Zmarnowaliśmy szkolnictwo zawodowe. Produkujemy uparcie zastępy przyszłych bezrobotnych politologów i dziennikarzy. Trwa wysyp ludzi bez przyszłości, chora tytułomania choć niektórym jawi się już głęboka rozpacz i strach: co będzie dalej?

 

Kraj wyprzedany za marne pieniądze, zapożyczone. To co zbudowano w mozole poszło i jeszcze idzie w obce ręce. Albo w łapy bywszej nomenklatury i służb, albo jeszcze gorzej - w obce ręce. Kiedyś odważni i przebojowi żurnaliści trzęsą się ze strachu by nie stracić ostatniej w życiu etatowej pracy. No, bo co robić dalej w niestarym przecież wieku lat piędziesięciu . Kto ich przyjmie do pracy? Przewędrowali już wiele redakcji. Mapa się kończy. Co dalej.
Niedawno jeden ze znanych pisarzy wyskoczył przez okno. Chciał się zabić i zrobił to. Rzecz owiana jest tajemnicą. Może i lepiej.


Znany wrocławski bohater z okresy walczącej solidarności, dziennikarz i naukowiec wiele miesięcy szukał pracy. Ale nie znalazł. Nie było też znikąd pomocy. Pożegnał się, zaszył tak, że nie można go było znaleźć i po prostu umarł. Dopiero wtedy go znaleziono. Na pogrzebie było kilkaset osób. I bardzo wzruszające przemówienia.
Podobni im zbierają się teraz i proszą o pomoc. To ludzie którzy kiedyś dzielnie protestowali, strajkowali – nieraz przez lata, ludzie którzy cierpieli, tracili pracę, domy. A teraz żyją w nędzy.
Na skórzanej kanapie ostentacyjnie rozwala się gówniarz, przypadkiem minister, pozwala się w tej pozie fotografować. Prowokacja, cynizm?


Kapitalizm. Wolny rynek. Zaśpiewajmy sobie kawałek pieśni o Wiśniewskim, który padł w grudniu 70-tego roku: „mieszkańcy Gdyni, mieszkańcy Gdańska, idźcie do domu skończona walka”. Czy tak miało być? Czy krany byłej stoczni mają teraz robić za ozdobę miasta? Dostojnicy się udostojnili, obrośli w piórka i tłuszcz. Teraz pasują im tytuły i odznaczenia. Lud niech czapkuje: dzień dobry Panie Premierze, Pan w mercedesie a ja dalej na rowerze. A przecież byliśmy kolegami.
W sierpniu pisano: wszyscy mamy jednakowe żołądki, protestowano, że jeden dostawał tysiąc a drugi dziesięć razy tyle. Dziś niejeden cieszy się, że dostaje pięćset, a drugi ma zapewnione czterysta – tyle, że tysięcy.
Pamiętam rybaka, który lubił zabalować i gdy wreszcie wracał do domowej przystani, wesoły acz goły, już z daleka krzyczał do czekającej na keii małżonki: „mamuśka Casablanka” brał w pysk, szedł spać, ale z następnego rejsu wracał już z rybą, to znaczy dokładnie przypływał mając w skrzyniach kilkadziesiąt kilogramów ryb.


Dziś Unia ograniczyła polskim rybakom polowy. Zapłaciła za zezłomowane kutry a na naszych łowiskach dominują teraz wysokowydajne jednostki połowowe z Danii i Niemiec. Mają recht (prawo). Takie podpisane umowy. Oczywiście gazety codzienne tego nie opiszą, bo też są w niemieckich rękach. Telewizja lokalna nie ma na benzynę, by pojechać z Gdańska na Hel. A największy jednolity kawałek bursztynu to amber-penis u pana Wydry w sklepiku na uliczce Złotej w Gdańsku (za trzy cztery tysiące, no!) Miałeś chamie amber-gold, został ci się amber-fiut.
W Dąbrowie Górniczej zasypano wszystkie kopalnie. Dopilnował Jerzy Buzek, bo w końcu on stamtąd. Tyle, że w jednej pozostawiono na dole figurkę Matki Boskiej. Módl się za nami. Ale zdradzę, że namawiam Krzysia Skowrońskiego, szefa Radia Wnet, żeby podjąć akcję wydobycia figury i zrobić z tego audycję.


Miały być łupki, ale nasi (chyba jednak głupki) sprzedali za bezcen koncesję na wydobycie. I na razie nic się nie dzieje, zagraniczni się nie spieszą, a krajowi – państwowi nie są już właścicielami. Złoża ponoć są, choć trwa akcja dezinformacyjna i słychać, że jest tego mniej niż sądzono. Żeby jednak wiedzieć na pewno, trzeba wiercić sondażowo i sprawdzić. Ale skąd wziąć na to pieniądze? - Jak to skąd? Od podatnika. Tak jest najprościej. Przecież jeszcze zipie. Zapłaci. Choćby za to, że w przyszłości to jeśli sprzedający mu towar nie zapłaci VAT-u – obciążony zostanie nabywca. Nasz oxfordczyk ma jeszcze dużo takich pomysłów.


Podobnie jak i drugi uczeń Albionu. Powiedział w expose na temat polityki zagranicznej co wiedział. O Cyprze – zapomniał. Ani be ani me. Jeśli chcecie wiedzieć – słuchajcie CNN. Albo czytajcie komentarze. Najlepiej te „wPolityce”, portalu Karnowskich. Spuszczamy się na portale społecznościowe – proszę społeczeństwa. Zakończmy zabawę z bezprzedmiotowym ględzeniem o misyjności bezmisyjnych publicznych masmediów. Nie łudźmy się też, że TVN się odmichniczy, a Polsat odsiermięży. TELEWIZJĘ ZRÓBMY SOBIE SAMI. Nie telewizję publiczną jak dom schadzek – gdzie się różni schodzą by gadać głupoty, ale społeczną, spółdzielczą – czy jak ją tam zwał: byle jędrną i prawdomówną. Bo jest o czym. Sztucznego penisa zostawmy palikociarni. Niech się radują erzacem. Miejmy nadzieję, że ich dni są już policzone. No bo przecież nadzieja umiera ostatnia. Ale mówią też, że to matka … głupich!

29.3.2013 Stefan Truszczyński

P.S. Naprawdę bardzo chciałem napisać zgodnie z życzeniem wyrażonym przez jednego z komentujących moje felietony. Ktoś skromnie podpisawszy się przeciętny napisał: „chętnie poczytałbym o ludziach nieprzeciętnie mądrych, którzy mogą być przykładem dla przeciętnych”.
Chciałem, ale znowu nie wyszło. (S.T.)

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl