„Poziom naszego czytelnictwa jest przygnębiający. Ilość czytelników żałosna” (Antoni Słonimski), „większość dziennikarzy to kretyni” (Robert Mazurek), „rzadko pojawia więcej niż 2 – 3 prawdziwych felietonistów na pokolenie” (Krzysztof Mroziewicz), a „felietonistyka jest zajęciem dla autorów szczycących się ponadnormatywnym poziomem złego charakteru, niesympatyczności i zgorzknienia” (Krzysztof Varga).  Pomimo to, Błażej Torański, redaktor portalu sdp.pl, zwrócił się do mojej skromnej osoby, abym pobawił się w pismaka branżowych felietonów. Trudno, co robić, zaryzykuję…

   To może najsamprzód zastanówmy się, kto właściwie może pisać felietony. I czy przypadkiem wiek nie odgrywa tutaj kluczowego znaczenia.

   Odwołam się jeszcze raz do słów korespondenta i felietonisty K. Mroziewicza: „Od tego gatunku zaczyna się dziennikarstwo fotelowe, uprawiane koło ogromnej szafy z książkami, pośród których są także książki napisane przez felietonistę”. Felietonista m.in. „Przekroju” dodał także, że nie należy zajmować się uprawianiem  tego gatunku na początku kariery dziennikarskiej, bo skutki będą żałosne.

   Znaczy się felietonista ma być starcem, skubiącym swą siwą brodę w wygodnym siedzisku, ciepłych bamboszach, najlepiej na terenie domowej biblioteczki, w której dodatkowo ma kłopoty z odnalezieniem licznych, inspiracyjnych książek. Taki odpowiednik babci z dziecięcych książeczek,  białowłosej, robiącej na drutach, na bujanym fotelu i z burym kotem na kolanie.

   Zdarza się, że redakcje trzymają się tych wytycznych. Szacowna i opiniotwórcza „Polityka” ma w swej stajni, używając języka Formuły 1, wybitnych top felietonistów; Stanisława Tyma - rocznik 1937, Daniela Passenta urodzonego w  1938 r., czy powojennego Ludwika Stommę. Jest też nieposunięty jeszcze mocno wiekowo pięćdziesięciolatek Jan Hartman, ale z postarzającą brodą dla niepoznaki.

   A przecież ograniczenia wiekowe, to czysty adultyzm, czyli rodzaj dyskryminacji ze względu na wiek. Jak głosi definicja, adultyzm opiera się na przekonaniu, że doświadczenie życiowe jest silnie związane z wiekiem. Wniosek dość prosty: osoba starsza zwykle jest mądrzejsza i we wszelkich sporach należy jej przyznawać rację.

   Choć powszechnie słyszy się o różnych rodzajach dyskryminacji, to ta ze względu na wiek nie jest jakoś rozpowszechniona. Przekładów walki z dyskryminacją wiekową nie ma zbyt wiele, a jak już, to jest to ageizm czy tam wiekizm. Czyli lekceważące traktowanie osób starszych i postrzeganie ich jako zbędnych. Swego czasu BBC zdjęła z anteny popularny „The Benny Hill Show”. Benny nie tylko chełpliwym wzrokiem oceniał cycate kobiety, ale również takiego małego łysego dziadka, zresztą przyjaciela Jackiego Wright’a, klepał dyskryminacyjnie po głowie. A jak pamiętamy była to najśmieszniejsza scena tego serialu. 

   Bycie piszącym w podeszłym wieku, ma swoje wady na które zwrócił uwagę prześmiewczy felietonista Krzysztof Skiba. W felietonie „Skibą w mur - Milion na koniec” biadolił nad tym, że pisarze – seniorzy mogliby z zarobionej kasy urządzić w Warszawie megabalangę. Nie uczynią tego, bo prostu z racji wieku zakapcieli. Piszący piosenkarz odnotowuje: „Wybitny polski filozof Leszek Kołakowski dostał milion dolców nagrody od Biblioteki Kongresu USA. Kołakowski powiększył tym samym grono bogatych polskich dziadków i babć. Wcześniej milion dolców dostała Wisława Szymborska (literacki Nobel) i Stanisław Lem (honorarium za prawo wykorzystania powieści przez Hollywood)”.

   Przypomniał mi się w tym miejscu głos ludu (o czym felietonista powinien pamiętać i cytować jak się tylko da). Gdy nasza wybitna poetka - noblistka dostała Nobla, kumpel jechał autem z wujkami i dziadkami, a oni zareagowali na wieść o sukcesie: „po co starej babie tyle pieniędzy”.

   No właśnie. Skiba dalej słusznie zauważa, że „geniusze turlają się po jakichś marnych norach i żywią się w tanich uniwersyteckich barach. Kiedy na koniec dostaną ten swój zasłużony milion dolców, nie mają już szans go miło przehulać. Czy nie można by tego lepiej urządzić? Należałoby skonstruować urządzenie do wykrywania jednostek wybitnych i wręczać im milion dolców na przykład w okolicach ukończenia czterdziestki”. Pisał to lider Big Cyca, jeszcze przed 40 – stką, niemyślący jeszcze o dancingu czy potańcówce dla seniorów.

   Maszyny nie wynaleziono, ale w zasięgu pojawiła się Fundacja nieodżałowanego Macieja Rybińskiego. Fundacja ogłasza konkurs o „Nagrodę Złotej Ryby”, do którego zaprasza autorów felietonów i komentarzy jeśli im 40 – stka nie pojawiła się na karku i w dokumentach. Szczawiki do compów i piór. Macie się nie tylko wyszumieć, ale też rozpisać. Niech młodość będzie z Wami!

Krzysztof Prendecki

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl