Jesienią tego roku na ekranach polskich kin wyświetlany był film dokumentalny „Dwie korony” w reżyserii Michała Kondrata. To rzadkość, bowiem w Polsce filmy dokumentalne nieczęsto pojawiają się w kinach, jeśli już, to tylko na pojedynczych pokazach premierowych. „Dwie korony” tymczasem obejrzeć można było przez kilka tygodni i w bardzo wielu miejscach. Skąd ta nietypowa popularność filmu?

„Dwie korony” to fabularyzowana opowieść o bardzo znanym polskim XX-wiecznym świętym, ojcu Maksymilianie Kolbe. Zrealizowana za niewielkie pieniądze, a jednak przykuwająca uwagę widza. Z udziałem wielu znanych polskich autorów, dodających trochę życia fabularnym, ilustrującym dokumentalną narrację scenom, pełna również zdjęć, ożywionych czasem prostymi środkami i wspomnień zakonnych współbraci świętego. Postaci ważnej, skupiającej w sobie wiele cech i losów, charakterystycznych dla doświadczeń całego pokolenia i całego narodu, a przy tym mającej za sobą wiele przygód i czynów, które stanowią o wyjątkowości Kolbego. Przyjrzyjmy się więc i my bliżej zakonnikowi ze Zduńskiej Woli, Rzymu, Niepokalanowa, Nagasaki i Auschwitz. Ta wyjątkowa lista to niepełny spis najważniejszych dla życia świętego miejsc, w których kształtowała się jego wiara, a w raz z nią ta wyjątkowa historia, którą warto przypominać zabieganemu, coraz rzadziej wierzącemu w cuda i skłonnemu do poświęceń światu.

Rajmund Kolbe urodził się w 1894 roku w Zduńskiej Woli. Wychowując się w bardzo religijnej rodzinie, sam od dziecka był bardzo gorliwym katolikiem. Na początku nowego stulecia doznał objawienia. Według jego słów, w kościele św. Mateusza w Pabianicach objawiła mu się Maryja. Prosiłem Matkę Bożą, żeby mi powiedziała, co ze mną będzie... – wspominał Kolbe - Wtedy Matka Boża pokazała mi się trzymając dwie korony: jedną białą, a drugą czerwoną. Spytała, czy chcę tych koron; biała miała oznaczać, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę dwie...

W 1097 roku rozpoczął naukę w seminarium we Lwowie, trzy lata później rozpoczyna studia w Krakowie, skąd trafia do samego Rzymu. Rozpoczynając nowicjat przyjmuje imię, pod którym przejdzie do historii – Maksymilian. W 1917 roku, w odpowiedzi na niepokojące zmiany społeczne, dokonujące się w Europie, postanawia powołać do życia zajmujące się maryjną działalnością apostolską Rycerstwo Niepokalanej. Już w Polsce, wbrew wszelkim przeciwnościom i bez realnego wsparcia ze strony przełożonych , rozpoczyna wydawanie miesięcznika Rycerz Niepokalanej. Wykazuje się wielkim talentem organizacyjnym i niesamowitą, graniczącą z cudem, a według wielu świadectw granicę tę przekraczającą zdolność do tworzenia potężnych dzieł z niczego. Tak powstaje najpierw miesięcznik, później zaś „Mały Dziennik”, najbardziej poczytne pismo codzienne przedwojennej Polski. W międzyczasie, na ofiarowanych przez księcia Druckiego-Lubeckiego terenach w Niepokalanowie pod Warszawą tworzy klasztor, stający się szybko ważnym ośrodkiem duchowości, a zarazem centrum medialnego imperium. W kilka lat Niepokalanów wyrasta na największy męski klasztor katolicki na świecie. Oparcie znajdują w nim nie tylko księża, znajdujący się pod duchowym przewodnictwem Kolbego, lecz również okoliczni mieszkańcy. Zakonnik wciąż podejmuje nowe wyzwania. Gnany duchowym nakazem wyrusza, bez pieniędzy i znajomości języka, za to z żarliwą wiarą, do Japonii. Tam, mając do dyspozycji jeszcze mniej, niż w Polsce, rozpoczyna wydawanie lokalnej edycji „Rycerza Niepokalanej”, następnie, w Nagasaki tworzy klasztor, Niepokalanów Japoński. Gdy wybiera grunt pod budowę, dochodzi do kolejnego tajemniczego wydarzenia w jego życiu. Doznaje wizji ognistej zagłady, spadającej na miasto, w wyniku czego rezygnuje z atrakcyjnej ziemi w centrum Nagasaki i kupuje położone dalej tereny. Już po jego śmierci na to japońskie miasto zostaje zrzucona bomba atomowa. Klasztor jest jednym z niewielu miejsc, które nie ulegają zniszczeniu i stoi, w otoczeniu kontemplacyjnego ogrodu, do dziś. Do dziś ukazuje się też „Rycerz Niepokalanej” w języku japońskim, w Nagasaki znajdziemy również poświęcone Kolbemu muzeum.

Po powrocie do kraju w 1936 roku Maksymilian Kolbe tworzy obejmującą cały kraj krótkofalową sieć radiową, przymierza się też do eksperymentów z najnowszym dla tamtego czasu medium – telewizją. Ambitne przedsięwzięcia i śmiałe plany przerywa jednak wojna. Po zajęciu terenów Polski, Niemcy szybko aresztują wielu wpływowych Polaków, osób, stanowiących zagrożenie jako ważnych dla moralnej kondycji napadniętego kraju. Wśród nich są też zakonnicy z Niepokalanowa i ich gwardian. Po wyjściu z więzienia Kolbe organizuje w ramach klasztoru punkt pomocy dla ludności cywilnej, nie rezygnuje jednak z dalszej działalności religijnej. Niemcy nie zapominają jednak o zakonniku. Ponownie aresztowany trafia do po kilku miesiącach do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, gdzie decyduje się dobrowolnie oddać życie za współwięźnia, wyznaczonego do egzekucji. To wyjątkowe wydarzenie wstrząsa wszystkimi świadkami, ze strażnikami obozowymi włącznie. Później, zza drzwi celi śmierci, skąd zawsze dotąd słyszano rozpaczliwe krzyki i wyzwiska, dobiega prowadzona przez zakonnika modlitwa. W końcu 14 sierpnia 1941 roku ojciec Maksymilian Kolbe umiera od zastrzyku z fenolem. Uratowany przez niego Franciszek Gajowniczek przeżywa wojnę i doczekuje wyzwolenia przez Amerykanów, Maksymilian w 1971 roku zostaje beatyfikowany, w 1982 zaś kanonizowany.

Jego historia to wyjątkowy przykład spotkania niezłomnej wiary, talentu organizacyjnego, wreszcie zaś heroizmu, nakazującego zrezygnować ze wszystkiego i złożyć ofiarę życia dla nieznanego, lecz potrzebującego tej ofiary człowieka. To lekcja dla całego świata, która wymaga ciągłego przypominania, lecz przy tym jest to przecież porywająca, atrakcyjna i, używając dzisiejszego, lecz przecież bliskiemu świętemu, języka, bardzo medialna. W Polsce znana dobrze, choć zapewne nawet tu mało osób ma świadomość japońskiego epizodu w życiu św. Maksymiliana.

To zaś pokazuje nam jeszcze inną rzecz – jak czasem przenikają się z najdalszą Azją nasze losy i historie. W Japonii wciąż żywe jest dzieło Kolbego, choć jego zasięg pozostaje niewielki, ponieważ słaby, zwłaszcza po wielkich stratach ludzkich w katolickich społecznościach Hiroszimy i Nagasaki, jest tamtejszy kościół. Japonia pamięta też o Bronisławie Piłsudskim, bracie wielkiego polskiego przywódcy, Józefa Piłsudskiego, który w początkach XX wieku zapisał się w jej dziejach jako wybitny etnograf. Kilkanaście lat po Piłsudskim, do Japonii trafiła na rekonwalescencję grupa doświadczonych pierwszą wojną światową dzieci, których los po latach stał się kanwą japońskiego filmu „Jesień w Warszawie”. Dziś wśród młodych Polaków panuje niszowa, lecz znacząca moda na japońską popkulturę, Japończycy zaś, a wraz z nimi Koreańczycy, wciąż kochają muzykę Chopina. W Chinach i na Tajwanie do społecznej świadomości przebija się ostatnio inny więzień Auschwitz, rotmistrz Witold Pilecki. W czasie drugiej wojny światowej ochotnik, który trafił do obozu, by zorganizować w nim ruch oporu i przekazać światu prawdę o tym miejscu, po wojnie zaś zamęczony przez komunistów. Jego historia inspiruje dziś tajwańskie elity polityczne.

Polska ma światu bardzo wiele do zaoferowania. Poza dobrami materialnymi, pracą czy myślą naszych specjalistów, są to również historie, mogące inspirować, dodawać sił i przypominać, czym jest człowieczeństwo, tak, jak czyni to historia Maksymiliana Kolbe.

Krzysztof Karnkowski

 

 

Materiał powstał w ramach projektu "Dziennikarze mówią o Polsce - dialog dziennikarzy polskich z dziennikarzami zagranicznymi". Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu Dyplomacja Publiczna 2017 – komponent „Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2017”

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl