CMWP SDP wystąpiło w obronie Grażyny Bochenek z Polskiego Radia Rzeszów.  6 września na antenie radia Bochenek wyemitowała w prowadzonym „na żywo” programie informacyjnym „Kalejdoskop” nagraną wcześniej wypowiedź słuchacza, w której prezydent Andrzej Duda nazwany został „figurantem”. Przemysław Tejkowski, prezes Polskiego Radia Rzeszów udzielił dziennikarce nagany i odsunął ją od prowadzenia programów oraz skierował zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa (oświadczenie CMWP na tej stronie).

   W podobnych, ale nie takich samych okolicznościach, 16 listopada Wojciech Reszczyński został zawieszony przez szefa radiowej Trójki Wiktora Świetlika jako prowadzący program „Trojka na poważnie”. W programie Reszczyńskiego uczestniczący w nim muzyk Paweł Piekarczyk nazwał Władysława Bartoszewskiego „bydlakiem”. Te słowa padły w audycji „na żywo”. Reszczyński nie zareagował.

   Problemem spornym, który poddam krótkiej analizie jest to, czy dziennikarz (i w obu powyższych przypadkach prowadzący program) jest odpowiedzialny za słowa wypowiadane przez gości, słuchaczy, czy telewidzów. Moim zdaniem odpowiedź na to pytanie nie jest bynajmniej jednoznaczna. Ważne znaczenie ma fakt, że były to programy „na żywo”. Oczywiście, w pierwszej kolejności narzuca się taka interpretacja, że dziennikarz nie ma żadnego wpływu na to, co powie lub może powiedzieć jego rozmówca. Kiedy audycja toczy się równolegle z rzeczywistością, zdarzyć się może wszystko i dziennikarz nie jest w stanie ani temu zapobiec, ani do końca wszystkiego przewidzieć. Posiada jednak repertuar środków, za pomocą których może, po pierwsze, zminimalizować zagrożenie, a po drugie, może w trakcie programu reagować na zachowania czy słowa gościa/słuchacza/telewidza i przerwać, skomentować jego wypowiedź, zanegować ją lub się od niej po prostu odciąć, a jeżeli uznaje te słowa czy zachowania za naganne, może też dać wyraz swojej dezaprobacie i wręcz domagać się np. zaprzestania lżenia osób obecnych (lub nieobecnych) w studiu i zażądać ich przeprosin, jeżeli mogły one znieważyć te osoby.

   W swojej dziennikarskiej karierze publicysty telewizyjnego prowadziłem setki programów na żywo (łącznie z takimi, do których telefonowali telewidzowie) i tylko raz zdarzyło się, że w programie pojawiła się telefoniczna wypowiedź zniesławiająca moich gości, albowiem przypisywała im intencje korupcyjne. Osoba telefonująca, poproszona przeze mnie o przedstawienie konkretnych faktów, potwierdzających jej pomówienie, wycofała się ze stawianych zarzutów.

   Powtarzam: nie mamy prawie żadnego wpływu na to, co będzie  mówił w programie „na żywo” słuchacz czy telewidz. Jednak zawsze możemy przerwać jego wypowiedź, „zdjąć z anteny” (przepraszam, ale niezrównoważonych odbiorców też nie brakuje) lub z nią polemizować. Gdy zapraszamy gości do studia, to wcześniej możemy się z nimi umówić, że pewnych zachowań nieeleganckich czy wypowiedzi obraźliwych nie będziemy - jako prowadzący - tolerować. I zawsze mamy tę broń, że do kolejnego programu „awanturującego” się gościa nie zaprosimy.

   Wojciech Reszczyński - moim zdaniem - powinien zareagować na wypowiedź obrażającą Władysława Bartoszewskiego. Wystarczyło jedno krótkie stwierdzenie. Ale go zabrakło. W drugim przypadku - audycji prowadzonej przez Grażynę Bochenek - wypowiedź słuchacza nie była wypowiedzią „na żywo”, ale została - według mojej wiedzy - nagrana chwilę wcześniej i wyemitowana w programie, jako kontrargument wobec wcześniejszej wypowiedzi innego rozmówcy o prezydencie Andrzeju Dudzie. Dziennikarka przekazała opinię, zgodnie z zasadą prezentacji kontrastowych wypowiedzi. Nazwanie osoby publicznej „figurantem” (wg Słownika PWN jest to «ktoś, kto zajmuje wysokie stanowisko, ale nie ma wpływu na podejmowane decyzje») mieści się w kanonie wolności słowa i ma inny wydźwięk niż nazwanie kogoś „bydlakiem”. Reakcja prezesa Tejkowskiego była przesadna i słusznie - moim zdaniem - Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie  odmówiła wszczęcia śledztwa.

   Dwie sprawy, ale każda inna. O innym kalibrze i innym przebiegu. Zarazem z zaangażowaniem SDP w tle. Dobrze się stało, że nasze Centrum Monitoringu Wolności Prasy zabrało głos w obronie Grażyny Bochenek. Dziennikarka jak najszybciej powinna wrócić do pracy w Polskim Radiu.

Marek Palczewski

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl