Wziąwszy za dobrą monetę wyznanie kol. Krzysztofa Kłopotowskiego, że prowadzimy „burzliwe życie umysłowe na tym portalu” - czuję się zaszczycony. Wszelako nie umiem jego nowej wypowiedzi odebrać jako polemiki z moim poprzednim tekstem. Adwersarz ze sprawnością, która w innych dziedzinach aktywności publicznej nazywana bywa demagogią, przechodzi do porządku nad większością moich konkretnych spostrzeżeń, argumentów i opinii.

 

Determinuje go bowiem pragmatyzm absolutny. To znaczy taki, który mógłby jedynie prawdziwie wyjaśniać każdą rzeczywistość i tworzyć jedynie słuszne „programy” historyczne, polityczne, narodowe, kulturowe, moralne. Świadomie nie mówię o istnościach duchowych, gdyż z definicji nie mieszczą się one w zespole determinant, które każą Krzysztofowi Kłopotowskiemu na przykład słowo oznaczające honor obwarowywać cudzysłowem.

Materialnym, publicystycznym, aktualnym, wzorcowym, racjonalnym w rozumowaniu mojego Szanownego Kolegi przejawem owego „pragmatyzmu” jest książka Piotra Zychowicza osnuta na spekulacjach tyleż fantastycznych co niebezpiecznych, ostatnio często występujących w tzw. historii alternatywnej. Ta publikacja to supozycja podobna, powiedzmy, do tych, jakimi posługuje się Kłopotowski oznajmiając, iż przypuszcza, że ktoś tam doznał skruchy. Muszę tu powtórzyć uwagę z mojego wcześniejszego tekstu polemicznego - kiedy dziennikarz pisze, że „przypuszcza” czy „podejrzewa”, a nie ujawnia przesłanek uwiarygodniających owych sugestii, niweczy podstawowe zasady naszego warsztatu i lekceważy czytelnika oczekującego od nas udokumentowanych informacji i uzasadnionych opinii.

Nadto w tekście Kłopotowskiego, o jakim mówię, znajduję passus, którego treści po prostu nie rozumiem: A jednak niekiedy za dumę trzeba płacić wstydem. Oto przykład: Dla godnościowej walki jest pewna granica. To potrzeba zachowania materialnego nośnika godności. Konkretnej jednostki ludzkiej. Rodziny. Narodu. Kiedy zabraknie substancji biologicznej, godność można sobie w buty wsadzić. Czasem trzeba poświęcić nawet sporo tej substancji dla zachowania reszty – tylko ile?(…)

I na końcu tego fragmentu znów spostrzegam metodę, już językowo zrozumiałą, znaną chociażby z poprzedniej wypowiedzi polemizującej ze mną o prawdopodobieństwie skruchy pewnego znanego (bardzo) polityka. Tym razem ktoś inny i w innym kontekście historycznym: Do historii przeszło przemówienie sejmowe ministra Becka 5 maja 1939 roku. Odrzucił ustępstwa wobec III Rzeszy za cenę „honoru”. Z jego strony była to retoryka, jednak posłowie i naród bił mu brawa.

Skąd Kłopotowski wie, że była to retoryka ministra Becka? Z tego samego źródła, że ktoś tam doznał ekspiacji za swe niegodziwości wobec własnego społeczeństwa, narodu i swego honoru (bez cudzysłowu)? – Z pragnienia, żeby tak było? To tu już kończyłoby się dziennikarstwo, zaczynała fantastyka i byłby kres wszelkich wypowiedzi oraz polemik publicystycznych…

 

Jacek Wegner

 

Więcej na ten temat:

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl