Kiedyś Dom Dziennikarza na Foksal był wypełniony żurnalistami – gwarem i pełnią relaksu. Klub-restauracja u dziennikarzy, była dla dziennikarzy. Wielka sala, kilkadziesiąt stolików. Prawdopodobnie były tam podsłuchy, a zresztą wielu pisało i latało z donosami. Władza ludowa była rada, bo miała towarzystwo w kupie i na oku. Było jak było i u nas, i wszędzie. Droga do wolności (w tym i słowa) długa była i mozolna. Wielu z tych, na których dzisiejsi bojowi naprawiacze plują bez opamiętania, przeszło ją lub padło po drodze.

   Na Foksal była kelnerka, którą dobrze zapamiętałem. Jako napalony na wdzięki kobiece młodzian starałem się usiąść przy stoliku w jej rewirze. Fajna była. A ja byłem wtedy skromny (świeży „słoik”) i grzeczny (bo mi mama kazała).

   Razu pewnego jeden z „ważnych” przy naszym stoliku w sposób arogancki zaczął blond wenus czynić uwagi. Po prostu – jak to bywa – czepiał się kelnerki. Być może tego dnia cenzura zdjęła mu z gazety materiał, albo opieprzył go szef – tak czy owak palant, już nieco wypiwszy, wyżywać się zaczął na usługowej kobiecie. Powiedziała: proszę pana, tu nie jest tresura zwierząt i z uśmiechem odeszła. Wówczas jeden ze starszych kolegów rzekł głupkowi: spieprzaj od naszego stolika. Ucieszyłem się serdecznie, bo sam w tym gronie nie miałem jeszcze prawa się odzywać. To było gdzieś koło '68 roku. Ten „starszy” wyjechał potem, ale mam go w żywej pamięci. Zresztą przede wszystkim za to, co pisał. Nie wszyscy wówczas byli tchórze i świnie.

   Odwaga dziś bardzo staniała. Właściwie jest za darmo. Na Foksal w domu dziennikarza jest wypasiony lokal dla VIP-ów, ale na ogół pusty albo w ogóle zamknięty. To teraz tylko miejsce na eventy, jak mówią rodzimi angliczanie, którzy nawet nie z Kołomyi, bo tę obcy nam zabrali.

   Na Foksal była tania, fakt że podła, wódka i jeszcze tańsze zakąski. Dziś wódka jest na każdym rogu w mieście i to na okrągło. Cieszą się młodzieńcy i ich często pijane donny. Menel też jest rad. Przeciętny mieszkaniec kupi sobie coś tam i po nocach się nie szwenda, bo i niebezpieczne to i strata czasu, gdy można oglądać wspaniałe reklamy w państwowych i prywatnych kanałach telewizyjnych.

   Oczywiście korporacyjni i złota młodzież za tatusiowe pieniądze baluje. Tatuś tyra na obczyźnie, mama używa życia, a chłopiec chleje. Deptak nowoświatowy w Warszawie i wszędzie indziej polewany jest piwem, które produkuje również prawicowy wymowny bojownik. Zachwala je też na małym ekranie szef sportu kopanego, czy teraz dokładniej – skopanego. Inteligencja niech sobie siedzi w bibliotekach, w końcu darmowych, albo przy laptopach. Jest fajno. W Gdańsku już od dzieciństwa w szkołach wpajane będą właściwe poglądy w sprawach seksu.

   Dziennikarzom obcięto stawki do głodowych. Walczą, ale wkrótce większość pisać będzie pod dyktando byle by tylko mieć za co przeżyć. Oczywiście nie muszą robić w żurnalistyce. Ale 50-cio, 60-cio latek z pudłem na plecach nie wyrobi na rowerze. UBER masowo sprowadza takich z Bangladeszu lub okolicy. Oni nawet piechotą roznosić będą „delicje”. Rodzimi taksówkarze nie zarobią na nowe oponki, rodzimi młodzieńcy wyjadą precz. Pracodawcy w bagażnikach swoich wypasionych aut będą przywozić głodomorów. I tak to się będzie kręcić. Póki co.

   Żurnaliści przymkną oko. Szczęśliwcy zastąpią Ziemca i Rachonia. Będą – choć jednokierunkowo – jeszcze ostrzejsi i w coraz piękniejszych garniturach. Holecka – w biało-czerwonym sweterku – będzie się ładnie uśmiechać, aż przyjdzie decydent gustujący w blondynkach.

   W końcu ktoś postawi przed Foksal 3/5 pomnik ministrowi Pierackiemu. Może by Ukraińcom zaproponować partycypację w kosztach? A co zostanie – niech pójdzie na tanie zupki w tutejszej restauracji. Kiedyś takowe były.

   Trzeba się spieszyć bo deweloperzy już kręcą się wokół tej wspaniale zlokalizowanej parceli. Obecny budynek można będzie wyburzyć. Już raz zrobili to Niemcy. To nic, że potem Polacy – sumptem wspólnym go pieczołowicie odbudowywali. Łapę po Foksal 3/5 wyciąga coraz bezczelniej były właściciel – Burbon. Niech zażąda zwrotu wartości spalonego pałacyku od Niemców. Podobnie jak amerykańscy Żydzi nie pamiętający, że przywódca Światowej Organizacji Syjonistycznej Chaim Weizman 17 grudnia 1942 roku do ministra spraw zagranicznych Edwarda Raczyńskiego napisał: z głęboką wdzięcznością dziękuję Panu imieniem własnym i imieniem Narodu Żydowskiego za słowa współczucia i prawdziwej przyjaźni przesłane w tej godzinie próby. Oby krew naszych umęczonych ludów związała nas w wieczystej przyjaźni i we wspólnym żarliwym dążeniu do zupełnego rozgromienia i pognębienia wroga. Gdy nadejdzie dzień oswobodzenia, oby dana była Narodowi Polskiemu oraz Żydom na świętej ziemi Palestyny możność pracy ku budowie lepszego świata.

   Nieustannie przypominać należy Jana Karskiego emisariusza Polski Podziemnej wysyłanego (kilka razy) do Londynu i Nowego Jorku, by potrząsnąć sumieniem zobojętniałego świata w obronie Żydów. Nadaremnie. Zlekceważono misję Jana Karskiego podobnie jak i samobójstwo popełnione w proteście w Londynie przez Szmula Zygielbojma.

   Teraz o bestialstwie Niemców kłamliwi historycy i ich poplecznicy chcą zapomnieć. Próbują szarpać imię Polski, nie pamiętając jak wiele jej zawdzięczają.

Stefan Truszczyński     20 VII 2018   

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl