„Spotykam się z nią w tajnej kawiarni i pijemy tajną kawę. Ona szepcze tajne rzeczy, a ja słucham tajnym uchem. Prosi mnie, żebym w tekście zmienił szczegóły jej ubioru i wyglądu tak, żeby nie została zdemaskowana przez narzeczonego, rodzinę i koleżanki, gdyż ona ma świadomość, że robi źle, ale inaczej nie może, a narzeczonego kocha. Obiecuję więc, że jej bluzkę niebieską opiszę, jako zieloną, a imię Dorota zmienię na Dorcia. Ona się zgadza, po takich zmianach na pewno nikt jej nie rozpozna”.

Właśnie uświadomiłem sobie, że jesień, szczególnie październik, początek roku akademickiego, kojarzy mi się między innymi z wysypem reportaży „z zupy”, (tak to sobie nazywam, gdyż wulgarności i tak jest za dużo), najczęściej chyba reprezentowanych przez tak zwany reportaż sponsorski. Zobaczymy, czy w tym roku tego typu reportaże się pojawią…

Trudnej sztuki reportażu młodzi dziennikarze muszą się uczyć od najlepszych. Któż mógłby być lepszy od Cesarza Reportażu Ryszarda Kapuścińskiego? No nikt! W niego więc i w jego dzieło wślepione są studentów dziennikarstwa ślepia i prawie każdy taki studenciak marzy, żeby być Kapuścińskim. A jak dziś już wiadomo nasz najwybitniejszy reportażysta Ryszard zmyślał jak najęty, co obnażył w swojej książce „Kapuściński non-fiction” Artur Domosławski. Gdyby ktoś nie wiedział, albo zapomniał, to, pozwolą Państwo, oddam głos Joannie Siedleckiej: „Książka Domosławskiego pokazała, że Ryszard Kapuściński zmyślał i kreował się na nieustraszonego bohatera. Kłamał, że znał Fidela Castro, Che Guevarę, Patrice'a Lumumbę. Tworzył nowe krainy i plemiona. Książka ukazała również wiele ważniejszych spraw, przede wszystkim to, że Kapuściński był współpracownikiem wywiadu, de facto pracował dla Związku Sowieckiego. W >>Kapuścińskim non fiction<< została pokazana prawda, oczywiście bardzo bolesna, ale to jest zadanie biografa.” Koniec cytatu. Przytoczyłem, bo jak się okazało nasz najwybitniejszy reportażysta, był w zasadzie nie tylko dziennikarzem, ale także literatem-zmyślaczem. Jeśli ktoś nie pamięta, to przypomnę jeszcze, że Domosławski za napisanie prawdy o Kapuścińskim przegrał proces o ochronę dóbr osobistych i swoją książkę musiał kastrować z rozdziału. Prawda zawsze ma pod górkę.

Nie bądźmy jednak podli i niesprawiedliwi, nie było tak, że Kapuściński zmyślał wszystko, wiele rzeczy, a nawet faktów się zgadzało. Albo najważniejsze mechanizmy. I z tego czerpią całe pokolenia wstępujących do zawodu dziennikarzy. Tak jakoś jesień kojarzy mi się właśnie z tego typu reportażami lekko zmyślonymi, choć coś w nich jest.

Co roku obserwuję w różnych pismach, jak jesienią właśnie młody dziennikarz rozmawia w sposób demaskatorski i bezkompromisowy z jakąś młodą dziewczyną-studentką, albo z młodymi dziewczynami-studentkami, które sprzedają swoje ciała różnym starym typom-sponsorom, żeby skończyć studia. Po prostu prostytuują się po cichu, choć plan na życie mają inny. Czyta się to zazwyczaj dość dobrze, takie popłuczyny po Marku Hłasce i wszystkich tych upadłych aniołach. Są więc bardzo różne dziwne opowieści nasycone trudnym dzieciństwem, co najmniej lekko patologiczną rodziną i niebywałą ambicją, aby się wybić i zostać kimś. Ciało młode kobiety składają niejako na ołtarzu lepszej przyszłości swojej i swojej przyszłej rodziny.

Szalenie to jest wzruszające. Tkwi w tym pewien problem, prawie wszystko jest tu zmyślone. Dziennikarz coś tam usłyszał, ktoś mu coś powiedział, a jeśli chodzi o resztę, to puścił wodze fantazji. Oczywiście takie reportaże dotyczą bardzo różnych tematów, jesienią pojawiają się o sponsorach, bo studentki muszą o siebie zadbać. Cechą wspólną takich tworów jest ich łzawość, literackość i to, że za cholerę nie da się tego zweryfikować, bo dziennikarz z całych sił chroni anonimowości swoich wymyślonych źródeł informacji.

Kiedy jakiś dziennikarz przynosił mi takie coś, przypominałem starą zasadę tabloidu „no picture, no story, no hero, no story” i urocze zmyślone dzieła lądowały w koszu. Już jesień, wkrótce zobaczymy jak bardzo Kapuściński inspiruje młodych dziennikarzy. 

Sławomir Jastrzębowski

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl