Jak żyć (i uprawiać dziennikarstwo) w czasach „postprawdy”? Jakie wnioski wyciągać z faktu, że zmyślone wiadomości funkcjonują w mediach na równi z prawdziwymi? Zapewne wnioski najbardziej oczywiste - róbmy swoje. Koniec dziennikarstwa jest bowiem przykładem fałszywej tezy, dokładnie w takim samym stopniu jak niegdyś koniec historii.

Wszechobecność fake news bierze się z ogromnej liczby nowych źródeł informacji i tempa, w jakim infekują one sieć. Ale ten kij ma dwa końce. Rośnie bowiem – a nie spada - znaczenie informacji certyfikowanej. Odbiorcy oszukani po wielokroć stają się ostrożniejsi, sprawdzają metkę, jaką opatrzony jest news, pytają o autora, żądają gwarancji wiarygodności. Mówi się o końcu wielkich marek i szyldów medialnych, a przecież to dla nich i zagrożenie, i szansa.

Zagrożeniem jest na pewno ostry podział polityczny, obecny przecież nie tylko w Polsce, o czym przekonuje obecna gorączka w mediach amerykańskich czy francuskich. Szansą – zachowanie w tych frontowych warunkach rzetelności i wiarygodności, co przecież nie stoi w sprzeczności z jasną afiliacją ideową. Podział sprzyja oczywiście zamykaniu się w tzw. bańkach informacyjnych. Legiony ludzi żywią się wyłącznie wiadomościami dostarczanymi przez „swoje” media, klika tylko w linki dostarczane przez znajomych o podobnych poglądach. To rodzi pokusę, by szyć medialny strój wyłącznie na miarę oczekiwań własnych kibiców, nie oglądając się na dziennikarskie abecadło. Kto jednak pokusie nie ulegnie, tego czeka gratyfikacja najwyższa w tym zawodzie – zaufanie widzów, słuchaczy i czytelników.

Kolejna edycja konkursu SDP raz jeszcze dowiodła, że w polskich mediach nie dzieje się tak źle, jak by to wynikało z codziennej porcji hejtu, jakiego dostarczają nam w tej kwestii „życzliwi” twitterowi recenzenci. Być może wynika to z faktu, że wszyscy piszą (wyroki), nikt nie czyta (nie słucha, nie ogląda). Kto jednak nie zamyka oczu, uszu i umysłu, może się przekonać, że dziennikarstwo śledcze jeszcze nie umarło, a przede wszystkim reporterów z kamerami, mikrofonami i laptopami wciąż gna – do ludzi (by pozostać w metaforyce ś.p. Wojciecha Młynarskiego). Bo przecież świat, którego nie widać z politycznych okopów, nie przestał być intrygujący, budzący ciekawość, zadumę, gniew, wzruszenie czy radość.

Lista nagród przyznawanych w naszym konkursie wywołuje liczne komentarze. Po co tyle kategorii, wyróżnień - słyszymy często. Czy nie lepiej skupić się na dwóch, trzech albo i tym jednym, najwybitniejszym mistrzu naszego rzemiosła? Będzie mocniejszy przekaz, większy prestiż. Odpowiadamy – nie, bo ideą tego konkursu zawsze było pokazanie dziennikarstwa w całym jego bogactwie: reportaży, wywiadów, ale także książek, filmów, radiowych słuchowisk, fotografii prasowych. Zobaczmy to bogactwo, doceńmy różnorodność tematów i form obecnych w polskich mediach. Strzeżmy się uproszczonych sądów i łatwych klasyfikacji, które stały się dziś prawdziwą plagą.

Gala SDP trwała długo, ale z pewnością mogła przyczynić się  do poprawy nastroju – nie tylko laureatów i organizatorów dorocznego konkursu. Wielu gości przybyło, posłuchało i (raz jeszcze) uwierzyło, że dziennikarstwo w Polsce istnieje, a wieści o jego końcu w czasach wojny domowej na słowa to… fake news. Panie, panowie, koleżanki, koledzy  – róbmy swoje.

Piotr Legutko

 


 

 

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl