Kolejny atak na dziennikarza telewizji publicznej wyróżnia się czymś z jednej strony niepokojącym, ale z drugiej – krzepiącym.

   Niepokoi jego bezwzględna brutalność, granicząca ze zdziczeniem: plucie na samochód Magdaleny Ogórek, niewybredne obelgi, oblepianie wozu obraźliwymi, chamskimi „liścikami”, niszczenie samochodu (rysowanie lakieru, uszkodzenia karoserii), wreszcie blokowanie dziennikarce odjazdu z „miejsca zdarzenia” przez kładzenie się owych „oburzonych” na jezdni… Tak zaczyna AD 2019 wyglądać „walka polityczna” nad Wisłą. Ma już formę daleką od zwyczajowych form politycznego protestu; staje się bandyckim barbarzyństwem, które z zasady nie przebiera w środkach, bo według zasad, którymi się ci „bojownicy”, ci „ultrasi demokracji” kierują – im gorzej, tym lepiej.

   Napisałem wyżej, że mimo wszystko jest w tym coś krzepiącego… Nie, nie zwariowałem. Obserwacje podobnych sytuacji przez różnych fachowców – politologów, socjologów, psychologów społecznych e tutti quanti – prowadzi od dawna do jednego wniosku: że po skrajną przemoc, po niewybredne środki sięgają ci, którzy czują, że przegrywają. Ta drążąca i drażniąca świadomość oddziaływa na układ współczulny impulsami prowadzącymi do rezygnacji z wszelkich barier. Świadomość dawno pozostała gdzieś na poboczu, pozostał nagi instynkt: zniszczyć, obojętne, jak.

   Więc niszczą, objawiając tym własną słabość.

   Adam Asnyk w jednym ze swych wierszy sprzed ponad 100 lat przywołał jako przykład czegoś podobnego przekleństwo dzikusa, kiedy się skaleczy. Niczego innego nie umie, więc przeklina. Dzisiejsze dzikusy wiele się od tamtego nie różnią, mają tylko więcej wyobraźni, w którą wyposażyła ich… cywilizacja! Oglądają filmy typu „Człowiek-demolka”, w różnych magazynach „pop-kultury” czytają o wyczynach najróżniejszych dewiantów, którzy natychmiast stają się bohaterami zbiorowej wyobraźni takich, jak oni. Autorytety właściwie już nie istnieją; ktoś normalny, usiłujący normalność promować na co dzień, tonie szybko w oceanie hejtu. Co zostaje? „Dzikość serca” (jeśli tu w ogóle można mówić o sercu…).

   Wcześniejsze hasła, płynące z kręgów „obrońców demokracji i praworządności” rodem z PO, Nowoczesnej („zimny Lech”, „dorzynanie watahy” etc.), hasła podszyte przecież znieczulicą, nienawiścią, pełnym odhumanizowaniem, przetrawiane w ogarniętych poczuciem klęski umysłach dają w efekcie to, co się stało na Placu Powstańców Warszawy: zdziczenie nie liczące się z niczym.

   Apel Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP jest oczywiście jak najbardziej na miejscu, tyle że on odnosi się do władzy, która ma każdemu, zwłaszcza funkcjonariuszowi w służbie publicznej, zapewnić bezpieczeństwo. Ale przecież nie postawi się policjanta czy ochroniarza przy każdym takim człowieku! Więc nie w tym rzecz; rzecz w „trybie doraźnym” zwalczania podobnych wyczynów. Trzeba przestać cackać się ze zwyrodnialcami. I nie patrzeć, co na to powie UE, Komisja Europejska czy ktokolwiek inny. Przykład zajść z „żółtymi kamizelkami” we Francji może tu być dobrym argumentem. Tam policja nie troszczy się o tych, których pałuje czy traktuje gumowymi pociskami.

   Chyba że ktoś uzna, że „co wolno wojewodzie…”. No, jeśli takimi wskazówkami mamy się kierować, może dojść do tego, że kiedyś nie wyjdziemy z domu na ulicę.

Wojciech Piotr Kwiatek

*****

W sprawie ataku na dziennikarkę TVP protestuje CMWP SDP:

http://cmwp.sdp.pl/protest-centrum-monitoringu-wolnosci-prasy-sdp-przeciwko-atakom-na-dziennikarke-tvp-info-2/

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Poprzednia wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: http://old.sdp.pl