardzo znanego publicysty i pisarza Rafała Ziemkiewicza, który za poparcie Warzechy w swoim felietonie też ma póki co przymknięte drzwi do TVP.

Burzliwe losy miał red. Filip Memches. Za przeprowadzenie wywiadu ze znanym sympatykiem KOD-u i głosicielem wszelkich „salonowych” poglądów Janem Hartmanem usunięto go z Polskiego Radia. Na szczęście po protestach środowiska red. Memches odzyskał utracone stanowisko, ale i tak jest już teraz poza Polskim Radiem. Wcześniej, gdy „Rzeczpospolita” zerwała współpracę z rysownikiem i satyrykiem Andrzejem Krauze, Memches odszedł z redakcji w geście solidarności wraz z grupą innych dziennikarzy.

Także red. Robert Mazurek „odtańczył” niezłego kontredansa, przechodząc od „prawicy” do „demoliberałów”, choć generalnie sympatyzował raczej z prawą stroną, bo publikował i w „Nowym Państwie” i „wSieci” i w „Uważam Rze”. Dziś współpracuje i z RMF FM i z „Nowym Państwem”.

Niżej podpisany też zaliczył swoje „wędrówki”, by w końcu – po dość długiej współpracy z „Gazetą Polską”, wylądować – z nieznanych sobie powodów - na dziennikarskim aucie. O mediach elektronicznych nie ma oczywiście mowy.

Na koniec tej części „wyliczanki” Ryszard Makowski – satyryk, publicysta, zdeklarowany prawicowiec. Nie ma go nigdzie w mediach publicznych, a jego (tworzony wraz z Pawłem Dłużewskim) dla TV publicznej programik satyryczny „Studio Jajo” zdjęty został z anteny po 2 czy trzech odcinkach.

Ale i po drugiej stronie nie jest lepiej. Taki np. red. Jan Ordyński, zdecydowany wyznawca poglądów lewicowych, bywał „sczyszczany” kilka razy w swej karierze. M.in. z „Rzeczpospolitej”. Za poprzedniego jeszcze kierownictwa Polskiego Radia i TVP miał sporo audycji („Rozmowa Dnia” w TVP Info, „INFORozmowa”, „W samo południe”). W 2010 r. Rada Etyki Mediów uznała, że red. Ordyński naruszył Kartę Etyki Polskiego Radia, promując w swych programach swoje lewicowe poglądy i nie dopuszczając do głosu osób inaczej myślących.

 

Ordyński był nawet kandydatem na rzecznika rządu SLD. Dziś jest szefem czegoś, co nazywa się Towarzystwo Dziennikarskie, a o czym nie wiadomo nic.

Jak widać, z tą wolnością nie jest w świecie dziennikarskim najlepiej. Wszystkie strony politycznego spektrum w Polsce AD 2018 mają swoje interesy i są wyjątkowo drażliwe na punkcie lojalności. Prawda ma w takiej sytuacji wiele twarzy, a efekty widać choćby w telewizyjnej publicystyce, która ma ostatnio zwykle kształt wielostronnych pyskówek. Czy takie media mogą coś komuś wyjaśnić? Dojść do jakichś sensownych konkluzji?

Oczywiście nie! Co pozostaje odbiorcy? Wiara, własne sympatie polityczne. A i z tym trzeba być ostrożnym, bo ten, co dziś ma rację, jutro może jej nie mieć. Po prostu zostanie „wyszeptany”.

Bo przecież żadna „czarna lista” nie istnieje. Wszystko odbywa się szeptem lub w ogóle bez słów.

 

Wojciech Piotr Kwiatek

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl