Dziennikarstwa bez zaangażowania sercem i łokciami uprawiać się nie da.

Panie Dariuszu Szreterze, nie wiem z jakiej szkoły czerpał Pan historyczną edukację. Porównanie tej niedawno-bywszej do obecnej dowodzi albo złej woli, albo ślepoty i głuchoty naraz. Pisze Pan („Dziennik Bałtycki” z dn. 24 bm.), że przymierza się do uczenia „jak było” przyszłych wnuków. Oby nie z niemieckich podręczników, które – przez właściciela wybrzeżowej gazety – może redakcja uzyskać.

   Właścicielska dominacja regionalnych gazet w Polsce jest nadal niewzruszona. Władza boi się ruszyć zdecydowanie – odkupić to, co za grosze sprzedała sprzedajna grupa rządząca. Ubocznym skutkiem tego tchórzostwa będą wkrótce zwycięstwa wyborcze ludzi zwalczających napastliwie partię PiS i jej prezesa. No, ale jak sobie pościelisz – tak się wyśpisz.

   Dziennikarze chcą pracować. Kierownicy redakcji powinni jednak zadbać, by - np. w „Dzienniku Bałtyckim” – obok redaktorów Barbary Szczepuły, cytowanego już Dariusza Szretera (miłośników PO) – znalazły się też felietony – komentarze Tomasza Hutyry, Krzysztofa Załuskiego – krytyków obecnej władzy wszechpanującej w tamtejszej przyszłej metropolii.

   Poczciwcy naiwni jeszcze niedawno z zapałem śpiewali „morze nasze morze – wiernie ciebie będziem strzec”. Ale pojawili się liberałowie i kosmopolici. Wyprzedano – co się dało. A nawet więcej. Wpuszczono na Bałtyk „paszowce”, które nadal pasą się resztkami już tylko mikro fauny. Niemieckie i duńskie potężne kutry wybierają z dna co się tylko da. I już płynąc do macierzystych portów przebierają całą naszą mączkę, by karmić nią potem norweskie łososie i… eksportować do Polski. Smacznego.

   Ale tym redaktorzy regionalnych gazet się nie zajmują. A mogliby np. sprawdzić kto to przy historycznej gdyńskiej ulicy 10 Lutego chce postawić w mini przestrzeni zabytkowej i przy banku na skrzyżowaniu z ulicą 3 Maja – wieżowiec! Tak, tu właśnie ktoś chce wetknąć obce ciało, zakłócić harmonię, by zarobić – chce zniszczyć. A władza z nim… dyskutuje. Radni, posłowie miejscowi – umywają ręce. Jak dojdzie do skutku ta bandycka inwestycja, to premier Eugeniusz Kwiatkowski, stojący w pobliżu na pomniku ani chybi się przewróci.

   A swoją drogą, gdyby tak zajrzeć w duszę redaktora naczelnego. Takiej właśnie regionalnej gazety. Mówi reporterom: szukajcie pilnie. Wywęsza, znajduje (bo przekrętów wokół pełno) i przynosi do redakcji na tacy, potem sekretarz redakcji, wreszcie sam główny – jeśli sprawa jest poważniejsza lub dotyka ważnych osób. I często z tego „szukajcie, proszę” ogryzek zostaje. A i honorarium ubożutkie. Wielu więc szybko do dziennikarstwa się zraża. No i trudno. To zawód – niby jak inne, ale jednak bez pasji, zaangażowania sercem i łokciami, nie da się uprawiać.

   Minęły zabory, niemiecka, ruska niewola. Teraz ze wschodu przyjeżdżają do nas do pracy. Byle nie za wielu. Stosunki – takie i inne – jakoś się układają. W końcu groby swoich na wschodzie odkopiemy i pochowamy po chrześcijańsku zamordowanych, doliczymy się wszystkich, albo prawie wszystkich, zabitych strzałem w tył głowy. Odzyskamy skradzione ludziom obrazy, obrazki, rzeźby i inne drogie obłupionym pamiątki. Sumienia wnuków dziadków złodziei obudzą się i oddadzą to co jeszcze wisi ozdobnie w prywatnych mieszkaniach nad Sprewą i Łabą. Oddajcie Gierymskiego, Malczewskiego i Kossaka (i Wojciecha i Juliusza i Jerzego). Oddajcie, bo w końcu i tak haczyki się urwą i wam na łeb spadną. Grabieżcy wprawdzie wyznają zasadę: co je twoje – to je moje, ale co moje – to nie rusz. Tyle że na grabieżcę też w końcu czeka grabarz, a do trumny, a tym bardziej urny zrabowanej „pamiątki z Polski” nie weźmiesz.

   Pani Magdalena Ogórek podjęła dobrą decyzję. Pomóżcie jej koledzy dziennikarze. Pod byle pretekstem połaźcie po domach potomków Hunów. Łatwo dostrzec co nasze, bo niemiecki gust znacznie się różni od polskiego. A Niemcy to już też – w znacznej mierze – delikatne i grzeczne społeczeństwo. Zresztą się okaże. Taki „złoty pociąg” z Dusseldorfu, przez Hamburg, Lubekę, Berlin, Lipsk i Drezno powinien w końcu dotrzeć do Warszawy. Wielowagonowy. „Wszystko co Wasze Polsce oddamy”. Ja, ja, gut. I wtedy nawet możemy się zaprzyjaźnić.

Stefan Truszczyński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl