Nie ma związku przyczynowo-skutkowego między materiałami telewizji publicznej a śmiercią prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – uważają dziennikarze i publicyści, których poprosiliśmy o komentarz do apelu CMWP SDP.  Ale przyznają, że w tej sprawie TVP  sama dolewa oliwy do politycznego ognia.

   Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wystosowało protest przeciwko insynuacjom wskazującym na związek pomiędzy treściami publikowanymi na antenach TVP a tragiczną śmiercią  Pawła Adamowicza,  prezydenta Gdańska,  uznając że takie wypowiedzi, to nie mające uzasadnienia w rzeczywistości manipulacje i próby wprowadzenia w błąd opinii publicznej. Zapytaliśmy ludzi mediów co sądzą o tym apelu.

Łukasz Warzecha, dziennikarz i publicysta, m.in. Tygodnika „Do Rzeczy”, „Super Expressu” i  Wirtualnej Polski:

   Słysząc pytanie dotyczące łączenia materiałów TVP ze śmiercią prezydenta Pawła Adamowicza, jedyne co mogę odpowiedzieć to: nie wiem. Inaczej odpowiedzieć nie potrafię, bo nie wiem jaka była motywacja zabójcy prezydenta Adamowicza. I myślę, że tego nie dowiemy się także podczas procesu sądowego. Wszystko dlatego, że w przypadku osoby chorej psychicznie wszystkie motywy są prawdopodobne. Myślę, że tak samo trudno byłoby udowodnić, że taki związek był, jak i to, że go nie było. Natomiast zarówno oskarżenia pod adresem TVP, jak i zapowiadane przez telewizję pozwy, traktuję jako element wszechogarniającej nas wojny politycznej. Dlatego gdybym był na miejscu zarządu TVP, to nie robiłbym tego.

Ryszard Pajura, prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, wydawca tygodnika „Obserwator Lokalny”:

   Jestem bardzo liberalny jeśli chodzi o to, co wolno dziennikarzom, a czego nie. Nawet jeśli z niektórymi metodami i opiniami się nie zgadzam, to uważam, że dziennikarze mają prawo i wręcz obowiązek podejmowania niewygodnych dla polityków tematów. Osobną sprawą jest ich rzetelność i uczciwość w relacjonowaniu tych rzeczy. I o tym można dyskutować. Nie widzę jednak niczego złego w tym, że dziennikarze TVP zajmowali się sprawami dotyczącymi działalności prezydenta Pawła Adamowicza, a łączenie tego z jego śmiercią wydaje się być nieuprawnione. Nikt przecież nie wiedział co się stanie i że do takiego morderstwa może dojść.

Stefan Sękowski, kierownik sekcji publicystyka w internetowym miesięczniku „Nowa Konfederacja”, stały współpracownik Tygodnika „Do Rzeczy”:

   Nie da się przeprowadzić ciągu przyczynowo-skutkowego między oglądaniem treści w TVP, a zabójstwem Pawła Adamowicza. Ale druga strona medalu jest też taka, że telewizja publiczna jest twórcą negatywnego klimatu w debacie publicznej w związku ze śmiercią prezydenta Gdańska. Skandaliczny był materiał wyemitowany dwa dni po zabójstwie, gdzie jedyne cytaty związane z mową nienawiści dotyczyły polityków opozycji, choć tego typu przykłady można znaleźć po obu stronach sceny politycznej. Jeśli więc ktoś staje się tubą propagandową rządu, to sam się na takie ataki wystawia.

Jadwiga Chmielowska, sekretarz generalna SDP, redaktor naczelna śląskiego "Kuriera Wnet":

   Zdecydowanie wspieram CMWP SDP i zgadzam się z tym oświadczeniem. W Telewizji Polskiej nikt nie nawoływał do ataku na pana prezydenta Adamowicza. Społeczeństwo ma prawo być informowane o tym, że np. ktoś ma kłopoty z prokuraturą. Prezydent Gdańska był przeciecież osobą publiczną. Atak na telewizję w tej sprawie jest próbą jej cenzurowania.

Bogusław Chrabota, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”, prezes Izby Wydawców Prasy:

   Uważam, że Telewizja Polska jest narzędziem propagandowym rządzącej większości, a jej reporter z Gdańska zachowywał się wobec Pawła Adamowicza haniebnie. Sam pracowałem jako reporter telewizyjny, a przez lata kierowałem zespołami reporterskimi i wiem jakie są zasady zdobywania „setek”. To co wyczyniał człowiek pracujący dla TVP w Gdańsku nie mieści się w żadnych zawodowo dopuszczalnych granicach. To było polowanie z nagonką, dyskwalifikuje zawodowo. Czy było hejtem na Adamowicza? Niewątpliwie tak.

Mariusz Patey, publicysta "Kuriera Wnet":

   Myślę, że Telewizja Polska nie odpowiada za tę zbrodnię, a zarzucanie jej jakiegoś mitycznego języka nienawiści to jest po prostu próbą kneblowania pracujących tam dziennikarzy. Niestety w naszym społeczeństwie zdarzają się osoby niezrównoważone i czasami dochodzi do takich tragedii jak w Gdańsku. W 2010 roku był atak ze skutkiem śmiertelnym na Marka Rosiaka w Łodzi i wtedy ci, którzy w tej chwili atakują media publiczne za rzekomy język nienawiści, wówczas takich argumentów nie używali. Wtedy tłumaczyłem, że nawet od ostrego języka do czynów zbrodniczych droga jest daleka. I teraz też tak to widzę.

Notowali: Tomasz Nieśpiał i Małgorzata Skórska

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl