Rano budzi co najmniej kilkadziesiąt, a może i kilkaset ludzi leniwy cieć. Kupiono mu elektryczną dmuchawę, żeby nie musiał machać miotłą. BHP. Cieć zapala więc silnik i warczy na okolicę domów przy Puławskiej – Olszewskiej – Chocimskiej – Willowej. Od podwórek oczywiście.

   Właściciele z „Różanej” ułatwili mu sprzątanie. To restauracja ekskluzywna. Na pewno nie na dziennikarską kieszeń. Stylowy budynek wzniósł przedwojenny przedsiębiorca budowlanej branży. Pogratulować. Obiekt jest ładny. O tyle historyczny, że w czasie okupacji krótko mieszkał w nim redaktor Jan Nowak-Jeziorański.

   Nie wiem czyja to dziś własność. Przez wiele lat wykorzystywała dom ambasada Grecji. Ale Grecy się przenieśli. Biały domek ma teraz „ktoś”. Można napisać przez duże K, ale historyczne dzieje domu na pewno gastronomika niewiele obchodzą. Przy poprzedniej władzy było to ulubione miejsce prominentów SLD, PSL i PO. Wówczas często ulica była blokowana przez służby i policję. Trudno zrozumieć po co ich tylu nasyłano. Nawet jeśli przyjeżdżały tu żony notabli, by zjeść ciasto, zamykano ulicę Chocimską. Wiadomo, że władza nie liczy się z kosztami. Zbiera, zabiera ludziom skrzętnie, a potem mnoży cieciów służb różnych.

   PiSowcy są skromniejsi. Przynajmniej aż tak się nie afiszują. Może też przestraszyli się aparatury podsłuchowej – bo oczywiście podobnie jak w „Sowa i przyjaciele” tu też taka była.

   Służby nagrywały zawsze, nadal nagrywają i będą nagrywać. No bo po to w końcu są. Z tym, że łapanie prawdziwych złodziei, łapówkarzy i przekrętaczy idzie nadal wolno. Zbyt wolno. Ci, którzy dokonali największych złodziejskich transakcji, nadal pozostają anonimowi. Choć lata na bezkarności minęły. Najwyraźniej chodzi o przedawnienie.

Znowu mamy podział: „oni” i „my”. Dziennikarze, którym stawki honoracyjne stale się obniża wyginą wkrótce jak muchy. Owszem, pozostaną klakierzy, PR-owcy i cała ta hołota, która z naszym zawodem nic wspólnego nie ma.

   Cieć z „Różanej” wydmuchuje łatwo spod stołów śmieci. Nadzorcy medialni wydmuchują z pracy każdego, kto warknie inaczej niż należy. Po prostu troszczą się o własne stołki. Oni też są cieciami, tyle, że póki co, jeżdżą bmw. Ale to trwa zwykle nie dłużej niż 2-3 lata. Potem będą jeździć autobusami. Krzywda się nie stanie, bo komunikacja miejska dla osób starszych jest darmowa. A ciecie zwykle już lata mają.

- Trudno i darmo – mówił Mosiek do Salci – ale muszę cię mieć.

- Może i trudno, ale dlaczego darmo – pada bystra odpowiedź.

   Dziennikarze prawdziwi – publicyści, reporterzy – pracują na nadzorców, cenzorów. Jest zasadnicza różnica między tymi grupami. Piszący chcą, by to, co robią, było naprawdę ciekawe, a więc krytyczne. Przyjmujący, zatwierdzający, baczą głównie na to: co może się zdarzyć po ukazaniu się materiału. Kto z ważnych może zareagować. Redaktor dozorujący nie będzie się wahać z ocenzurowaniem, jeśli tylko tekst może być dla niego niebezpieczny. Tzn. gdy „ktoś” z góry powie mu, że krytyka już nie jest „konstruktywna”, że to służyć może przeciwnikom.

   Czytelnictwo gazet leci na łeb na szyję. Mają w tym udział „dozorcy”, ciecie różnego asortymentu. Oni oczywiście uważają się za dziennikarzy. Nie zauważyli, jak przepoczwarzyli się z „wyrobników” w „kierowników”. Oczywiście „kierownikami” są z reguły krótko. Bo dziennikarstwo to zajęcie krótkotrwałe. No bo i ręce opadają, gdy wali się łbem w mur. I to zdawałoby się wśród ludzi, którzy powinni rozumieć, co to jest wolność słowa i, że za pisanie prawdy trzeba szanować i nagradzać.

Stefan Truszczyński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl