Jakiś czas temu napisałem krótki poczet prezesów Telewizji Polskiej pt. „Krótka historia wysokiego stołka”. Przeleciałem pobieżnie po prezesach TVP od Sokorskiego do Kurskiego. O Panu Jacku nie było, bo dopiero nastał. Pora uzupełnić.

   Różnie bywało od początku nadania. Zacznę jednak od oceny bieżącej.

   Śmiech pusty mnie ogarnął, gdy władza medialna usiłowała go zdetronizować za pomocą nieznanego chłoptasia, który aktualnie sądzi się właśnie z telewizją, a miałby zostać jej wiceszefem. Paczuska – tak, Pałka – nie. Kurski czeka więc – może i z niepokojem – na nominację drugiego wice. Żądanie zmian w kierownictwie TVP wyszło od prezydenta. Uznano, że Kurski ma za dużo władzy i jednego wice postanowiono zamienić na dwóch. Ale okazuje się, że kolejny kandydat nie ma poparcia pałacu. Sprawa się odwleka. Może i dobrze. Bo dysponując większymi obecnie środkami, Telewizja Polska ma szansę zrobić więcej i lepiej. Nadzieje takie budzi choćby fakt, że w 2018 roku spółka wypracowała 3,5 mln złotych zysku mimo rosnących kosztów (rok wcześniej miała 0,5 mln złotych). Musi być jednak zarządzana sprawnie. Pączkowanie zarządzających to utrudnia.

   Odpowiedzialność zbiorowa jest odpowiedzialnością fikcyjną. Rada nadzorcza to rzeczywiście bat, albo i gilotyna. Odwołać może, naprawić - nie. Rada programowa to wielka lipa i czcze gadanie. Owszem, kilka osób może się popysznić tytułem i tyle.

   Główny atak na TVP i Kurskiego dotyczy stronniczości programów informacyjnych. Trudno jednak nie zauważyć, że najbardziej drażliwy temat – strajk nauczycieli – jest pokazywany obficie i obustronnie. Występują osoby przeciwstawnych racji, cytowani są liderzy wszystkich znaczących partii. Jeśli jest pewna tendencyjność prawicowa – to równoważy to przechył liberalno-lewicowy TVN-u. Balans oglądalności trwa. Press.pl informuje: „spośród programów informacyjnych w pierwszym kwartale widzów na głównych antenach zyskały „Fakty”, a przy uwzględnieniu emisji w kanałach informacyjnych wyniki poprawiły też „Wiadomości” TVP 1”.

   Szczegółowe dane wskazują na wahanie sięgające kilkudziesięciu tysięcy widzów, ale to wszystko w ramach 2-3 milionowej wielkości ogólnej widowni.

   Statystyka jest potrzebna. Ale to nie święta krowa ani byk z niebezpiecznymi rogami. Statystyka to wynik zawsze dyskusyjnych badań i rzetelności pracy ludzi. Dopuszczalność błędu to jej znak firmowy. Pomówmy więc o konkretnych programach.

   Czy telewizja kierowana przez prezesa Jacka Kurskiego ma się czym pochwalić? Czy ma sukcesy?

   Oto coraz lepszy, wartościowy, misyjny Teatr Telewizyjny. Szczególnie ostatnio – spektakle „Znaki” w reżyserii Artura Tyszkiewicza i „Wieczernik” według Ernesta Brylla, a w reżyserii Krzysztofa Tchorzewskiego. Udana reaktywacja. Brawo za godną emisję filmu Antoniego Krauze o tragedii smoleńskiej. Oby coś drgnęło w sumieniach tych, którzy tak bardzo chcą zapomnieć o tym, co zapomniane nigdy nie będzie. To był także hołd dla reżysera, którego skrzywdzono. Drgnęło w reportażu – dowodem jest „Alarm” - jeśli nie weksluje czasem na marginesy tematyczne, np. sportowe. Tym bardziej, że sport telewizyjny sam sobie powinien poradzić. Choćby poprzez emisję filmów dokumentalnych jak „100-lecie polskiego sportu” – tyle że ten przebogaty materiał źródłowy ujęty winien być w 10 odcinków o kolejnych 10-ciu dekadach. Nie przepadam za golizną taplającego się Sławomira, ani za tępą gębą śpiewaka niestety popularnego – ale są wybory mądre wśród kompetentnych znanych i lubianych od dawna. Jak Sznuk, Orzech, plejady „ludzi retro” z cyklu „To był rok...”. Coraz lepszy jest serial „Korona królów” ze znakomitym aktorem i prawdziwym odkryciem – popularyzatorem historii – Wojciechem Żołądkowiczem. Trzymają formę i stałą widownię programy Jana Pospieszalskiego (brawo za ten o budowie dróg), Elżbiety Jaworowicz i Anity Gargas – kobiety odważnej.

   Być może Kurski Pierwszy otworzy nowy, lepszy okres telewizji publicznej. Goniąca coraz bardziej w piętki Platforma Obywatelska i jej okazjonalni sojusznicy zaczęli bredzić o eksperymentach mediach. Jeszcze nie tak dawno funkcyjny publicysta „Rzeczypospolitej” domagał się likwidacji LOT-u i PKP. 60-80 proc. wszystkiego co przemysłowe zostało już sprzedane. Nowi właściciele wyprowadzają 100 mld złotych rocznie, a dostajemy z Unii miliardów 20.

   Ślepe i głuche media tego nie widzą. Zadania telewizji publicznej są ogromne. Mam nadzieję, że jej pilne plany obejmują na przykład takie tematy jak: erupcja nadziei związanej z zapowiadaną produkcją w Polsce samochodów elektrycznych (ponoć chodzi o 5,5 mld złotych) i potem cisza w temacie (sprzedali to komuś?). Sytuacja u ostatniego już w naszym kraju poważnego armatora jakim jest Polska Żegluga Morska, która kupuje statki w Chinach, remontuje nasze jednostki w stoczniach na Morzu Czarnym, opuściła nasze remontówki i której obecnie brakuje 800 marynarzy i oficerów floty handlowej (zatrudniono ostatnio 10 rumuńskich kucharzy). Za ciężkie miliony, nie wiadomo po co, kupiliśmy podwodne obszary wycinka Oceanu Atlantyckiego, a na naszych lubelskich złożach węgla budować kopalnię chcą Australijczycy. Import węgla zza wschodniej granicy rośnie, a ci którzy zasypywali jeszcze niedawno nasze kopalnie, wybierają się w nagrodę do Brukseli. Non possumus! Rzekłby pewien wielki mąż stanu. Ale on nie żyje już.

   Niech Telewizja Polska pokazuje jak najczęściej kłótliwą czeredę, która bez żenady pcha się po zarobki w euro. Na szczęście nie zanosi się na wypłaty w tej obcej walucie w naszym kraju.

   Panie Kurski Pierwszy, ma Pan co robić!

Stefan Truszczyński

P.S. O Kurskim number two - zastępcy naczelnego Gazety Wyborczej - zapewne napisze wkrótce Adam Michnik, bo Tygodnik „Do Rzeczy” już się waćpanem zajął.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl