Przedstawiciele   „Gazety Wyborczej”,  „Polityki” skarżą się  publicznie na obecną władzę, że wytacza im procesy przed sądami (jak w wypadku „GW”) i ogranicza dostęp do rządowych ogłoszeń i reklam („Polityka”). Zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” Jarosław Kurski opublikował nawet teksty „Nie damy się uciszyć” i jako dowód nękania wyliczono aż 19 spraw wytoczonych gazecie przez podmioty rządowe lub jemu podlegające od 2015 r.  Oczywiście jak zwykle w tym kontekście padają oskarżenia wobec rządzących o stosowanie cenzury. Wygląda to  na pisk dożynającej się kury, która znosiła przez 25 lat złote jaja?

   Nie miejmy złudzeń, sama sobie zapracowała na taki los, zresztą nie tylko ona. Te dwa tytuły od 1989 roku były beneficjentami tzw. transformacji ustrojowej. Istniał niepisany nakaz, że one są pupilami władzy i nowego kapitału. Pompowano w nie przez te 25 lat kolosalne  milionowe kwoty. W nie i w ich akolitów. Tylko mieli śpiewać, że wszystko w Polsce jest „ok” a jedyne  zagrożenie sprawia ciemny prawicowy lud. Kto się wyłamywał z tego szeregu pochlebców mógł  przetrwać tylko  w niszy  rynku medialnego. Nawet przejściowe okresy rządów tzw. prawicowych – premiera Olszewskiego, Buzka  czy pierwszego PiS-u, niewiele w tym niepisany nakazie zmieniały. I tak było do czasu aż przeważająca część narodu  nie dała się już dalej otumaniać tej lewicowo- liberalnej propagandzie. Ta zmiana nastrojów na szerszą skalę nie nastąpiła dopiero w 2015, ale na pewno ten proces przyspieszył rząd Tuska. Doprowadził on do odpływu czytelników tego segmentu rynku o poglądach lewicowo-liberalnych w kierunku konserwatywnego.

   Dzisiejsze kłopoty „GW” czy „Polityki” i innych podobnych tytułów stąd się przede wszystkim biorą. Natomiast samo skarżenie się zastępcy redaktora naczelnego „GW” wygląda na chichot historii. Bo kto był pomysłodawcą zamykania ust dziennikarzom  przed sądami cywilnymi. Przecież tę seryjną metodę jako pierwszy zastosował genialny  Adaś Michnik. Ile to publicystów tzw. prawicowych, w tym nawet prof. Andrzej Nowak, było przez lata nękanych przez tego redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” wytaczanymi procesami. I za co, za wyrażoną tylko opinię, która się nie podobała Michnikowi. To te działania przez całe lata były rodzajem szantażu i paraliżowania wolnej wypowiedzi publicystycznej w polemikach z tekstami zamieszczanymi na łamach „Gazety Wyborczej”. 

   Wydawca „GW” miał odpowiednie środki na wytaczanie tych procesów w przeciwieństwie do pozywanych, a co najważniejsze również niepisaną przychylność sądów. Niekiedy samo przybycie na salę rozprawy Adama Michnika zaczarowywało sąd.  Nie przypuszczam, aby redaktor Jarosław Kurski nie wiedział jak są żałosne jego dzisiejsze skargi. Można mu tylko współczuć takiej hipokryzji.

Jerzy Kłosiński

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl