Najgorsze, rozpoczęte kilka lat temu przez polityków zwyczaje, zaczynają w coraz większym stopniu, niczym zaraźliwe robactwo, toczyć media. Nie potrafiłbym wskazać prawidłowego porządku – czy to politycy winni uczyć się od mediów zachowania w czasie publicznej rozmowy, czy też może media winny praktycznie na wizji, w studio radiowym, czy w słowie pisanym w gazecie lub internecie, wytyczać właściwe wzory prowadzenia i uczestniczenia w debacie publicznej. Jedno nie ulega wątpliwości, to politycy rozpoczęli swoją postawą zjazd w dół poziomu publicznych dyskusji. Jako pierwszy sygnał do brutalnego traktowania każdego, kto różni się poglądami od naszych, dał Lech Wałęsa na samym progu rodzącej się polskiej demokracji w słynnej napaści na jednego z najbardziej zasłużonych twórców nowej Polski, Jerzego Turowicza, podczas spotkania na Uniwersytecie Warszawskim, latem 1990 r. Styl polemiki zaproponowanej wtedy przez Wałęsę, zwielokrotnionej w ostatnich latach do monstrualnych rozmiarów, obrazuje przysłowiowe już niemal powiedzenie ówczesnego przewodniczącego „Solidarności” do Andrzeja Wielowieyskiego: - „Stłucz Pan termometr, nie będziesz Pan miał gorączki”.

Większość czytelników nie ma wątpliwości, że piję do zachowania gości zaproszonych przez Bronisława Wildsteina, wybitnego publicystę o poglądach liberalno-prawicowych, do nowej telewizji „Republika”. Gospodarz programu jest jednocześnie redaktorem naczelnym stacji, gdzie toczyła się dyskusja. Ściślej, miała się toczyć. Przedsmak frapującej rozmowy pojawił się w wypowiedzi historyka prof. Andrzeja Nowaka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, najlepszego dziś w Polsce specjalisty od nowoczesnych dziejów Rosji, w tym czasów współczesnych. Włącznie z aktualnymi zakamarkami wewnętrznej i zagranicznej polityki Putina. I to wiedzy zdobytej tylko na podstawie „białego” rozpoznania, bez wspomagania danymi tajnych służb, co dla każdego znającego pobieżnie, jak np. ja, rozprawy naukowe i publicystykę prof. Nowaka, powinno być oczywiste.

Niestety, do widzów oglądających program docierały tylko urywki a chwilami wręcz szczątki wypowiedzi profesora Nowaka, który jako pierwszy chciał zaproponować przedpole dyskusji. Nietrudno było, nawet na podstawie tylko urywków, zorientować się, że mówiący wytacza ciężkie działa, skierowane przeciwko obecnej, nawet tej z ostatnich tygodni, polityce Rosji.

Niestety, zaproszony Rosjanin, Władimir Kirianow, redaktor naczelny "Rosyjskiego Kuriera Warszawy", nie dopuścił praktycznie do rozpoczęcia rozmowy, nie tyle przerywając wypowiedź prof. Nowaka, ile zagłuszając cały czas wypowiadane przez niego argumenty i fakty, swoimi opiniami, równie słabo słyszalny jak jego pierwszy po stronie polskiej dyskutant. Za sprawą rosyjskiego żurnalisty zrobił się straszny rozgardiasz, który przeszedł we wzajemne przekrzykiwanie. Próby interwencji prowadzącego program, przepadały w ogniu kłótni. Nie oceniam kroku prof. Nowaka, który nie wytrzymał naporu Rosjanina i wyszedł ze studia. Może zrobił to dlatego, aby nie wpaść w złość i potraktować rosyjskiego dziennikarza w ostrych słowach.

Każdy kto oglądał ten program nie ma wątpliwości, że to Kirianow swoim zachowaniem sprowokował awanturę w „Republice”, włącznie do swojego wyjścia w rzekomym proteście, przeciwko sposobowi prowadzenia audycji przez Bronisława Wildsteina. Oglądając Rosjanina miałem wrażenie, jakbym widział debatę polskich polityków z przeciwstawnych partii. Niestety media mainstreamowe po raz kolejny manipulują faktami. Pozwalają kłamać rosyjskiemu dziennikarzowi, udając, że nie widzieli go w akcji na wizji. On sam zaś w udzielonych wywiadach przedstawia się jako uosobienie spokoju i kultury dyskusji. Podczas, gdy w rzeczywistości nikogo nie dopuszczał do wypowiedzenia choćby jednego rozbudowanego zdania. - Pan profesor chciał wygłosić referat na temat Rosji. Ja mu przerwałem, bo chciałem zadać pytanie – mówi w jednym z wywiadów Kiriakow.

Jego wyjaśnienie, w połączeniu z zachowaniem w studio „Republiki”, brzmi jak dobre rozegranie partii przez rosyjskie służby specjalne.

Co zdumiewające, może przemawia przeze mnie naiwność , jedno z mediów, opisujące incydent, użyło zwrotu; „Wtedy prof. Nowak warknął…”. Czyżby to było polskojęzyczne medium rosyjskie?


 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl