Dziennikarzom tak naprawdę najlepiej żyje się w czasach i ustrojach totalitarnych. W zasadzie muszą tylko zaakceptować jeden elementarny nakaz: jedynym źródłem informacji jest władza! Władza powie, dziennikarz napisze – i koniec. Potem już tylko kolejka do kasy…

   Życie dziennikarza w demokracji to istna gehenna: nie wiadomo, kogo (czego) się trzymać. Tyle źródeł informacji… I niby każde wiarygodne jak cholera! Tu premier, tam prezydent, ówdzie ministrowie, jeszcze ówdziej polityczni liderzy… Pamiętam z lat 70. rozmowę w gronie dziennikarzy prasy literackiej z pewną młodą Włoszką, która głównie żyła w Londynie, a w Warszawie gościła towarzyskim „przejazdem”. Ktoś ją zapytał: „Co ty robisz w tym Londynie?”. Na to ona: „No co… Studiuję… Piję kawę… Czytam gazety…”. Na to inny kolega – dziennikarz, ale też pisarz i satyryk: „Eeee tam, co to za gazety: w każdej co innego…” Ryczeliśmy chyba z 5 minut!

   Że demokracja i wolność to dla dziennikarza droga przez mękę, pokazuje dzisiejszy stan naszych mediów. Nieustanne „nawalanki” jednych dziennikarzy z drugimi: prawicowych z lewicowymi, liberałów z narodowcami, „publicznych” z „komercyjnymi”… Dużych z małymi, opiniotwórczych i niszowymi…

   Dlaczego?

   Bo każdy uważa, że jego informacje i jego poglądy są słuszne, prawdziwe. Na ten sam temat, w kwestii jednego wydarzenia, może obowiązywać kilka jego wersji, a każda „nie budząca wątpliwości”. Autorytety dziennikarskie w rodzaju Stanisława Michalkiewicza kwitują to prostą diagnozą: wszystko zależy od „oficera prowadzącego”. On wydaje dyspozycje szefom mediów, a ci – swoim dziennikarzom. Jest i inna teoria, chyba też prawdziwa: to liderzy polityczni ustalają „prawdziwość prawd”. Są listy tematów tabu, są szablony typów komentarzy czy zakresu tego, co powiedzieć (napisać) wolno, czego lepiej nie, a czego w ogóle nie.

   Niedawno Naczelnik Państwa po spotkaniu swej partii w Jachrance, w części dla mediów zamkniętej beształ swych posłów za ich niefrasobliwość w wypowiedziach dla mediów, za wypowiedzi szkodliwe dla partii i rządzącego układu. Jego zdaniem posłowie chodzą do mediów kompletnie nieprzygotowani i mówią tam, co im ślina na język przyniesie. A potem trzeba prostować, dementować… Więcej dyscypliny i rozwagi – apelował Prezes. Zagroził też, że „szkodnicy”, czyli ci, którzy powiedzą za dużo albo nie tak, jak trzeba, wypadną z łask i list wyborczych…

   Widać z tego, że drążenie w dochodzeniu do prawdy, czyli to, co jest codziennym chlebem dziennikarza, wymagać będzie jeszcze większego wysiłku niż dotąd. A do tego nie wiadomo, czy ten wysiłek cokolwiek da.

   Można oczywiście zapytać, po co w opisanej sytuacji w ogóle istnieje dziennikarstwo.

   Ba… A przecież istnieć musi… Z uporem maniaka trzeba się starać. Wszak – jak twierdził Józef Mackiewicz – „jedynie prawda jest ciekawa”.

Wojciech Piotr Kwiatek

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl