Jan Bogatko

Quo vadis?

Polska – Niemcy. Normalizacja i pojednanie? Czy – nareszcie – dialog?

Kiedy z górą 10 lat temu, podczas rządów pierwszej koalicji pod przewodem PiS, organizowałem dla mych przyjaciół z klubu Rotary w Düren (kraj związkowy Nadrenia Północna – Westfalia) na zachodnich kresach Republiki Federalnej podróż do Krakowa, lękliwie pytano mnie: „a czy nam nic w Polsce nie zagraża?”. W Niemieckich mediach straszono wówczas Niemców „kaczyzmem” – podobno antyniemieckim, szowinistycznym, ultrakatolickim rządem w Polsce. Nie tak powszechnie, jak dzisiaj, ale już wówczas pisano o Polsce źle. Albo bardzo źle. „Czy w Polsce jest bezpiecznie?” – pytano mnie z drżeniem w głosie. „Czy Niemiec może pokazać się tam na ulicy?”.

Wiedza o Polsce i Polakach w Niemczech była od 1945 roku mniejsza, niż o Niemczech i Niemcach w Polsce. Żelazna Kurtyna zrobiła swoje. O ile w NRD zazdroszczono nam (jak tylko minęła czarna noc stalinizmu) koncertów pop i mody, nie ściganej policyjnie, to w Niemczech zachodnich po prostu nie zwracano na Polskę większej uwagi, ograniczając się do katalogu krzywd, wyrządzonych Niemcom przez wypędzenia z ojczyzny na utraconym Wschodzie. Polska była dla przeciętnego Niemca jakimś tam krajem w Ostblock, w bloku wschodnim, czyli na rubieżach Rosji, poza Europą. „To nie pisze się w Polsce cyrylicą?” –chce wiedzieć znajoma doktor fil., widząc polskie książki w mej bibliotece.

Kilkadziesiąt osób, wykształconych obieżyświatów, profesorów uniwersytetów, naukowców, prezesów wielkich firm, wybrało się ze mną w podróż za wschodnią granicę zjednoczonych Niemiec. Do Polski. Do bliskiego, bardzo dalekiego kraju. Z napięciem i nie bez obaw grupa oczekiwała lądowania w Krakowie. Z zaciekawieniem patrzyli przez okna autokaru, wiozącego nas do hotelu w centrum Krakowa. Z zaskoczeniem obserwowali ludzi na ulicy, takich samych, jak u nich. Oczarowani hotelem (Saski na Sławkowskiej) pogrążyli się w ożywionej rozmowie. Napięcie prysło. „Oni mówią tu po niemiecku”, dziwił się jeden z uczestników transplanetarnej podróży. „I jak tu czysto” – zachwycała się jedna z pań.

W podróży powrotnej wszyscy znali już odpowiedzi na stawiane kilka dni temu pytania. Z własnego doświadczenia, nie z tutejszej prasy, radia czy telewizji. Oczywiście media dalej przekazywały Niemcom taki obraz Polski, na widok którego czytelnikami wstrząsały dreszcze. Ale oni „tam” byli i na własne oczy widzieli, co się „tam” dzieje. Byli uodpornieni. „Kiedy pojedziemy znów do Krakowa?” –pytali. W następnym roku większa grupa (łącznie z tymi, których obawy przeważyły wówczas ciekawość) pojechała ze mną do Krakowa. Z Krakowa pociągiem do Warszawy. Z Warszawy samolotem do Kolonii. To już byli niemalże ekserci od spraw polskich. Poruszający się swobodnie po bliskim dla nich kraju, przyjaznym im, którego mieszkańcy mówią wprawdzie dla nich obcym, lecz tym samym językiem.

Minęło wiele lat. Mieszkam na wschodzie Niemiec. W Zgorzelcu (po niemiecku Görlitz). Tylko dwa mosty (nie licząc kolejowego) dzielą (lub łączą) dwa miasta: drogowy w centrum i ten na Starówce, dla pieszych. Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy „Gerlic” (jak Polacy często nazwają zachodnią część miasta) znają Zgorzelec. Oczywiście poza kilkoma restauracjami na Bulwarze Greckim i świątyniami Merkurego w podzgorzeleckim Łagowie. Choć nie brak w niemieckim Zgorzelcu fanów Karkonoszy i dalekich wypraw, hen, aż do Wrocławia. A kiedy zapytano mnie, co się dzieje w Polsce, dlaczego niszczy się demokrację, depcze konstytucję itp. rzuciłem na przynętę  „A może by tak do Warszawy?”. Wbrew mym oczekiwaniom echo mnie zaskoczyło. W autokarze (na maj 2018!) miejsc brak!

Jednym z projektów polsko-niemieckich, jaki organizowany będzie od marca 2018 po obu stronach Nysy przez Rotary Club Görlitz i Dom Kultury w Zgorzelcu, są spotkania dziennikarzy obu krajów „nad Nysą”. Projekt powstał znacznie wcześniej, niż cenne i potrzebne spotkanie, zorganizowane przez SDP w Berlinie w listopadzie 2017. Tam, po raz pierwszy, niemieccy dziennikarze mogli na żywo zobaczyć dziennikarzy innej opcji, niż znany im mainstream. I z nimi porozmawiać! Teraz, nad Nysą – mam nadzieję – będą mogli porozmawiać ze sobą do woli. Długa jest droga do normalizacji i pojednania. Ale tam, gdzie są aż trzy mosty, może chyba rozpocząć się nareszcie dialog. W Zgorzelcu. In Görlitz.

Jan Bogatko

Materiał powstał w ramach projektu "Dziennikarze mówią o Polsce - dialog dziennikarzy polskich z dziennikarzami zagranicznymi". Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu Dyplomacja Publiczna 2017 – komponent „Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2017”

Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl