Śmiem twierdzić, że na mediach znam się, jak mało kto, niestety. Najgorsi są studenci dziennikarstwa. Jeeezu, jaka porażka.

Byłem redaktorem naczelnym wielkiego tabloidu i nigdy, nigdy przenigdy nie przeczytałem żadnego cv kandydata do pracy na dziennikarza. Po co? Jak taki koleś, czy kolesiówa piszą swoje cv, to przecież do pisania artykułów nie mogą się nadać. Napisanie własnego cv oznacza, że jesteś nieudacznikiem, który musi pisać i rozsyłać cv. Do kosza z takim. Zdradzę tu pewną tajemnicę, nikt nigdy nie czyta niczyjego cv. Nikt nigdy. Niestety. Przykro mi. Oczywiście ludzie na stanowiskach i odpowiedzialni mówią, że czytają przy procesie rekrutacji, ale nie czytają. Nigdy, nikt. Cv jest od tego, żeby w najlepszym razie wrzucić do niszczarki.

Wróćmy jednak do studentów dziennikarstwa, bo to od nich dostawałem najwięcej cv. Jeeezu, jaka porażka. Taki student, albo nie daj Boże absolwent, miał szansę na spotkanie z redaktorem naczelnym, jedynie jak ktoś go polecił, albo coś ekstra wymyślił. I jak już usiadł na mojej skórzanej kanapie w moim pokoju redaktora naczelnego, to ja po paru jego po dziennikarstwie zdaniach, wiedziałem co on mi powie. Byłem dwa zdania przed jego zdaniami, niestety. Zawsze. Ci studenci mieli w sobie tę naturalną wyższość wynikającą z tego, że przez lata chodzili na niby elitarne studia dziennikarskie, za które płacili najczęściej duże pieniądze, żeby nabzdyczone profesorstwo mogło im wkładać do tych ich biednych łepetyn, jacy są ważni. I tak się dopieszczali przez te lata wzajemnie. Oni, ci studenci, dopieszczali te profesorskie pierdoły uczące ich dziennikarstwa. Zaznaczyć należy, że te pierdoły profesorskie, nie mają przy tym zielonego pojęcia o dziennikarstwie, bo niby skąd, ale za to wszystko wiedzą. Więc pierdoły profesorskie są dopieszczane przez pierdoły studenckie, a w zamian pierdoły profesorskie dopieszczają tych biednych studentów wbijając im w mózgi, że są wyjątkowi. Nie są. Nie jesteście. Nie jesteście wyjątkowi i pora sobie z tego zdać sprawę. Jesteście cięci z metra. Wszyscy tacy sami. Wszyscy absolwenci dziennikarstwa szukający u mnie w tabloidzie roboty, mówili mi, że chcieliby pisać recenzje książek, wydarzeń kulturalnych, albo oceniać premiery teatralne. Rozumiecie to Państwo? Premiery teatralne. Kiedy pytałem takiego po dziennikarstwie, czy do reporterki się nadaje, że wyrzucają cię przez drzwi po jakimś dramatycznie głośnym wydarzeniu, a ty musisz przez okno wejść, z uśmiechem zdobyć informacje i zdjęcia, to jednak nie. Nie nadaje się taki, bo studiował elitarne dziennikarstwo i jest stworzony do wyższych rzeczy. Tyle tylko, że dla takich absolwentów nie stworzyli jeszcze mediów. Na was świat nie czeka wcale, żeby was podziwiać, świat ma was gdzieś. Dopiero musicie mu udowodnić, że potraficie coś dla siebie w tym świecie wyrąbać. Moja więc, płynąca z doświadczenia wieloletniego uwaga ogólna, zasygnalizowana tutaj jest taka, że do dziennikarstwa to skrzywdzeni przez wydziały dziennikarstwa absolwenci zupełnie się nie nadają, całkowicie, absolutnie nie. A po ukończeniu tych studiów, na których pieszczeni byli za własne pieniądze, przeżywają tak okrutne zderzenie z losem, że nawet ich depresje zamiast kwitnąć żałują, że przyszły na świat. Niestety. 

Sławomir Jastrzębowski

Od redakcji: Tym felietonem rozpoczynamy stałą współpracę ze Sławomirem Jastrzębowskim, byłym wieloletnim redaktorem naczelnym „Super Expressu”, obecnie prezesem agencji public relations  R4S.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl